Maria Baran: Wiersze i przyśpiewki. Wybór.

Halina Legutko

ŻYCIE NA LUDOWO


Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest, swoje obowiązek.
Zygmunt Gloger

Publikowany po raz pierwszy, znany jedynie częściowo niektórym członkom naszej rodziny, wybór twórczości Marii Baran wzbudza szczególną refleksję. Niesłusznym byłoby pominięcie dorobku o niewątpliwych walorach artystycznych w publikacji poświęconej Brzegom, Grabiu, ich mieszkańcom, kulturze oraz tradycjom.

Konieczne jest wyjaśnienie charakteru samego zbioru oraz okoliczności, które określiły jego układ i opracowanie. Utwory zamieszczone w niniejszej publikacji – poematy, wiersze okolicznościowe, przyśpiewki weselne oraz życzenia dla bliskich – stworzone zostały w latach 1955 – 2002. Całość materiału, około dziesięciu tysięcy wersów, zgromadzono w ramach podjętej przez Wiesława Żyznowskiego inicjatywy napisania monografii rodziny Szymoniaków. Rękopisy dostarczył syn Marii, Kazimierz.

Pokaźną część twórczości Marii stanowią przyśpiewki weselne, tworzone na potrzeby własnej rodziny oraz na zamówienie mieszkańców wsi. Wykorzystywano je w tej części Małopolski przez wiele lat, podczas wesel oraz ludowych obrzędów – dożynek, imprez poprzedzających Święta Wielkanocne. Dzięki tym, pisanym z zamiłowania utworom, Maria niepostrzeżenie stała się główną animatorką życia kulturalnego w Brzegach, szczególnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Przy opracowaniu wyboru wierszy Marii, starałam się zawrzeć w nim ciekawe i bogate treściowo utwory. Brałam również pod uwagę walory poznawcze czasów, w których żyła poetka, charakterystyczne wydarzenia z życia rodziny, oryginalność ujęcia tematu, pomysłowość formy i kompozycję, a także poziom językowy i stylistyczny tekstów.

Wesele wiejskie – święto społeczności lokalnej

Wesele jest najbarwniejszym elementem obyczajowości ludowej. To dzień radości, któremu towarzyszą śpiewy, tańce, wystawna uczta. Każdy region posiada własny scenariusz obrzędu weselnego, przekazywany z pokolenia na pokolenie, poparty tradycjami tworzonymi, ale też i zmieniającymi się przez lata, a w dzisiejszych czasach – zanikającymi. Najbardziej charakterystycznymi elementami obrzędu weselnego są: błogosławieństwo, pożegnanie domu, a po ceremonii ślubnej – powitanie panny młodej w nowej rodzinie, przyśpiewki weselne oraz przedstawienia. Istotnym elementem uroczystości weselnych są oczepiny, zwane także cepinami, którym towarzyszą przyśpiewki.

Maria Baran, tworząc poezję ludową i uczestnicząc w jej upowszechnianiu, w dużym stopniu przyczyniła się do kultywowania lokalnych tradycji i folkloru podkrakowskich wsi. Była docenianą autorką scenariusza obrzędu weselnego, wykorzystywanego często w tej części Małopolski, jak również pisanych na zamówienie tekstów przyśpiewek. Ich treść była aktualizowana, tworzona specjalnie na daną okazję, dostosowana do sytuacji rodzinnej państwa młodych oraz zaproszonych gości weselnych. Przyśpiewki tworzone przez Marię najczęściej mają charakter pogodny, zabawny, żartobliwy, moralizatorski, chociaż zdarzają się też smutne, dosadne. Zawarte są w nich rady i mądrości przekazywane u progu małżeńskiego życia. Strofy przyśpiewek następują w ustalonym porządku: błogosławieństwo, przywitanie, następnie strofy poświecone kolejno: pani młodej, panu młodemu, drużbom, drużkom, starostom, rodzicom pani młodej, bliższej rodzinie np. chrzestnym, rodzicom drużki; dalszej rodzinie, zakończenie – podziękowanie i zaproszenie gości do tańca. Daje się zauważyć ściśle ustaloną i przestrzeganą hierarchię gości weselnych.

Zamieszczony poniżej wybór przyśpiewek Marii Baran stanowi kompilację z uroczystości weselnych odbywających się na przestrzeni około czterdziestu lat.[1]

Podczas obrzędu oczepin niezwykle ważna była oprawa muzyczna. Najczęściej przyśpiewki wykonywane były na melodie znanych powszechnie piosenek: Dwanaście aniołków, Głęboka studzienka, Krakowiaczek jeden, Te opolskie dziołchy, Wełtawa, rzeka błękitna, Za las chłopcy, za las, zmienianych w trakcie, aby ożywić i urozmaicić, często długo trwający rytuał odśpiewania około dwustu lub więcej zwrotek. W przyśpiewkach najczęściej przewija się motyw pieniędzy, gdyż celem obrzędu oczepin było hojne obdarowanie przez gości weselnych panny młodej.

Teksty przyśpiewek zapisane są w gwarze tzw. „umownej”, brak konsekwencji w przestrzeganiu wymowy gwarowej wynika ze spontanicznego charakteru powstawania utworu.

