Marian Żyznowski nie żyje

Napisany 07/02/2018

 

Zmarł ostatni człowiek, który mógł zwracać się w sposób mentorski, acz pobłażliwy do mojego nieżyjącego od 2005 roku ojca Zbigniewa, a tym bardziej do mnie i do moich dzieci. Marian, jeden z pięciorga rodzeństwa, urodził się w 1925 roku – w Sierczy, rodzinnej wsi matki Victorii; mój ojciec przyszedł na świat w 1930 we dworze Niedzielskich w Śledziejowicach, gdzie pracował ich ojciec Ludwik. Po ojcu pierwszy brat odziedziczył łagodny charakter, szczupłą sylwetkę, długowieczność i zamiłowanie do ogrodnictwa, drugi tylko smykałkę do samodzielności finansowej – zresztą podał się bardziej do matki.

Obdarzony dobrą pamięcią do końca, obserwator i świadek życia Wieliczki i regionu od przedwojnia, Marian Żyznowski przysłużył się niemal wszystkim książkom naszego Wydawnictwa Żyznowski, jest w nich często cytowany i przywoływany. Został współautorem naszej ostatniej pozycji Siercza, dach Wieliczki 2 dzięki wywiadom, które moja córka Monika i ja przeprowadziliśmy z nim w ciągu kilkunastu ostatnich lat. W zamieszczonym tam tekście O ogrodnictwie w domu rodzinnym znajduje się jego biogram oraz opis ogrodnictwa w sierczańskim domu Żyznowskich, który przekazał mi jeszcze całkiem niedawno. Przyczynił się także do powstania naszej najważniejszej książki Żydzi Wieliczki i Klasna, został tam między innymi współautorem mapki przedwojennych sklepów i usług żydowskich w Wieliczce.

Oprócz rodziny i książek zostawił jeszcze w Wieliczce i okolicy wiele drzew owocowych i krzewów ozdobnych starych gatunków, które rozsadzał jak go nauczył ojciec, i sprzedawał na rynku wielickim mieszkańcom przez dziesiątki lat.

Podczas moich wizyt z Marianem u jego urodzonej w 1922 roku siostry Władysławy, kiedy chcieliśmy już iść, nieważne po jak długim czasie spędzonym z nią, Władysława zawsze zatrzymywała nas jeszcze na chwilę tymi sami słowami „nie chodźcież jeszcze”. Tak też było, kiedy odwiedziliśmy ją ostatni raz zimą 2013 roku w domu opieki, niedługo przed tym, jak zmarła, czego się wtedy obawialiśmy. Pod koniec listopada 2017 roku odwiedziłem Mariana w domu; po dłuższej rozmowie, wypytaniu go o wiele szczegółów z przeszłości i zrobieniu mu zdjęcia, kiedy miałem już wychodzić, pierwszy raz w życiu zatrzymał mnie jeszcze na chwilę słowami „nie chodźże jeszcze”. Tknęło mnie to i zacząłem się obawiać najgorszego, zresztą wyglądał i czuł się już bardzo kiepsko.

 

Jego pogrzeb odbędzie w najbliższy piątek o 14.30 na cmentarzu komunalnym w Wieliczce.

 

marian
Marian Żyznowski przegląda książkę, której jest współautorem. Zrobiłem mu wiele zdjęć, to okazało się ostatnim.

Zapisany w: Bez kategorii.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

*