Z prasy haskali
“Haskala” to po hebrajsku “wykształcenie”. Słowo to było używane w XIX-tym wieku w znaczeniu “oświecenie” (nurt w kult. żydowskiej rozwijający się w Europie od l. 80. XVIII wieku, powstały pod wpływem oddziaływania haseł oświecenia w krajach europejskich, jak również szeroko rozumianych tradycji nurtu racjonalistycznego w filozofii żydowskiej). Do początku XIX-tego wieku język hebrajski był używany wyłącznie do modlitwy i studiów pism świętych, w tym wieku natomiast, po raz pierwszy został użyty w świeckich zastosowaniach (jak język wykorzystywany w prozie, poezji, gazetach). “Ha-Magid” to jedna z pierwszych gazet w języku hebrajskim .
Pokrótce, “haskala” to ruch żydowskiego oświecenia, pierwsze zastosowania,
w 19-tym wieku, hebrajskiego do celów świeckich .
Ha-Magid, 5.4.1865 (9 nisan, 5625), nr. 14, s. 107
Tarnów – Szanowni Czytelnicy będą jeszcze pamiętać, że w wyniku pożaru w Wiśniczu [?] 1500 Żydów pozostało bez środków do życia i wielu spośród nich wyniosło się na tułaczkę po kraju. Rzecz zdarzyła się w 1863 r. (zob. Magid 1863, nr. 23, s. 226). Teraz, po dwóch latach, ten sam dziennikarz (A. I. Heiman) donosi z radością, że około 200 rodzin rozbiło namioty w mieście Bochnia, w pobliżu Wiśnicza. Miasto to jest znane i sławne za sprawą kopalni soli, z której to powodu było zamknięte przed Żydami od czasów rządów polskich królów. Aktualnie rząd otworzył jego bramy, a oni osiedlili się tam zgodnie z własną wolą. Ktokolwiek był w stanie, zakupił pole z domem. Pośród nich znajdują się przedstawiciele różnych rzemiosł, jednak większość zajmuje się handlem.
A. I. Heiman
Ha-Magid, 11.6.1872, nr 23, s. 270 (5. siwan 5632)
Klasno – Wieliczka – W minioną środę u schyłku dnia chmury i ciemności pokryły niebo naszego małego miasta i rozeszła się informacja, że wielce wartościowy, szlachetny dobroczyńca i szanowany przez wszystkich człowiek, przywódca obywateli, burmistrz, nasz nauczyciel, rabin Cwi Hirsz Perlberger zmarł i odszedł na spoczynek. Z każdej strony dał się słyszeć lament i krzyk. Dzieci, mężczyźni i kobiety wołali gorzko z powodu niepowetowanej straty! Ach, niedola nasza wielka niczym morze, pociecha nasza zniknęła sprzed naszych oczu, gdyż wraz z tym człowiekiem w mieście naszym umarła dobroczynność, skończyła się sprawiedliwość. Wielkiej karty nie starczy, aby opowiedzieć chociaż część tych pochwał. Prawie w każdym mieście w Galicji jego imię zasługuje na pochwały, gdyż dom jego zawsze był szeroko otwarty. Gdy biedak stawał na jego progu, przyjmował go z wielka życzliwością, dawał mu po bożemu szczodrobliwą jałmużnę i życzliwymi słowami umacniał i dodawał otuchy strapionemu ubogiemu. Doznaniem sprawiedliwości było stać po prawicy człowieka, który gardził sukcesem, śpieszył pomóc, aby potrzebujący nie odszedł z pustymi rękami, nie skąpił nikomu i przychylał się woli proszącego. Był wcieleniem pokory. Przy całej jego wielkości i bogactwie umiłował sobie obcowanie z biedakiem i udręczonym, kapiąc kroplami pociechę na jego zdruzgotane serce. Cieszył się wielką przychylnością i uznaniem ze strony obywateli chrześcijan. Gdy spoczywał na łożu, odwiedził go wojewoda, szanowny pan Potaczek i dyrektor kopalni soli (Bargreta). Ten pierwszy przybył także po zgonie błogosławionej pamięci nieboszczyka do jego domu, aby pocieszyć wdowę i sieroty. Dnia następnego z wyrazami żalu i i słowami rozpaczy przybyli ważni i szanowani obywatele z Krakowa, a pośród nich Wielka Światłość, przenikliwy rabin, nasz nauczyciel, Abraham Jener. Zamknięto wszystkie sklepy i całe miasto od najmniejszego do największego zebrało się, aby oddać ostatnią cześć