Maria Baran nie zdążyła już, niestety, ujrzeć swojej twórczości w formie drukowanej i, co ważne, w monografii dokumentującej fakty, na których zachowaniu i zapamiętaniu tak jej zależało.

Dzięki tej publikacji wiele treści dotąd niezauważonych w twórczości Marii, na skutek ograniczonej dostępności oraz zamierania obrzędów, będzie miało szansę pozostać w pamięci a także stać się skarbnicą wiedzy o rodzinie.

Cieszę się, że to właśnie mnie było dane skupić się nad jej twórczością.


[Siedzę w domu…]
Siedzę w domu, patrzę w okno,
a oczy mi we łzach mokną.
Trzech synów żem wychowała,
na starość sama zostałam.

Pracowałam w pocie czoła,
jestem jak paluszek goła.
Mieszkam sama w dużym domu,
nie ma wody podać komu.

Poszli wszyscy mieszkać w miasto,
bo im w domu było ciasno;
urozmaicić sobie życie,
jak w loterię na tandecie.
Dom my z mężem zbudowali,
bardzo my się spracowali.
Z tego my się ucieszyli,
cośmy przez życie zrobili.

Został w domu synuś średni,
zrobił krok nieodpowiedni,
żona na wsi być nie chciała,
na Kraków go namawiała.

On posłuchał swojej żony,
porwał się jak oparzony,
zostawił pokoje cztery,
pcha się do starej rudery.

Zrobi tylko dzieciom krzywdę,
bo je wsadzi w jedną izbę.
Będą tam tylko płakały
i do babci uciekały.
W domu wielką wolność miały,
co chciały, to wyprawiały.
Nigdzie im nie zabraniałam,
od pieluszek wychowałam.

Nie martwcie się o mnie, dzieci,
jakoś pomału poleci,
a wy świata używajcie,
o starości pamiętajcie.

Bo życie szybko ucieka,
tak, jak szybko płynie rzeka.
Teraz za dużo radości,
na starość będą przykrości.

Nasze matki i ojcowie
zostawili nam przysłowie:
kto jada mięso w młodości,
to na starość będą kości.

Młode lata uciekają,
do starości się zbliżają.
Nikogo to nie ominie,
nawet w królewskiej rodzinie.

Jak nam trochę lepiej było,
to się zaraz odmieniło.
Śmierć mi męża wczas zabrała,
sześć lat jak wdową zostałam.

I tak żyję w samotności,
zawsze smutno, nie w radości.
Nie miałam nigdy rozkoszy,
zawsze brakowało groszy.

Dzieci dużo nie uczyłam,
zawodu ich wyuczyłam.
Za to moje pracowanie,
takie mam podziękowanie.

Bardzo się tym nie przejmuję,
bo Pan Bóg wszystkim kieruje
i każdy ma los nadany,
jak ma w niebie zapisany.

Dobry uczynek zrobiłam,
bo sierotę przygarnęłam.
Kto poda sierotom chleba,
ma dużą zapłatę z nieba.

Mnie się o nic nie rozchodzi,
dzieciom dobrze się powodzi.
Mają zawody niegłupie,
za to matkę mają w dupie.

Choćbyście lat żyli dwieście
w wielkiej rozkoszy w tym mieście,
to wszystko z wiatrem przeleci,
będą wam dziękować dzieci.

Wtenczas wszyscy zrozumiecie,
jak się zacznie chylić życie.
Wtenczas matkę docenicie,
jak już jej nie zobaczycie.

Mogę jeszcze pożyć chwilę
i spocząć muszę w mogile.
Tak sobie powiedzmy szczerze,
nic ze sobą nie zabierzesz.

Powiedzieli nasze dziadki,
ojcowie i nasze matki.
Nic od ojców nie dostali,
do śmierci ich szanowali.

Worek złota dzieciom dają,
oni to nie doceniają.
Jakby na to pracowali,
to by lepiej szanowali.

Bo przed wojną była bieda,
wszyscy szanowali chleba.
Po ścierniach kłóska zbierali,
męli i chlebuś piekali.

Teraz o tym nie ma mowy,
bo ci młodzi, puste głowy,
mają teraz dobre czasy –
w śmieciach bułki i kiełbasy.

Młodzi długo nie porządzą,
z taką gospodarką błądzą.
Za to w Polsce kryzys wielki,
że chleb jest na poniewierki.

Już starzy się wykańczają,
ci młodym ziemię oddają,
a ziemia jest dla nich wrogiem
i dużo leży odłogiem.

Przecież zdrowo myśleć trzeba,
bo w Hutach nie zrobią chleba.
Bo w Hutach żelazo kują
i na nas kule szykują.

Przecież musi być zagłada,
wtenczas młodym będzie bieda.
Bo jak im zabraknie chleba,
to się modlić będzie trzeba.
Bo jaka jest inna droga,
jak trwoga, wszyscy do Boga.

Nie martwij się synu drogi,
bo nie pójdę za twe progi.
Twoja żona by myślała,
żem od ciebie chleba chciała.
Nie chcę ja chleba twojego,
bo ja mam dosyć swojego.

