WSTĘP

– Dzisiejsza Wieliczka jest taka, jakby nigdy nie było w niej Żydów.
– To dziwne, bo ja w rozmowach z mężem przez te wszystkie lata odnosiłam wrażenie, że w Wieliczce byli głównie Żydzi.
Te słowa padły podczas naszej rozmowy z państwem Zofią i Izaakiem Birnbaumami w ich domu w Hajfie 14 marca 2012 roku . Wypowiedziała je pani Zofia, która nigdy nie mieszkała w Wieliczce, ale rozmawia o niej z mężem nieprzerwanie od ponad sześćdziesięciu lat. Pan Izaak urodził się w wielickim, niemal całkowicie żydowskim Klaśnie w 1922 roku i mieszkał w nim – z przerwą na pobyt w ukryciu podczas wojny – przez dwadzieścia cztery lata. Jest on bodaj jedynym żyjącym przedwojennym mieszkańcem Klasna pochodzenia żydowskiego. To przywielickie skupisko miejskie, przed wojną dzielnica Wieliczki, a wcześniej samodzielne miasteczko na wzgórzu, wykazywało wiele cech typowego sztetla . Wieliczka przetrwała wojnę, ale należący do niej sztetl został zlikwidowany, jak pośrednio napisała o Klaśnie Tsipora Kleinmann, w jednym z publikowanych w naszej książce tekstów. Odsetek Żydów uratowanych z Zagłady jest niższy w wypadku Klasna niż Wieliczki, prawdopodobnie dlatego, że to pierwsze miało wyraźnie żydowski charakter. Zniknęła też gmina żydowska w mieście.
Także sama Wieliczka w oczach zamieszkujących ją przed wojną Żydów bywała żydowska. Potwierdzają to wypowiedzi jej byłych mieszkańców: „Wokół panowała świąteczna atmosfera, można było odnieść wrażenie, że w mieście nie było żadnych gojów” . „Polacy mieszkali wokół dzielnic żydowskich, a także na przedmieściach w willach otoczonych ogrodami. Każda polska dzielnica miała swoją nazwę. Ludność żydowska zamieszkiwała głównie centrum miasta, wokół Dolnego i Górnego Rynku. Pomiędzy tymi dwoma placami znajdował się chrześcijański kościół, a łącząca je ulica nosiła nazwę ulicy Kościelnej. Tu i ówdzie Żydzi zamieszkiwali także peryferie miasta” .
Niech cytowana na początku wymiana zdań będzie mottem całej książki Żydzi Wieliczki i Klasna 1872–2012. Teksty i fotografie. Dlaczego nasza książka ma właśnie taki tytuł?
Mieszkający niegdyś w Wieliczce Żydzi zostawili tu kawał serca, „żydowskiego serca” – jak mógłby o nich powiedzieć piewca sztetla sprzed I wojny światowej Julian Stryjkowski . W jednym z zamieszczonych w książce tekstów czytamy: „Było miasto, miasto i matka dla ludu Izraela, nazywano ją Wieliczką, i już jej nie ma” . Wieliccy Żydzi zniknęli z historii swojego miasta w sposób tragiczny – nagle i wbrew swej woli. I to o nich jest ta książka. Jeszcze przez kilka powojennych dekad w Izraelu regularnie spotykała się stopniowo topniejąca grupa ludzi, którzy mieli emocjonalne podejście do Wieliczki. Ich spotkania organizował obecny na kartach tej książki Jehoszua Ofer (wcześniej Klinghofer). To ci ludzie stworzyli publikację pod tytułem The Jewish Community of Wieliczka , której teksty w większości wchodzą w skład naszej antologii.
Mieszkający w różnych krajach potomkowie wielickich Żydów będą się chcieli prędzej czy później dowiedzieć czegoś o pochodzeniu ich ojców i dziadków. To samo czeka potomków ich sąsiadów, gdziekolwiek mieszkają. Historie Żydów wielickich, klaśnieńskich, a także krakowskich i innych, którzy licznie przybyli tu podczas wojny, są częścią historii Wieliczki, historii Polski i światowej historii Żydów. Nieusuwalność Żydów z krajowych dziejów trafnie wyrażają słowa Henryka Grynberga: „Polska bez Żydów. Już nigdy takiej nie będzie. Są w tej ziemi i powietrzu na zawsze. Polaków, którym trudno się z tym pogodzić, mogę pocieszyć, że Żydom też nie jest łatwo” . Indywidualne historie Żydów wielickich przybliżają ogólne dzieje Wieliczki do historii pisanej wielką literą. A ta nie istnieje bez różnorodności perspektyw. Zdarzają się w niej bohaterowie, ludzie wielkiego ducha i serca, ale też zdrajcy, tchórze, mordercy, złodzieje, ludzie bezwzględnie źli. Jeśli od czasów opisanych przez Homera za bohatera uznaje się tego, kto naraża własne życie dla innych, to za kogo uznać tego, kto dobrowolnie dołącza do żony wywożonej do obozu śmierci? Jeśli za zdrajcę uznaje się tego, kto zdradza tajemnice sprzymierzeńców, to jak nazwać kogoś, kto bezinteresownie wydaje okupantowi na śmierć nieznajomych, do których nie czuje nic osobistego?