temu wielkiemu człowiekowi. Gdy ludność zgromadziła się przed synagogą zaczął przemawiać nasz nauczyciel rabin Abraham Jener (rabina Dimty nie było wtedy w domu), mówiąc rozdzierająco: „Wspaniałości Izraela, pustka po twojej śmierci!” Przy jego pierwszych słowach wszyscy wybuchnęli płaczem, który wzmagał się w miarę, jak uświadamiali sobie wartość nieobliczalnej straty, gdyż wraz z jego śmiercią zabrał wszystko, społeczeństwo utraciło coś chwalebnego i wspaniałego, chlubę jego dostojeństwa. Pośród szeregu innych jego sprawiedliwych czynów był i ten, że przekazał 500 złotych na wsparcie Towarzystwa Studiów Toranicznych i 400 złotych na Towarzystwo Ostatniej Posługi. Dożył 61 lat, chorował od siedmiu miesięcy. Pozostawił po sobie błogosławieństwo dobroczynności i dotrwał do kresu swoich dni, niech jego dusza spocznie w źródle życia.
Pinchas Tsimels
Ha-Magid, 22.8.1877, nr 33, s. 300 (5 aw, 5637)
Kraków – Pośród miast dotkniętych przekleństwem ognia, których wołanie o pomoc pojawiło się na pierwszych stronach gazet żydowskich, pisano także o mieście Wieliczka, miejscu wydobycia soli, będącym własnością cesarską. Miasto to jest znane na świecie z powodu tego wielkiego błogosławieństwa. Minęło osiem dni od czasu, gdy do naszego miasta dotarł telegram, że w centrum Wieliczki wybuchł straszny pożar, który szybko rozprzestrzenił się w różnych częściach miasta. Towarzystwo Strażackie z naszego miasta zorientowało się, że rozprzestrzenił się ogień, a strażacy z Wieliczki są niezdolni do jego ugaszenia. Oddziały strażackie pośpieszyły na miejsce wydarzenia, aby dopomóc w opanowaniu ognia i po ponad dziesięciogodzinnym zmaganiu się z żywiołem zdołały ugasić pożar. Spłonęło około 40 domów stojących przy centralnej ulicy miasta. Gdy oglądałem Wieliczkę, moim oczom ukazał się straszny widok miasta, które Pan spustoszył w swoim gniewie. Gnieżdżące się liczne rodziny, ludzie opłakujący swoich bliskich i cały dobytek swojego życia. Szkody oszacowano na około pół miliona złotych. Rada miejska Wieliczki sporządziła przedwczoraj pismo do magistratu naszego miasta z podziękowaniem dla naszego Towarzystwa Strażackiego za pomoc i ratunek okazane nieszczęsnej Wieliczce. Gdyby nie one, niechybnie spłonęłoby całe miasto. Mam silną nadzieję, że nasi żydowscy bracia z oddali, szczególnie z Galicji, nie cofną swojej ręki przed wspomożeniem pogorzelców, okazaniem im wielkoduszności, a nieszczęście za sprawą Boga stanie się błogosławieństwem i obfitością.
Dawid Halewi Birnbojm
Ha-Magid, rocznik 24-ty, 18.8.1880, nr 33, s. 281
Głos wołającego o pomoc
Klasno – Do szlachetnych synów Izraela, uczonych w czynieniu w wierze dobra. Mężowie czyniący sprawiedliwość, sędziowie opowiadający się za prawdą i wielkoduszną pokorą, oto mamy tu swoje miejsce i nie jesteśmy rozproszeni po różnych krajach. Usłyszcie gorzki głos waszych braci lamentujących z powodu domostw waszych osad, które padły pastwą pożogi wraz z całym waszym majątkiem (za sprawą przewin wszystkich nas). Dzięki poczynionym ustaleniom wiemy już, że w niedzielę, niczym całkowita zagłada Sodomy i Gomory, w jednej chwili miasto spłonęło w strasznym pożarze ku naszemu wielkiemu zasmuceniu i utrapieniu naszej duszy. Ich kobiety i dzieci nadzy uciekali z domów niczym z łona matki i niczego nie zdołali uratować. Pozostały im tylko ich ciała, gdyż ogień uderzył nagle. Cały naród ubolewa nad ich duszami i wszyscy płaczą ze współczucia dla nich mówiąc: Pochylmy się nad nimi i prześlijmy naszym braciom, synom Izraela wsparcie i słowa współczucia, aby byli dla nas jak ocalona reszta. Ratujmy nasze kobiety i dzieci od głodu i pragnienia.
