I. Klein “Moja tułaczka” (fragmenty)

Kiedy wybuchła II wojna światowa miałem 21 lat. Panował ogromny strach przed nazistami. Zdecydowałem się opuścić miasto.
Po pożegnaniu i otrzymaniu błogosławieństwa rodziców, spakowałem trochę jedzenia i ubrań, parę filakterii i wyruszyłem w drogę, oczywiście pieszo. Praktycznie nie istniały wówczas inne sposoby podróżowania. Po kilku dniach błądzenia okazało się, że Niemcy są na tyle blisko, że dalsza ucieczka nie miała sensu. Zdecydowałem się wrócić do domu. Kiedy dotarłem do Wieliczki, pomyślałem, że bezpieczniej będzie zatrzymać w pierwszym napotkanym po drodze żydowskim domu. Był to dom Meira Haima Aizena w Lednicy. Właśnie zachodziło słońce. W domu Meira ukrywało się kilku Żydów, pośród nich Tzvi Freidenfeld i jego syn Meir, błogosławionej pamięci, który później zginął w wojnie wyzwoleńczej w Gush Etzion. Od nich usłyszałem o zamordowaniu 32 męczenników, które poprzedziło zajęcie miasta przez Niemców.
Nie wróciłem od razu do domu. Noc spędziłem w domu Aizena. Panował przygnębiający nastrój. Siedzieliśmy i recytowaliśmy psalmy. Następnego dnia usłyszeliśmy głośne dobijanie się do bramy. Jedna z córek Aizena poszła sprawdzić kto to, natychmiast przybiegła w panice i wyszeptała: „Niemcy! Gestapo, ukryjcie się! Zamiast pobiec do ogródka, wyskoczyć przez płot i uciec przez pola, w panice pobiegłem na schody prowadzące na drugie piętro. Dom Lizena był pusty. Razem z innym chłopcem, synem Bezalela; biegaliśmy od pokoju do pokoju. W końcu wspięliśmy się na strych i wciągnęliśmy za nami drabinę. Położyliśmy się na podłodze, w najciemniejszym kącie. Wkrótce na schodach dało się usłyszeć ciężkie kroki Niemców i ich głosy, gdy wypytywali córki Aizena, gdzie są właściciele domu. Najpierw pomyśleliśmy, że przyszli po nas, uciekinierów. Okazało się jednak, że szukali rodziny Aizena, która przekazała dużą sumę pieniędzy polskiemu rządowi na walkę z Niemcami (Niemcy znaleźli listę darczyńców). Po drobiazgowym przeszukaniu domu Niemcy skierowali się w stronę strychu. „Co tam jest?” – zapytał jeden z nazistów, podczas, gdy drugi zmierzał się w naszą stronę. My, ciągle będąc pod wrażeniem wczorajszych strasznych opowieści, leżeliśmy drżąc, z zamkniętymi oczami, a jedyna myśl, która przelatywała przez głowę, to: „Została nam jeszcze minuta życia, no może pięć minut…” Co Żyd mógł zrobić w takiej sytuacji? Ja płakałem modląc się: „O, usłysz Izraelu… Jesteśmy grzesznikami, byliśmy niewierni…” Jednakże Niemcom nie chciało się brudzić kurzem z dachu i tylko ogarnęli strych przelotnym spojrzeniem. Szczęśliwie jednak nie spostrzegli nas. Tak więc leżeliśmy pogrążeni w smutnych myślach i obezwładniającym strachu do wieczora. Dopiero wtedy udało nam się przezwyciężyć strach, zdjąć buty, żeby nikt nas nie usłyszał, opuścić drabinę i zejść na dół.
Następnego dnia rano udało mi się wrócić do domu. Jednak pozostanie tam nie było bezpieczne. Naprzeciwko naszego domy mieściła się fabryka artykułów piśmiennych Goldów. Za ich przyzwoleniem ukryłem się tam na kilka dni, włączając święto Rosh Hashana. Potem dołączyłem do ojca w Krakowie. W przeddzień Jom Kipur szedłem ulicą, kiedy zobaczyłem dwóch przeklętych nazistów trzymających starszego Żyda na ulicy Rabbiego Meizelsa. Zmusili go, aby stanął pod ścianą, zdarli z niego tałes, powiesili go na lufie karabinu i podpalili. Jeden z Niemców nożyczkami obciął Żydowi brodę i pejsy razem z uchem. Blady i drżący staruszek stał pod ścianą, kiedy krew sączyła się z ucha na jego ubranie, ku radości obserwujących scenę Polaków. Pobiegłem do domu mojej ciotki na Starowiślną, gdzie mieszkaliśmy w tamtym czasie razem z ojcem, błogosławionej pamięci. Stanowczo zażądałem, aby ojciec zgolił brodę. Zgodził się, a ja ogoliłem go na kilka godzin przed Kol Nidrei. Następnego dnia, w Jom Kipur w domu mojej ciotki zebrali się ludzie na modlitwy. W środku modłów zauważyliśmy, że do ogródka przed domem wchodzą Niemcy. Zebrani szybko ściągnęli modlitewne chusty, i poczęli uciekać. W mieszkaniu zostałem tylko ja i ojciec ze stertą modlitewnych szali. Szczęśliwie jednak Niemcy nie weszli do naszego mieszkania. [...]