Sama nie zużyję tego,
pożywię jeszcze głodnego.
Jak bym miała małą rentę,
do kogo wyciągać rękę?
Bo wszystkim dzisiaj brakuje,
każdy się z groszem rachuje.


[Co wam powiem…]
Co Wam powiem, to Wam powiem, co mnie już chodzi po głowie:
Młodość szybko przeleciała, a starość się przybliżała.
Dokąd jeszcze mama żyje, to się każdy do niej skryje.
Wtenczas mama jest kochana, jak zdrowa i ładowana.
Jak jej siły opadają, już się dzieci odsuwają.
Cichutko się naradzają, dom starości załatwiają.
Starość nikogo nie minie, nawet w królewskiej rodzinie.
Wszyscy dobrze wiemy z tego, dom otwarty dla każdego.
Dzieci rencinę oddają i już na miejsce czekają.
Jaką miarką namierzycie, taką wam będzie oddane,
Miejcie dla ojców szacunek za lata przepracowane.
Nie wszystkie dzieci jednakie są, co o rodziców dbają,
Chociaż mają ładne renty, to im jeszcze pomagają.
Będzie bogata zapłata na tej ziemi, potem w niebie.
Pamiętaj synu i córko, starość też przyjdzie na ciebie.
Rodzice pożyją chwilę i spocząć trzeba w mogile.
Przyjdą dzieci, złożą kwiatki, to cała zasługa matki.
Nad mogiłą podumają, o swym życiu rozmyślają,
Bo z nas każdy marny pył, życie idzie szybko naprzód, nie cofa się nigdy w tył.
My szybko życie przeżyli, nie wiemy kiedy i jak,
Jakby drzwi otwarł i zamknął, to jest wszystkich życia znak.
Więc popatrz na grób człowieku, nie ufaj swojemu wieku.
Tam na górze zapisane, ile życia jest nam dane.
Jakby mnie tam dzieci dały, sumienie by zapaprały.
Nie chciałabym znać żadnego, aż do końca życia mego.
Za pracę i zabieganie chcę mieć w domu umieranie.


[Czyż od Matki…]
Czyż od Matki mam wyjść głodny,
Chory, smutny, udręczony,
Ciężkim krzyżem obarczony?
Nakarm wiarą Matko droga,
Ja Cię błagam, w imię Boga,
Niech ja będę pocieszony,
Twoją łaską uzdrowiony.
Już Cię żegnam Matko Boska,
Niech ustąpi wszelka troska,
Niechaj wracam do mej chatki,
Jak do ukochanej Matki.
Gdy me oczy zajdą łzami,
Serce owiję cierniami,
Matko powiesz mi, dlaczego,
Nie opuszczaj mnie, biednego,
Błogosław mnie Matko droga,
W imię Ojca, Syna Boga,
Niechaj idę w świat szeroki,
Zawsze z Tobą po wiek wieki.


[Panie Boże, rozgoń chmury…]

Panie Boże, rozgoń chmury, bo taki ten świat ponury.
Panie Boże, uchyl oczko, daj nam na ziemię słoneczko.
Tego słońca mamy mało, Pan Bóg karze ludzkość całą.
Trzeci tydzień woda topi, najbardziej ucierpią chłopi.
Ani domu, ani roli, wykańczają się powoli.
Tak bardzo igrają z Bogiem, matka ziemia jest odłogiem.
Chłopi ciężko pracowali, w rządzie ich nie szanowali.
Rolnik ciężko upracował, rząd od niego nie kupował.
Żywność była sprowadzana, z zagranicy przedawniana.
U nas w Polsce dosyć chleba, tylko go szanować trzeba.
Pan Bóg czekał długo w niebie, aż spuścił powódź na ziemię.
Gdzież są teraz politycy, żaden z Bogiem się nie liczył,
Teraz wszyscy pogłupieli, jak taką klęskę ujrzeli.
Woda miasta wciąż zalewa, biedna ludzkość nie ma chleba.
Politycy rozmyślają, czemu powodzi nie wstrzymają,
Teraz wszędzie strach i trwoga, bez Boga ani do proga.
W naszej Polsce źle się dzieje, nic nie ma, tylko złodzieje.
Ludzie domy opuszczają, a złodzieje napadają.
Całe życie pracowali, w godzinę dziadami zostali.
Powódź wszystko im zabrała, prawie pół Polski zalała.
Na kosmos głupki wyjeżdżają, w głowach rozumu nie mają.
Woda Polskę utopiła, w Hiroszimę zamieniła,
Tysiące domów pod wodą, może Bóg skarać chorobą.
Królowa Saba pisała, prosiła i ostrzegała,
Żeby ludzie z Bogiem żyli, to skarani by nie byli.
W rządzie wszyscy mądrzy byli, do czego doprowadzili.
Teraz, kiedy strach i trwoga, późno modlić się do Boga.
Jak nam Pan Bóg nic nie zmieni, to Polskę w morze zamieni.


