Uri Shmueli o książce J.T. Grossa „Złote żniwa”

Przy okazji pracy nad książką o żydowskiej społeczności Wieliczki mamy możliwość poznania i współpracy z wieloma niezwykle interesującymi osobami. Jedną z nich bez wątpienia jest pan Uri Shmueli, emerytowany profesor Uniwersytetu w Tel-Avivie, obecnie mieszkający w Izraelu, a podczas wojny – mieszkaniec Wieliczki. Bez pomocy pana Uriego „wieliccy Żydzi” jak roboczo mówimy o książce, mieliby z pewnością zupełnie inny kształt. Na naszej stronie można przeczytać zarówno o jego niełatwych, wojennych losach, jak i refleksje na temat kultury i pomników żydowskiej pamięci. Poniżej natomiast zamieszczamy list, który powstał po lekturze książki Jana Tomasza Grossa: „Złote żniwa”.

Droga Pani Aniu, Drogi Panie Wiesławie,

Obiecałem Ani że napiszę moje wrażenia z książek „Judenjagd”, autorstwa Grabowskiego, i „Złote Żniwa”, autorstwa Grossa, które mi przysłała, ale to wcale nie było łatwe bo wrażenie było bardzo głębokie, musiałem je przynajmniej jeszcze raz przeczytać i byłem też bardzo zajęty.

Nie jestem dość kompetentny żeby napisać recenzję tych strasznych książek. Chciałbym jednak napisać co następuje. Naukowy historyczny opis tego co się działo na terenie Generalnej Guberni w latach 1942–45 jest dla mnie nowy, ponieważ byłem w obozie pracy i obozie koncentracyjnym od września 1942 do maja 1945 i nie miałem bezpośredniego kontaktu z ludnością polską w tym okresie. Chciałbym też zacytować dwa paragrafy ze „Złotych Żniw”, które wydają mi się relewantne i o których mógłbym coś powiedzieć. Ostatni paragraf rozdziału: „Zbliżenie: scena zbrodni”, w wyżej wymienionej książce, zaczyna się tak:

„Zaczynamy powoli rozumieć, skąd się bierze często spotykana w żydowskiej pamięci uwaga, że ‚miejscowi’ – to mogli być Ukraińcy, Litwini albo Polacy – ‚byli gorsi od Niemców’, chociaż dobrze wiadomo, a Żydzi wiedzą o tym jeszcze lepiej od innych, że Zagłada to dzieło nazistów rozniesione po Europie przez okupację niemiecką. Tę dziwną cechę żydowskiej pamięci można sobie tłumaczyć w ten sposób, że śmierć zadawana przez osoby znajome wywołuje szczególne cierpienie,w moralnym sensie tego słowa ze względu na doświadczany akt zdrady, którego równocześnie pada się ofiarą…”.

Nie doświadczyłem tej zdrady osobiście ale słyszałem podobne wypowiedzi od kolegów i przyjaciół, którzy pochodzą z małych miasteczek na Litwie, Białorusi, Ukrainie i w Polsce. Atmosfera stworzona przez te wypowiedzi, łącznie z antysemityzmem, który dobrze pamiętam z lat dziecięcych, przyczyniły się do tego, że nie odwiedziłem Polski do roku 2001, tj. przez około 60 lat. Moje nastawienie zmieniło się, gdy poznałem młodych Polaków, którzy o tym wszystkim bardzo mało wiedzieli i których musiałem przekonywać, że w Polsce był przed drugą wojną światową silny antysemityzm. Spotkałem też w Polsce ludzi, którzy o tej grozie dobrze wiedzą i sumiennie ją upamiętniają.
Drugi paragraf, który przedstawię, to ostatni paragraf rozdziału: „O pewnej odmianie postawy patriotycznej”. Brzmi następująco:

„Żydzi wychodzący po wojnie z ukrycia czy wracający z niemieckich obozów do swoich rodzinnych miast – do Salonik, Paryża, Pragi czy do Łodzi – spotykali się z aktywną niechęcią ze strony tych, którzy przejęli ich warsztaty, działalność gospodarczą, mieszkania i posady. I w tym sensie nie ma się co dziwić że, na przykład, w kwietniu 1945 setki ludzi demonstrowało na ulicach Paryża, wznosząc okrzyki: ‚Śmierć Żydom!’ i ‚Francja dla Francuzów!'”.

Jak już napisałem w moich wspomnieniach, nie wróciłem do Polski po wyzwoleniu z obozu koncentracyjnego, więc nie odczułem tej „aktywnej niechęci ” na własnej skórze. Nie mniej jednak mam wielu kolegów i przyjaciół, którzy wrócili z obozów do Polski lub zatrzymali się na krótki czas w Polsce wracając z ZSRR i wszyscy potwierdzają powyższy paragraf w większej lub mniejszej mierze. Możemy to czytać, np. w książce Leny Kuechler „Sto moich dzieci” albo w tłumaczeniu fragmentu jej książki pt. „Do domu, do domu”, który przygotowałem dla książki o wielickich Żydach.

Miejmy nadzieję że te nastawienia się radykalnie zmieniły i te okropności należą do historii.

Jak zawsze, bardzo serdecznie pozdrawiam,

Uri Shmueli