Oto teraz bracia nasi, synowie Izraela, bliscy i dalecy, szczodrobliwi i prawi, zwróćcie ku nim swoje serca, wspomóżcie radą i oddajcie sprawiedliwość zniszczonemu miastu, w którym nie ma dość chleba ani wody, gdzie nie ma gdzie się ukryć przed żarem słońca i żarem, który zniszczył domostwo Jakubowe. Żałujcie ich wraz z nami i spójrzcie na utrapienie waszych braci. Przysądźcie, by pochylić się z pomocą pieniężną i żywnością. Ze względu na Imię Pana i jego dziedzictwo, zbierzmy dla nich ofiarę, wszyscy uczyńmy im dar, który będzie błogosławieństwem od Pana, zbawiającego swój lud. Nie ociągajcie się i pośpieszajcie z czynami. Czyż oczy wasze nie widzą, że wielce cierpimy, obnażeni i pozbawieni wszystkiego. Niech rychło nadejdzie wasza pomoc i niech śpieszy wasze miłosierdzie. Sam Miłosierny będzie strzegł was i waszych domów za sprawą tej dobroczynności na wieki. Czym prędzej przysyłajcie wyrazy waszej szczodrości i dobroci do przedstawiciela “Kultus – Vorstand”, syna pana Hirsza Perlbergera z Klasna
koło Wieliczki.
Jest on naczelnikiem i przywódcą w naszej okolicy i wybrał trzech ludzi, ludzi poważanych, aby podzielili pieniądze z datków zgodnie z ich wiedzą i rozeznaniem, pośród pogorzelców i ofiary.
Oto słowa mówiących w imię sprawiedliwości, wtorek, roku 5640, na Klaśnie.
Rabin Jechezkiel Szraga Frenkel, przewodnicący sądu wspomnianej wyżej społeczności, wnuk autora dzieła (religijnego) “Baruch taam”, Chajim Szymon Perlberger, Abraham Ebersman – asesor.
Ha-Magid, 24.3.1898, nr 12, s. 94
Skandal w Wieliczce
Wieliczka, miejscowość położona w pobliżu Krakowa. Również w naszym mieście, w którym zawsze panowały sprawiedliwość i pokój, w mieście, w którym zawsze Żydzi cieszyli się spokojem i poczuciem bezpieczeństwa, nagle uderzyła złoczynna ręka bezimiennych osobników tak, że zawisło nad nami poczucie zagrożenia. Jak wiadomo, Żydzi poparli kandydaturę księdza Szpondera na posła Sejmu austriackiego. Ten zaś, chcąc się przypochlebić, zapewnił ich, że zawsze będzie ich bronił i wypowiadał się na ich temat nad wyraz pozytywnie. Atoli biada! Gdy tylko Szponder wystąpił w wieńcu chwały jako poseł, nagle stał się dla nas zawadą i niczym nieszczęście z ręki Wszechmogącego przybył do nas w towarzystwie swojego kolegi Stwilowskiego, znanego już od kilku miesięcy, i zebrawszy tłum, ciskali na Żydów obrzydliwości, wyzywając ich od złodziei i pijawek, ssących na zgubę ich chrześcijańskich braci. O ile Stwilowskiemu tylko rzadko udawało się zebrać zgromadzenia przeciwko Żydom, o tyle jego przyjaciel, Szponder, każdego dnia wygłaszał kazania w ich domu modlitwy i wczesnym rankiem rzucał z kazalnicy pośród lud nasiona nienawiści, mówiąc słowa niszczące, rozpalające ogień nienawiści i rywalizacji przeciwko Żydom. Jednakże ten nienawistnik nie ograniczył się wyłącznie do słów, lecz także rozdawał wszystkim przybyłym do kościoła paszkwilancką księgę, „Tajemnice Żydów”, pełną wstrętnych kłamstw o ludzie Izraela. W tym zaś nieszczęście, że jego słowa i czyny nie chybiły celu. Iskry nienawiści do ludzi, które tchnął w serce tłumu rozpaliły się w cztery strony naszego