[Źle się w naszej Polsce stało…]
Źle się w naszej Polsce stało, prezydenta się wybrało.
Nic to nie po naszej myśli, ludzie głosować przyszli.
Bo gdyby wybrali Lecha, byłaby w Polsce pociecha.
A wybrali Kwaśniewskiego, będzie wielki kłopot z tego.
Żeby nie Lech, komunizm by nigdy nie zdechł.
Solidarność się stworzyła, by na komunę ruszyła.
Jak krzykniemy wszyscy: „hura”, zrobimy im koło pióra.
Polacy już zapomnieli, pięć lat jak wolność ujrzeli.
Wszyscy głosować nie byli, Lechowi krzywdę zrobili.
Poszedł Lechu do kościoła i do Matki Bożej woła:
Daj nam Matko trochę siły, z komuną się rozprawimy.
Jak powiedział, tak się stało, nic z komuny nie zostało.
Uciekali w kąty pędem, Lechu został prezydentem.
Komuna nami rządziła, kartki dla nas wprowadziła.
Od północy żeśmy stali, byśmy cokolwiek dostali.
Jak doszedł Lechu do władzy, tośmy byli prawie nadzy
Ani buta, ani chleba, wzdychaliśmy wciąż do nieba.
Bardzo ciężko pracowali, w budżecie dziury zastali.
Komuna nas ograbiła, gołą Polskę zostawiła.
Kwaśniewski młodzież kupował, złote góry obiecował.
To jest jego tajemnica: głupia, ślepa obietnica.
Ty, młodzieży ogłupiana, narkotykami naćpana.
Kwaśniewski się z was wyśmieje, wy tylko miejcie nadzieję.
Wałęsa ma dość zasługi, zagranicą morzył długi,
Kolej jest na Kwaśniewskiego, co Polsce zrobi dobrego.
Zobaczymy jak to będzie, co on za pięć lat zdobędzie.
Wałęsie niech będzie chwała, że dla nas wolność została.
Jakby piersi nie nadstawił, wolności by nie zostawił.


Ballada o dziadzie i babie

Idzie stary dziadek,[2]
logą się podpiro,
z boku staro babka
na niego spoziro.

Obejrzyj się dziadku
na babusie swoje,
przecież zawsze raźni
będzie nam we dwoje.

Tyś jest, dziadku, mocny,
możesz łamać mury,
bo ty tysiąc złotych
masz emerytury.

A jo jezdem słabo,
tak ci się to zdaje,
bo na bidne babki
rząd trzydzieści daje.

Oddychnij se dziadku,
fajkę se zakurzysz,
bo jeszcze musiwa
iść kawałek duży.

Idziemy pomału,
dziadek mi tak baje,
wstąpimy na Brzegi,
na święcone jaje.

Dobry wieczór gościom,
tak my się zmęczyli,
a bo my z daleka,
tu do was przybyli.

Że my tu już przyszli,
nie wierzymy sami,
bo się na tym jajku
chcewa bawić z wami.

Już te nasze Brzegi
strasznie się zmieniają,
bo mury kultury
w górę dziś dźwigają.
Razem my se, wicie,
wszystko planowali,
żeby Dom Kultury
my wybudowali.

A w Kółku Rolniczym
dość dobrze pracują,
bo z Kołem Gospodyń
robotę planują.

W tym czynie społecznym
to pracują starzy,
bo dzisiejsza młodzież
wszystko lekceważy.

Młodzi nie chcą robić
na nich nie wybije,
w dwudziestym wieku
dobrze im się żyje.

Dokąd ojciec z matką
po chałupie się kręci,
to młodzi nie mają
do roboty chęci.

Jak nos starych braknie,
to się im odmieni,
będą głodni hulać
z wiosny do jesieni.

U panien pazury
i spódnice mini,
jako będzie z taki
kiedy gospodyni.

Chłopaki tak samo
po modzie ubrani,
włosy na kołnierzu,
podobni do zwirzów.

Żeby nasza młodzież
zrozumiała sprawy,
to by miała miejsce
na ładne zabawy.

Żeby już ta młodzież
nam się poprawiła
i w czynie społecznym
tyż z nami robiła.

Weźcie się do pracy,
bardzo was prosimy.
Drugie jajko w nowym
domu urządzimy.

Żeby tom młodzieżą
sołtys pokierowoł.
Któż w domu kultury
będzie wychulowoł.

Gospodarz naszej wsi
dobrze rządzić umi.
Jak on powi słowo
każdy go zrozumi.

Wziął się sołtys ostro
zapowiedział z góry:
Na pierwszego maja
mają stanąć mury.

Zbudować kulturę,
kawiarnie po modzie,
to nie wytrzymają
na około ludzie.

Ani go do kosy
już ojciec nie porwie,
bo się wyperfomił
do kawiarni pornie.

Całemi nocami
będą wysiadować.
Rano się wstać nie chce
trza płuca wygadać.

Jak my do was przyszli,
tak ludzie gadajo,
że tu gaz i wode
do wsi zaciągają.

Powiedział kierownik
wodociągów sieci,
miało być w jesieni,
do dziś dnia nie leci.

Jak założo wode,
porobio łazienki,
największy kłopot
będą mieć panienki.

Jak jo narzeczony
na chwile porzuci,
to jeszcze z rozpaczy
do wanny się rzuci.