Dzisiejsza Wieliczka skutecznie buduje swą tożsamość, odrębną od metropolii krakowskiej, w której skład, chcąc nie chcąc, coraz bardziej wchodzi. Nie może być mowy o pełnej tożsamości miejsca bez opracowania, ujawnienia i przyswojenia jego pełnej historii, a nie ma pełnej historii Wieliczki bez historii Żydów, którzy w niej mieszkali, bez historii „jej Żydów”, to jest Żydów, którzy uważali ją za swoją. W innym zamieszczonym w książce tekście Uri Shmueli napisał o Wieliczce: „miasto mamy [Niny Szmulewicz]” . Współcześnie chyba nie byłoby łatwo spotkać Żydów, którzy powiedzieliby o Wieliczce: „moje miasto”. Natomiast żyją ci, którzy określiliby ją jako: „moje byłe miasto” albo „(byłe) miasto moich rodziców, dziadków, wujków”. Raczej rzadko mówi się o jakimś miejscu „miasto moich pradziadków”, nie wspominając o jeszcze dalszych przodkach, dlatego Wieliczka prawdopodobnie zniknie kiedyś z osobistej perspektywy Żydów.
Chyba że Żydzi znów zaczną się tu osiedlać, jak wieki temu. Wtedy nieaktualne mogłoby się stać stwierdzenie z maila, który profesor Shmueli przysłał nam w reakcji na sugestię, że gdyby uruchomiono turystycznie synagogę w Klaśnie , mogliby się tam modlić żydowscy turyści: „W Wieliczce (obecnie) nie ma nawet minjanu” . Zdezaktualizowałyby się też słowa wypowiadane w Wieliczce przez Niemców i ich współpracowników 27 sierpnia 1942 roku, kiedy zabijali bądź wywozili wszystkich nieukrywających się Żydów, przebywających wówczas w Wieliczce (i w należącym do niej Klaśnie) – tysiące na śmierć w Puszczy Niepołomickiej i obozie bełżeckim, a kilkuset na roboty. Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski zrekonstruowali ich słowa, podobnie jak całe tragiczne zdarzenie, w fabularyzowanej formie w książce Apte. Niedokończona powieść: „Opustoszałe jeszcze przed pół godziną ulice zapełniają się teraz Polakami. Jest czwartek, dzień targowy, dużo chłopów z okolicy. Niemiecki porucznik kierujący Ortschutzem zbiera Polaków z nocnej i dziennej zmiany, a potem wygłasza krótką przemowę, którą na polski tłumaczy jego pomocnik – folksdojcz z Katowic. Oto dziś kończy się wielusetletni, smutny okres wykorzystywania rodowitych mieszkańców tej ziemi przez żydowską zarazę. Kończy się czas ekonomicznego ucisku, nieuczciwej konkurencji, roznoszenia chorób, lichwy i komunistycznej agitacji. Dzisiaj Żydów w Wieliczce już nie ma i nigdy więcej ich nie będzie” . Nowa wspólnota żydowska w Wieliczce w dzisiejszych czasach, zapewne nieporównywalnie mniejsza od tej przedwojennej, mogłaby z pewnością wiele wnieść do życia miasta.
Całe przedwojenne bogactwo społeczne, kulturowe i gospodarcze Klasna ogranicza się dziś do jednej, traktowanej przez niemieszkających tam przelotowo, ulicy Klaśnieńskiej z kilkunastoma domami i kilkoma zakładami w bocznych uliczkach. Mało kto zwraca uwagę na fortyfikowany budynek byłej bożnicy, którą kiedyś dumnie nazywano Dużą Synagogą . W swoim czasie miała chronić w obszernym wnętrzu wszystkich Żydów klaśnieńskich. Rozpada się czerwono-ceglasty budynek małej bożnicy , używanej kiedyś na co dzień, i niedługo ma zostać zburzony. Ale wystarczy stanąć nieopodal wylotu ulicy Stromej, na nieistniejącym już małym wirażu ulicy Klaśnieńskiej, stanowiącym kiedyś coś na kształt ryneczku klaśnieńskiego , rozejrzeć się i uruchomić wyobraźnię. Ukazuje się jakby sztetl. To, co pozostało z jego architektury i układu urbanistycznego – odpowiednio wyeksponowane – mogłoby przydać sporo blasku turystycznej twarzy Wieliczki.
