„Pozostanie po nas tylko jedno słowo”, „Głos wielicki” październik 2010

Wydawnictwo Żyznowski zaskakuje nas swoimi książkami już od pięciu lat. Są perełkami wydawniczymi doprecyzowanymi pod każdym względem. Staranny dobór materiałów, subtelne opracowanie graficzne, oprawa, papier… Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tematem ich jest nasza mała ojczyzna – Wieliczka. Ale uważny czytelnik dostrzeże coś więcej. Wychodzącego z nich człowieka.
O Wieliczce, książkach, pracy nad nimi i planach na przyszłość rozmawialiśmy z Wiesławem Żyznowskim, założycielem i właścicielem Wydawnictwa Żyznowski.

Byty samoistne
Pomysł na utworzenie wydawnictwa wziął się z czci do książek, którą wyniosłem z dzieciństwa i młodości. Ona ciągle jest we mnie i będzie zawsze. Dla młodszego pokolenia to może brzmieć jak frazes, ale ja traktuję książki jako przedmioty szczególne, jako byty specjalnego rodzaju. Inne, niż pozostałe wytwory sztuki. Specjalność książki przejawia się tym, że jej treść można potraktować jako byt niezależny – od niej samej, liter, papieru – jako coś, co istnieje poza materią. Jako byt duchowy. Zamiłowania do książek nabrałem w dzieciństwie. Wychowałem się w blokach, w szaro-burym komunistycznym systemie Gomułkowsko-Gierkowskim gdzie książki były jedynymi pięknymi przedmiotami, z którymi obcowałem. W moim rodzinnym domu jedynymi przedmiotami, które robiły na mnie wrażenie i które pozwoliły mi przechodzić do innych światów, była biblioteczka i stojące w niej książki.

Istota
Powoływanie do życia książek, takich, których nikt inny by nie wydał było we mnie zawsze. A zacząłem to realizować w momencie, gdy miałem trochę więcej czasu. Kiedy byłem wolniejszy od zajęć zawodowych i mogłem poświęcić ten czas poświęcić na rzeczy niekomercyjne. Gdyby ta chwila zdarzyła się 10 lat wcześniej, to zacząłbym już wtedy. W projekcie pod nazwą Wydawnictwo Żyznowski nie chodzi o sukces rynkowy, komercyjny. Staramy się tak wydawać nasze książki, żeby tworzyły pewną całość. Łączymy w nich rzeczy pozornie sprzeczne. Na przykład z jednej strony dopracowanie i dopieszczenie wydania pod wieloma względami, a z drugiej niski nakład. Wkładamy w nasze książki dużo serca i dużo środków. Ale zysk nie jest tu żadnym priorytetem. Błędem byłoby jednak przypuszczenie, że jesteśmy – z takim podejściem – jedyni. Inspiracją dla bardzo wielu wydawanych książek nie jest zysk. W tej wielkiej rzeszy wydawców niekomercyjnych chcielibyśmy się wyróżnić dbałością o tekst, o detal. A także specjalizacją. Bo chcemy robić rzeczy wyłącznie o Małych Ojczyznach. Moją jest Wieliczka.

Substancja
Wydawnictwo Żyznowski to ja, moja żona – pełnimy funkcje managerów projektu – i Anna Krzeczkowska, która jest redaktorem. Ale też zajmuje się wszystkim, co nie jest redakcją, a jest potrzebne do tego, żeby książki mogły być wydawane. Zbieranie materiałów dzielimy między siebie.

Wsparcie
Chciałbym powiedzieć, że często i chętnie otrzymujemy pomoc od różnych instytucji w trakcie realizacji naszych projektów. Tyle tylko, że nie byłoby to prawdą. Bardzo ważny jest dostęp do materiałów źródłowych. A z tym bywa różnie. Jest nam na przykład trochę przykro, że Muzeum Żup Krakowskich, które dysponuje ciekawymi materiałami, znając nasz dorobek ogranicza do nich dostęp. Muzeum przeprowadza selekcję, komu i które materiały udostępnić, a które zachować dla siebie. A przecież funkcją muzeum powinno być zbieranie i udostępnianie materiałów obywatelom. Źródeł i książek mówiących o lokalnej historii jest tak naprawdę mało. I blokowanie dostępu do nich jest moim zdaniem czymś odwrotnym do wspierania, kochania i rozwoju kultury. Mamy natomiast obiecane wsparcie od Burmistrza, który odniósł się pozytywnie do naszego następnego projektu – książki, która będzie poświęcona wielickim Żydom i przyznał na nią dotację w wysokości 5.000 złotych.