My starzy na ten gaz
to ni mowa chęci,
bo niejedna babka
kurka nie zakręci.

Jakby któro panne
chcioł kawalir zdradzić,
to odkręci kurek
może się zaczadzić.

Dosyć my już dziadku
pokrytykowali,
może by my się tak
do chałpy wybrali.

Musiwa iść dziadku,
bo droga daleko.
Jeszcze nie wiadomo
co nas w drodze czeko.

Mawa tu sołtysa
chłopa morowego,
może co by rzucił
dla dziadka bidnego.

Prosi dziadek, prosi,
dla swoi Margosi,
a Margosia dla dziadziusia
gorzałeczke nosi.

Chociaż my są starzy
i mawa lat trzysta,
jeszcze potrafiwa
zatańcować twista.

Życzymy wam goście
wszystkiego dobrego,
jajka święconego,
chrzanu palącego.


Mecz
Niżej podpisana Maria Baran dedykuję te słowa polskim piłkarzom i trenerowi, panu Kazimierzowi Górskiemu, za zwycięski mecz z Argentyną w dn.15.06.1974 r. i z Haiti w dn. 19.06.1974 r.

15 czerwca stała się nowina:
Ważny mecz przegrała
Z Polską Argentyna.

Posłuchajcie państwo
Moich opowieści,
Co ja wam opowiem,
W głowie się nie zmieści.

O szóstej godzinie
Gdy nasz hymn zagrali,
Polska z Argentyną
Na boisku stali.

Nieraz w Argentynie
To były narady,
Że polscy piłkarze
To są wielkie dziady.

Polacy się szybko
O tym dowiedzieli,
Zaraz Argentynie
Odwdzięczyć się chcieli.

Za chwilę pan sędzia
Mecz gwizdkiem zaczyna,
Ciekawy, która go
Też wygra drużyna.

Takie oni mieli
Poruszone nerwy,
Od razu dwa gole
Strzelili do przerwy.

Jak nasi kibice
Wielkie brawa bili,
To polscy piłkarze
Trzy gole strzelili.

Tak się z tego meczu
Polacy cieszyli,
Niejedną dziś flaszkę
Wódeczki wypili.

Pan Górski trener
Był zadowolony,
Że ma takich dobrych
Chłopców wyćwiczonych.

Zaraz Argentyna
Swe zdanie zmieniła,
Niedługo po przerwie
Dwa gole strzeliła.

Ale nasi chłopcy
Fantazji nie tracą,
Oni się też trochę
W mistrzostwach zbogacą.

Jeszcze raz by taki
Mecz ładny wznowili,
Na pewno Polacy
By z dziesięć strzelili.

Wszystkie są zdziwione
Państwa naokoło,
Że nasi piłkarze
Tak grali wesoło.

Teraz nasi chłopcy
Jak dostali werwy,
To goli nakopią
Z piętnaście do przerwy.

Nie dacie nam rady
Sportowe zespoły,
Bo nasi sportowcy
Też chodzą do szkoły.

A piłkarze włoscy
Też kręcą głowami,
Przecież ni ma mowy
By wygrali z nami.

I zachodzą w głowę
Całemi nocami,
Jakby ten mecz wygrać
Teraz z Polakami.

Chociaż nam brakuje
Włodka Lubańskiego,
To i tak wygramy
Mistrzostwa bez niego.

On się bardzo cieszy,
Choć go noga boli,
Że polscy piłkarze
Nie stracili goli.

Żeby im tak szczęście
Posłużyło dalej,
Żebyście mistrzowsko,
Jak w Anglii wygrali.

Włodzimierz Lubański
Wcale się nie smuci,
Dość nastrzela goli
Jak z Austrii wróci.

Życzę wam Polacy
Wszystkiego dobrego,
Żebyście nie mieli
Już gola żadnego.


Przyśpiewki weselne
Błogosławieństwo

W imię Ojca i Syna błogosławić zaczynam.
Szanowni Państwo młodzi
Zabieracie się do życia małżeńskiego,
Błogosławię Wam na drogę życia nowego.

Nie zawsze życie jest usłane różami, jest i nieraz kolcami,
Więc pamiętajcie o tem, że życie nie płynie złotem.

Pamiętaj panno młoda, żeby w waszym życiu panowała zgoda.
Ty panno młoda masz kawałek chleba większy, żeby w życiu Twoim był dla Ciebie lżejszy.
Ty panie młody masz mniejszy kawałek chleba, bo Tobie na niego więcej pracować trzeba.

Jak uklękniecie u stóp ołtarza, wznieście serca w górę, żeby na złą drogę nie zbłądziło które.
Ksiądz Wam na ręce włoży obrączki, a Wy przysięgę złożycie.
Niech ta przysięga, miłość i wierność pójdzie z wami przez całe życie.

Wybierajmy się do ślubu, bo czasu niewiele, bo już tam ksiądz czeka na wasz ślub w kościele.
Niech Wam Bóg błogosławi z wysokiego nieba, ażeby wam nie zabrakło zdrowia, szczęścia, zgody i chleba.


Oczepiny

Przyśpiewki drużki
Powitanie

Przepraszam was goście, choć na pół godziny,
Bo ja teraz będę zaczynać cepiny.