miasta: Popędliwcy i lekkoduchy, wykonujący jego wolę, wciskali głupcom oszczerstwa i przekonali ważne osobistości, że Żydzi zamierzali podnieść rękę na księdza Szpondera, przebrali się, zamaskowali i będą czekać na jego przybycie z Krakowa po to, aby go ukamieniować. Inni zaś twierdzili, że Żydzi już faktycznie wyprawili się i zamordowali i porąbali na kawałki jednego z księży, którego ciało zakopali w piasku. To straszne oszczerstwo rozniosło się poza granice miasta, a oto jego owoce. W piątek zeszłego tygodnia, wieczorem, zebraliśmy się w naszym domu modlitwy na śpiewy i modlitwę i oto, nagle, przed domem pojawił się tłum wrzeszczący: „Śmierć Żydom! Mord i zagłada tym pijawkom!” Wielkimi kamieniami porozbijali i połamali okna, zamierzając także wyłamać drzwi, które nas od nich odgradzały. Spadło na nas wielkie, straszne zagrożenie. Starzy i młodzi krzyczeli w przerażeniu, gdyż nie mogliśmy uciec cali, jako że barbarzyńcy otoczyli dom z przodu i z tyłu. Odległa była również perspektywa ocalenia ze strony wojewody. Dwukrotnie odmówił on przyjęcia delegacji przywódców naszej społeczności, którzy przybyli do niego jeszcze tego samego dnia, aby prosić o miłosierdzie i powrócili też wieczorem z prośbą o obronę. Niszczący wszystko tłum nie przestawał rzucać w nas kamieniami. Głośno nawoływano do atakowania i rabowania Żydów. Działo się tak dopóki nie powstała pewna energiczna kobieta, słynąca tu z dobroczynności i pobożności, stawiła się przed wojewodą i błagała go, aby wybawił nas od nieszczęścia. Natychmiast dał jej posłuch, wsiadł w powóz i osobiście zajechał przed dom modlitwy i nakazał atakującemu tlumowi natychmiastowe zaniechanie działań. W przypadku, gdyby nie posłuchali jego komendy, zagroził wezwaniem wojska i surowym ukaraniem sprawców. Jego słowa sprawiły silne wrażenie na barbarzyńcach, którzy stopniowo się wycofali. Gdyby nie pomoc kobiet (w dwóch znaczeniach) [W ortodoksyjnej synagodze (tylko takie wtedy były) kobiety i mężczyźni nie modlą się razem. Obszar w którym się modlą kobiety nazywa się "pomoc kobiet", jest on odgrodzony od (zazwyczaj) centralnego obszaru synagogi w którym się modlą mężczyźni. A druga "pomoc kobiet" to interwencja kobiet u wojewody] , która rozdzieliła nas i nie pozwoliła bandytom w nas uderzyć, z pewnością wielu poległoby od kamieni, którymi w nas rzucali. Tak zaś, dzięki Bogu, tylko kilku ludzi zostało lekko rannych. W szabat żaden Żyd nie ośmielił się opuścić swojego domu, gdyż tłum zgromadził się ponownie i zaczął znów obrzucać kamieniami domostwa synów Izraela, jednak policja otoczyła ich i kilka osób tymczasowo zatrzymano. Jednak w niedzielę zebrało się mnóstwo ludzi, aby wysłuchać kazania księdza Szpondera. Po opuszczeniu kościoła nawoływali do rabunku i napadli na kilka sklepów. Rzucali kamieniami i porozbijali resztę okien, które zachowały się po zajściach z szabatu. Bity był każdy, kto wieczorem odważył się opuścić swój dom lub interes. Na nasze szczęście ponownie pojawił się wojewoda z burmistrzem i przy pomocy policji rozproszyli zbiegowisko. Wieczorem do miasta powrócił spokój.
Jakow Schingel