Wola
Określenie wielicki Chagall zostało zaczerpnięte z wypowiedzi pewnego wielickiego malarza, który w czasie pierwszej wystawy Henryka Kozubskiego w ten sposób go nazwał. Określenie to tak spodobało się Henrykowi Kozubskiemu, że używał go potem sam – w przemówieniach, w czasie kolejnych wystaw. Pan Kozubski żyje na tyle długo, że wie o tym, że po każdym z nas zostaje co najwyżej jedno słowo. Jeśli po kimś to słowo – przyklejone do niego – zostanie i przetrwa jakiś czas po jego śmierci, to jest bardzo dużo. Bo po większości z nas żadne słowo nie pozostanie.

Żydzi
W książce o wielickich Żydach chcemy zebrać w całość wszystkie materiały, jakimi dysponujemy. Dużą część z nich zebraliśmy przy okazji pracy nad książką „Wieliczanie na opisanych fotografiach”. Był taki moment w czasie przygotowań do wydania tej książki, gdy zastanawialiśmy się, co zrobić z tym materiałem, który jest tak ważny, że aż się prosi, żeby opublikować go oddzielnie. Nie chcieliśmy, żeby „Wieliczanie…” stracili swój wewnętrzny porządek. I właśnie wtedy zapadła decyzja o nowej książce. Nie będzie ona aż tak spójna jak „Wieliczanie…”, bo to wymagałoby 2-3 lat dalszej pracy i napisania wszystkiego od początku. Pewnie po wydaniu będziemy żałować tego, że się na to nie zdecydowaliśmy, ale chcemy, żeby książka „Z historii wielickich Żydów” trafiła do księgarń w 2011 roku.

Przyszłość
Marzenie to monografia Wieliczki. Monografia z prawdziwego zdarzenia, w nowoczesnej oprawie, napisana od nowa ze szczególnym uwzględnieniem ludzi, wieliczan, także Żydów. Profesor Stanisław Gawęda w „…Wieliczce Dziejach Miasta” poświęcił im co prawda 5 czy 6 stron, ale jest to temat, który można z pewnością ująć szerzej, obszerniej. Ale do opracowania monografii brakuje nam najważniejszego czynnika. Nikt z nas nie jest historykiem, a taką rzecz powinien pisać historyk, najlepiej o zacięciu literackim, związany emocjonalnie z regionem. Taki, który napisałby monografię pięknym, opisowym językiem i który potrafiłby skupić się na detalu i opisać go w taki sposób, jaki znamy z literatury, a nie z książek historycznych. Być może dałoby się to pogodzić z wymogami naukowymi prac historyków i mogłaby to być praca doktorska, czy habilitacyjna. Gdybyśmy znali takiego człowieka gotowego poświęcić 2 czy 3 lata pracy, którą sfinansowalibyśmy, zabralibyśmy się do działania natychmiast. Wkładając w to tyle serca, ile w poprzednie książki.

Istnienie
Zrobiłem pełny kurs filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Chciałem mieć przegląd całości zagadnień związanych z wielką tajemnicą świata i życia. W pewnym momencie studiów nastąpił przełom – zrozumiałem, że nikt tej odpowiedzi nie zna. Do tej konkluzji każdy może dojść sam. Trzeba tylko poczytać, posłuchać, porozmawiać. I teraz z tej całości wybieram to, co dotyczy człowieka. Zwróciłem się ku człowiekowi. Pomyślałem, że jeśli nie poznam tej tajemnicy, to przynajmniej niech poznam człowieka. Utwierdziłem się w tym, jak ekscytujące są opowieści ludzi i o ludziach. Dlatego w filozofii najbardziej pociąga mnie antropologia i egzystencjalizm. Nigdy nie lubiłem tej części historii, która opowiada o zdarzeniach wyabstrahowanych z losów ludzkich. Informacja o tym, że coś zdarzyło się w tym czy tamtym roku, jest informacją nieciekawą. Bo nie wiemy, jacy ludzie brali w tym zdarzeniu udział, co odczuwali, jakie mieli plany i projekty. Kawałek historii ludzkiej, wniknięcie w czyjąś umysłowość i uczuciowość jest dla mnie o wiele więcej warte niż wielkie freski historyczne, w których nie ma ludzi. Pisząc o ludziach dajemy świadectwo swojego oglądu tej esencji rzeczywistości, którą jest człowiek. Dla następnych pokoleń.