Dobry wieczór gościom, proszę się nie gniewać,
Bo ja teraz będę źle i dobrze śpiewać.

Jak sobie zaśpiewam na grochowską nutę,
To mnie będzie słychać aż po Nową Hutę.

Szerokie i długie listeczki kasztana,
Chodź ze mną tańcować Agatko kochana.

Pani młodej

W wieczornej tej porze o późnej godzinie
Witam cię Agatko w tej naszej rodzinie.

Niech wam życie płynie jak w Dunaju woda,
Aby między wami zawsze była zgoda.

Nie będziesz Agatko do klubu latała,
Tylko będziesz w domu skarpeteczki prała.

Oj, poznasz Agatko obowiązki żony,
Nieraz ci mąż powie: obiad przypalony.

Gdy cię Wacuś zdradzi, nie będziesz mieć straty,
PKO dostarcza dziś mężów na raty.
[…]

Panu młodemu

Kolorowa tęcza na błękitnym niebie,
Szykuj się pan młody, bo śpiewam dla Ciebie.
[…]

A gdzież ten pan młody, co go nikt nie słyszy,
Pewnie go wciągnęły pod podłogę myszy.

Płynie woda płynie i huczy i huczy,
Dosyć ci, Wacusiu, teściowa dokuczy.

Pójdziesz ty, Wacusiu, do teściowej służyć,
Tak możesz uciekać, aż się będzie kurzyć.

Musisz sobie dobrze wytrenować biegi,
Jak będziesz uciekał przez Węgrzce na Brzegi.

Jak przyjdziesz na Szczurów to zmień myśli zaraz,
Przydałby się fiacik, bo gotowy garaż.

Myślałeś se, Wacuś, że ci się odmieni,
Teraz ci zostanie odcinek w kieszeni.

Pamiętaj se, Wacuś, żebyś jej nie nudził,
Jak będzie spać w nocy, żebyś jej nie budził.

Świeci się, świeci się na kościele krzyżyk,
Pamiętaj se, Wacuś, coś Agatce przyrzekł.

Pamiętajcie młodzi, byście żyli w zgodzie,
Byście nie myśleli nigdy o rozwodzie.

Bo śluby kościelne już wychodzą z mody,
Nastały cywilne a po nich rozwody.

Rozwody niedobre i małżeńskie zdrady,
Byście odbiegali od takiej zasady.

Niech wam od dnia ślubu szczęście się pomnaża,
Prosiliście o nie na stopniach ołtarza.

Drużbie

A teraz ja sobie odmienię nuteczkę,
Do muzyki proszę mojego drużbeczkę.

A teraz ja będę drużbeczce śpiewała,
Żeby nie powiedział, żem nic nie umiała.

Leci ptaszek, leci, skrzydełkami spieszy,
Zapłacił tu drużba, bardzo mnie to cieszy.

Mam ja drużbę swego, prawda przystojnego,
Stoi przed muzyką, niby syn hrabiego.

Płaci tu drużbeczka nowymi stówkami,
A jego dziewczyna mdleje za oknami.

A niech ona mdleje, ja się jej nie boję,
Myśmy są proszeni, bawmy się oboje.

Mam ja se drużbeczkę, chyba urzędnika,
Tylko mu brakuje pod nosem wąsika.

Przestań drużbo płacić, dość już będzie tego,
Teraz jest czas ciężki, to szkoda każdego.

Dziękuję ci drużbo przez pszenicy kłósko,
Dziękują ci usta, dziękuje serduszko.

Tacie

W polu groch, w polu groch, w polu żółte strączki,[3]
Zapłacą tu za mnie tatusiowe rączki.
Zapłaciłeś tatuś, chowaj forsę w kieszeń,
Bo będzie potrzebna, gdy nadejdzie jesień.

Bo nadejdzie jesień, taka moja rada,
Ja chodzę do szkoły, ty będziesz nakładał.

Zapłać tatuś, zapłać jedyną stóweczkę,
Przecież za nikogo, tylko za córeczkę.
Nie płaćże już więcej, bardzo o to proszę,
Za to ci tatusiu wstydu nie przyniosę.

Płacisz tato Wacka, wesoła twa mina,
Bo ty dzisiaj żenisz ostatniego syna.
Starostom

Śpiewam ja se, śpiewam, muzykanci grają,
A moje oczęta starostów szukają.

Starsza starościna to się tylko śmieje,
Będzie płacić za mnie, taką mam nadzieję.

Płacisz starościno, to nie moja wina,
To ty tutaj jesteś pierwsza starościna.
Grajcież muzykanci jak kawałek leci,
Bo ta starościna płaci po raz trzeci.
[…]

Ma pieniążków wiele i często odkłada,
Na dużego fiata na pewno naskłada.
[…]

Chrzestnym Pana Młodego

Weszłam do ogródka zerwałam se kwiatka[4],
Teraz mi zapłaci Wacka chrzestna matka.

A chrzestna Wacusia jeszcze nie płaciła,
Potem by mówiła, że nic nie straciła.

