Uri Shmueli: My Memoirs

Przedmowa do My Memoirs

My Memoirs autorstwa Uriego Shmueli (urodzonego jako Uriel Szmulewicz w Krakowie) jest krótką opowieścią o sobie kogoś, kto przeżył Holokaust, straciwszy w nim niemal całą bliższą i dalszą rodzinę. Powiedzieć o kimś tyle to dość, w końcu chodzi o ludzi wyróżnionych tragicznie na tle całej historii świata.
Uri Shmueli zdecydował się na spisanie swoich dziejów mając ponad 80 lat. Mieli na to wpływ jego przyjaciele i znajomi, którzy zapewne nie tylko chcieliby go w ten sposób lepiej poznać, ale też sądzą, że zrobienie tego było jego obowiązkiem, prawdopodobnie jakże trudnym dla niego samego. Zachowując chronologię zdarzeń, lecz podkreślając ważne odsłony życia, autor daje się nieco poznać. Chciałoby się na to rzec: „Co za żywot!”. Jeszcze jeden z tych, które gdyby nie były prawdziwe, wyglądałyby na zbyt fikcyjne. Mówimy o żywocie tak istotnym, że stanowiącym niemal samodzielne, oderwane od posiadacza, dzieło. Mówimy o żywocie nieskończenie bardziej tragicznym i trudniejszym do przeżycia niż przeciętne żywoty polskich rówieśników pana Uriego, mieszkających o jedne drzwi dalej, którzy tylu rzeczy nie musieli.
Opis czasów przedwojennych i pierwszych lat wojny, sporządzony przez autora jeszcze raz potwierdza to, ze przynajmniej niektórzy dobrze sytuowani Żydzi mieszkający w Polsce mieli możliwość ja opuścić. W większości nie zrobili tego ze zwykłych życiowych powodów, i to mimo antysemickiego otoczenia, w jakim przyszło im żyć. Autor zatytułował wymownie pierwszy rozdział: The fools paradise (pol. Raj głupców). Później powtórzył jeszcze ten tytuł nadając go trzeciemu rozdziałowi. Tytuły pozostałych rozdziałów to: Sein Kampf (Jego walka), Arbeit macht frei (Praca czyni wolnym), The way to Palestine (Droga do Palestyny), Epilogue or what comes next (Epilog i co nastąpiło później). Napisany po angielsku tekst autor kieruje do czytelnika nie tylko polskiego, co oznacza, że podaje fakty historyczne, które ten ostatni dobrze zna, nie podaje zaś innych, których tenże nie zna, a być może chętnie by poznał. Wydaje się, że czytelnicy polscy mało wiedzą o początkach państwa Izrael, mimo że w dużym stopniu tworzyli je ich niedawni współziomkowie.
Zapewne każdy czytelnik chciałby, żeby autor sięgnął jeszcze do swej pamięci i przywołał z niej więcej szczegółów opisujących członków jego rodziny: to jak wyglądali, jak się zachowywali, jakie mieli zwyczaje, słabości, na czym polegał ich urok osobisty, dlaczego byli tacy, a nie inni. Ale przede wszystkim czytelnik byłby wdzięczny, gdyby pan Uri opowiedział, jaki był on sam jako dziecko, chłopiec, młodzieniec, widziany teraz przez siebie po tylu latach. Każdy odtworzony dialog, jaki wypowiadali w gronie rodzinnym Szmulewiczowie, po polsku czy po hebrajsku – przetłumaczony, przed wojną i w czasie wojny, czytalibyśmy z wypiekami na twarzy. O specyficznych, nieużywanych juz powiedzonkach nie wspominając. Mógłby opisać tez więcej ze zwykłego życia domowego i rodzinnego, zwyczajów, przyzwyczajeń, śmiesznostek. Już wiem, co powie sobie w duchu: „Od tego są Stryjkowscy i inni …”. Wiem także, co sobie dopowie: „Stryjkowski to Stryjkowski, a Shmueli to Shmueli”.
Wiesław Żyznowski