Grajcież muzykanci, będziecie bogaci,
Bo chrzestna młodego dziś wypłatę traci.
[…]

Dziękuję ci wujku, żeś mi ładnie płacił,
I życzę ja tobie, żebyś więcej stracił.
Rodzinie

Leci głos, leci głos po wąskiej alei,
Teraz będę śpiewać wszystkim po kolei.

Jeszcze nie płaciła ciocia Cichoniowa,
Ona się za plecy swego męża chowa.

A cioci w Słopnicach dobrze się powodzi,
Pieniążki se chowa, na lody se chodzi.

A państwo Polowie to się tylko śmieją,
Że im w skarboneczce pieniążki pleśnieją.
[…]
Pada deszczyk, pada, na ziemi go nie znać,
Płaci za mnie chłopak, nie mogę go poznać.

Nie mogę go poznać, ale go poznaję,
To jest Staszek Pola, tak mi się wydaje.

Zapłaciłeś Staszek, a ja se tak radzę,
Jak pójdziesz do ślubu, to cię odprowadzę.

Płynie woda, płynie przez rowy, przez rowy,
Zapłacił tu za mnie kuzyn honorowy.
[…]

Będę już kończyła to moje śpiewanie,
Bo jeden z orkiestry nóżką tupie na mnie.

A teraz Agatko niech ja cię nie męczę,
Teraz cię oddaję drugiej druhnie w ręce[5].

Przyśpiewka drużby

Dobry wieczór gościom, proszę się nie gniewać[6],
Jestem starszym drużbą, chcę sobie pośpiewać.

Zagrajcie panowie na pierwszy początek,
Jeszczem nie tańcował od Zielonych Świątek.

Pójdę ja do lasu, nazbieram korzeni,
Zaczaruję drużkę, ze mną się ożeni.

Nie puszczę, nie puszczę pani młodej z koła,
Póki tu nie stanie na stole gorzoła.

Na stole gorzoła i dzbanek wineczka,
Dopiero ją drużka rozbierze z wianeczka.

Jak sobie zaśpiewam, pójdzie głos za wodą,
Muszę na ostatek tańczyć z panną młodą.

Śpiewam ja tu śpiewam i nigdy nie skończę,
Nie pójdę z wesela aż za dwa miesiące.

Śpiewam sobie śpiewam, to obyczaj stary,
Nie dam panny młodej ani za dolary.
Nie wydam ja pani młodej nie wydam, nie wydam,
Póki do mnie z gorzałeczką nie przyjdą, nie przyjdą.
[…]

Będę ja tu śpiewał do białego rana,
Dopóki nie przyjdzie starsza drużka sama.

Starsza drużka i młodszy drużbeczka,
Niech Ani przyniosą nowego stołeczka.

Oddam pannę młodą, to moja ochota,
Niech drużka rozbiera wianeczek ze złota.

Musicie mi przynieść do gustu, do smaku,
Bo ja sobie życzę liter jarzębiaku.

Nieraz ja se, nieraz, przez tę rzeczkę przelazł
Dziewczyna mnie zwiodła nie raz, ani nie dwa.

Pominę, pominę Brzesko i Słotwinę,
Brzegów nie pominę, bo tam mam dziewczynę.

Pośpiewam, pośpiewam, dzisiaj potańcuję,
Bo może jeszcze rok pokawaleruję.

Nie będę się żenił będę, se zaliczoł,
Mają koledzy żony, to będę pożyczoł.

A wy, starościno, teraz wam doradzę,
Na ten oto stołek pannę młodą wsadzę.
Musi on być nowy ładnie wyścielany,
Jeszcze żeby nie był wcale używany[7].


Przyśpiewka młodszej starościny
Ty starszy drużbeczko podajże stołeczka[8],
Będziemy rozbierać już Kasię z wianeczka.

Nie poszłaś ty Kasiu za dzisiejszą modą,
Boś ty nie puściła wianeczka za wodą.

Chodziłaś ty Kasiu ścieżką po ogrodzie,
Tegoś nie zrobiła, co jest dzisiaj w modzie.

A zalejże, zalej Michałkowi oczy,
Żeby on nie trafił na łóżeczko w nocy.

Nie puszczajże Kasiu Michałka pod pierzynę,
Póki nie wyklęczy przy łóżku godzinę.
[…]

Poprawiny
Przyśpiewka Cyganów

Dobry wieczór gościom, czy będziecie radzi[9],
Cygan na wesele cygankę prowadzi.

Tak my się zmęczyli, nie pójdziewa dali,
Ludzie na wesele drogę pokazali.

Przyjechaliśmy tu, żeby gości bawić,
Ale dziecko chcewa tym młodym zostawić.

A ty panie młody daj nam zimnej wody,
Bo będziemy wróżyć teraz pani młodej.
Nasza pani młoda, ja bym ci życzyła,
Żeby ci na zimę bocian przyniósł syna.

Młodzi teraz taką modę wprowadzili,
Że zamiast lodówki to wózek kupili.

A bo teraz idzie wszystko mechanicznie,
Nawet noworodków grzeją elektrycznie.

Ale nie wiadomo, kto jest temu krzywy,
Za miesiąc po ślubie już jest mebel żywy.

Ty nasz panie młody daj nam gorzki wody,
Bo dostałeś Kasię dla swojej wygody.
Jużeś się ożenił, jużeś się zaprzągnął,
Już się nie wyprzągniesz, aż nogi wyciągniesz.

A nie płaczże, nie płacz mały Teofilku,
Mamusię masz jedną a tatusiów kilku.

A ten dziadek Baran bardzo lubi dzieci,
Pięć milionów w kieszeń, niech po wózek leci.

A babcia Michalczyk będzie się cieszyła,
Będzie ona z wnuczkiem po mieście jeździła.

A babcia Baranka figla wypłatała,
Już wózek kupiła, na strychu schowała.

Ładne to wesele, razem się cieszymy,
Teraz do muzyki starostów prosimy.

Nasi starostowie dziś się dobrze czują,
Do ostatni stówki z nami przetańcują.

Młodsi starostowie też się przyglądają,
Czy ich zaprosimy, już stówki trzymają.

A chrzestni młodego niech się nie chowają,
Oni na weselu wielki udział mają.

Idą do muzyki, widać ich z daleka,
Przecież dobrze wiedzą, że ich strata czeka.

Pan Baran z Wieliczki jest dobrym sponsorem,
Rzuci za cyganów milion tu z honorem.

Panu Baranowi forsy też nie szkoda,
Bo jemu pieniądze płyną tak jak woda.

Teraz poprosimy drużbeczków i dróżki
Żeby pozbierali młodym na pieluszki.

Goście z Bodzowa tu do nas przybyli,
Żeby z cyganami dziś się ucieszyli.

A ci chrzestni Kasi bogato zapłacą,
Przecież ładowani, niechże trochę stracą.

Pani Michalewicz na pieluchy rzuci,
Straty się nie boi, nigdy się nie smuci.

Stówki do koszyka będą same biegły,
Będzie je tak rzucać jak do muru cegły.

Nasi mili goście straty się nie boją,
Pójdą z cyganami, już w kolejce stoją.

Dużego my ruchu tutaj narobili,
Dziękujemy gościom, co za nas płacili.

Cygany Węgierskie to tako bidota,
Bo u nich kolczyki ważą kilo złota.

Na rękach obręcze jak na niebie tęcze,
I dobrze się czują, nigdzie nie pracują.

Nie wiemy co śpiewać, bo się mało znamy,
Za chwilę się wszyscy pięknie pożegnamy.

Dla państwa Lurańców śpiewamy piosneczkę,
Witamy z ukłonem całą rodzineczkę.

A ten chrzestny Kasi wesoło się śmieje,
Sypnie na pampersy, taką mam nadzieję.

Teraz już idziemy, żegnamy się z wami,
Zapraszamy gości żeby poszli z nami.

Składamy ukłony za ten roczek cały,
Dopiero na wiosnę znów z Węgier wracamy.



[1] W celu przedstawienia rekonstrukcji schematu przyśpiewek towarzyszących obrzędowi weselnemu dokonano kompilacji zachowanych utworów z następujących uroczystości: wesela Katarzyny Baran wnuczki Marii, oraz Michała Michalczyka (błogosławieństwo, przyśpiewki cyganów podczas poprawin), Anny Wiercioch i Jana Talagi (przyśpiewka drużby) oraz z wesela osób znanych jedynie z imienia: Agaty i Wacka (oczepiny; dodatkowo wzbogacone o strofy pochodzące ze wszystkich wymienionych uroczystości). Ponadto przyśpiewki z wesela Agaty i Wacka stanowią przedruk z tekstu spisanego inną ręką.

[2] Wiersz przeznaczony do wykonania podczas przedstawienia wielkanocnego; dotyczy budowy Domu Kultury oraz założenia sieci wodociągowej i gazowej w Brzegach.

[3] Na melodię popularnej piosenki Te opolskie dziołchy.

[4] Na melodię Jechał chłop na wozie.

[5] Starsza drużka przekazuje pannę młodą drużce młodszej.

[6] Następuje część oczepin, podczas której starszy drużba śpiewając, targuje się o pannę młodą.

[7] Starszy drużba podaje pannie młodej stołek, aby usiadła.

[8] Młodsza starościna śpiewa, starsza natomiast ściąga pannie młodej welon i nakłada płócienną chustkę.

[9] W dniu poprawin, ok. godz. 20, wchodzą tzw. Cyganie – mężczyźni przebrani za kobiety oraz kobiety ubrane w męskie stroje, z wyrazistym makijażem, w kolorowych kostiumach, witani przez orkiestrę marszem, niczym autentyczni goście weselni. Wejściu Cyganów towarzyszyła inscenizacja: przebrany ksiądz spowiadał gości podchodząc do nich z wiaderkiem po śledziach rzekomo wypełnionym święconą wodą, pozostali uczestnicy przedstawienia wyciągali do tańca gości zza stołów: kobiety (przebrane za mężczyzn) – kobiety, natomiast przebrani za kobiety mężczyźni – mężczyzn. W efekcie mężczyźni tańczyli z mężczyznami a kobiety z kobietami. Przyśpiewki Cyganów wykonywano na melodię Za las, chłopcy za las.