W jednym dniu, 27 sierpnia 1942 roku, zniknęła wspólnota o niezliczonej liczbie wewnętrznych więzi. Zniknęło osobne miasteczko, a nawet dwa, całe Klasno i żydowska część Wieliczki. Do tamtego dnia w Wieliczce żyły obok siebie dwa światy zasadniczo nieprzenikające się wzajemnie w sferach najważniejszych dla ludzi, takich jak przyjaźń, miłość, marzenia, sny, wspólnota doli, wyznanie, światopogląd. Większości Polaków i Żydów nie łączyło to, o czym czytamy w jednym z zamieszczonych dalej tekstów: „Z wieloma, z którymi wychowywaliśmy się w młodości i razem działaliśmy dla wspólnego celu, przeszliśmy szmat ciekawej drogi, pełnej burz, konfliktów, żaru serca i uniesień” . W przedwojennej Wieliczce potrafili żyć obok siebie doprawdy różni ludzie. Jedni – przeważnie Polacy – przeżywszy całe życie, pozostawili tu dzieci i wnuki. Drudzy śnili o Erec Israel i nie ma już po nich w Wieliczce żywego śladu. Jednych i drugich zapewne różnił stosunek do tego miasta i ziemi wielickiej. Być może najmniej różnili się pod tym względem Polacy, jeśli założyć, że odznaczali się w miarę jednorodnym patriotyzmem, i najbardziej zasymilowani Żydzi.
Te różne światy stanowiły wszakże jedną społeczność wielicką, która, różnorodna mentalnie, tworzyła wspólnie kulturę materialną i duchową miasteczka. Nagle wydarto w sposób skrajnie brutalny około połowy stałych, a licząc z przyjezdnymi około dwóch trzecich mieszkańców. Ci, którzy zostali, w większości nie żywili ciepłych uczuć wobec Żydów, którzy zniknęli, bo nie mieli tych uczuć już wcześniej, gdy jeszcze Żydzi byli wśród nich. Wraz z wydartymi z miasta zniknęło natychmiast to, co z natury delikatne – ich obyczaje i aura, którą emanowali. Za to ich dotychczasowe miejsca w nieznoszącej próżni substancji materialnej łatwo zajęli niektórzy spośród tych, którzy tu zostali.

Jak Polacy dźwigali się społecznie z pomocą mienia żydowskiego.

Wiele zawłaszczeń przestrzeni mieszkaniowej i gospodarczej należącej wcześniej do Żydów klaśnieńsko-wielickich wpłynęło na życie tych, którzy ich dokonali, i nadal wpływa na życie ich potomków i spadkobierców. Wielu beneficjentów takich zawłaszczeń nigdy nie było i nadal nie jest świadomych tego, że ich życie mogło się potoczyć inaczej, gdyby nie mienie pozostawione tutaj przymusowo przez Żydów.
Oto przykład dwóch małżeństw i wywodzących się od nich dwóch rodzin, na których połączenie miały wpływ między innymi: kobieta, niech będzie jej na imię Nadrabiająca – miała ona dwóch mężów; Wieliczka jako miejsce, gdzie się wszystko zaczęło; a także nieruchomości należące przed Zagładą do Żydów. Nazwijmy mężów Nadrabiającej pierwszego Czekającym, a drugiego Uciekającym. I w pierwszym, i w drugim małżeństwie było po dwoje dzieci. Dostęp do co najmniej trzech nieruchomości należących wcześniej do Żydów okazał się dla obu rodzin ważny. Członek naszego zespołu wydawniczego Henryk Ostrowski zebrał dane o właścicielach owych trzech nieruchomości.
Uciekający już w 1945 roku, w wieku piętnastu lat, uniezależnił się finansowo od rodziców i od pracy na wsi. Dostał zajęcie w Wieliczce u niejakiego Mariana Majtyki, który zajmował się biznesem jeszcze podczas wojny. Interes ten, więc i praca Uciekającego, miały miejsce w jednym z lokalów w kamienicy przy Rynku Górnym w Wieliczce. Na temat tej nieruchomości Henryk Ostrowski mówi: „W 1867 roku w monarchii austro-węgierskiej zatwierdzono powszechne równouprawnienie Żydów. Zniosło ono zakaz osiedlania się Żydów w miastach. W Wieliczce dopiero dziesięć lat później, po pożarze śródmieścia w1877 roku, Żydzi – przede wszystkim klaśnieńscy – zaczęli wykupywać domy i kamienice. Zmieniło to zasadniczo stosunki własnościowe w mieście. Interesującą nas kamienicę przy Rynku Górnym Piotr i Maryanna Nodzyńscy sprzedają 13 kwietnia 1881 roku Sarze Joachimsmanowej. Własność nieruchomości zostaje w rękach spadkobierców i rodziny Sary. Od 1932 roku właścicielkami są po równo Sara Adela Kronfeldowa i Ida Kornfeldowa. W czasie wojny w 1941 roku wynajmują one lokale jedenastu lokatorom o nazwiskach: (?) Wolf, Izrael Szymon Stiet, Wolf Rubin, Samuel Perlberger, (?) Katz, Eliasz Küchler, Sara Joachimsman, Salomon Zimmetbaum, Eisig Koss, Ester Rakower, Efraim Goldstein. Dane te pochodzą z księgi bierczej, w której w zapisie z lat 1943–1944 figuruje już dziesięć nazwisk polskich należących do zamieszkujących kamienicę po sierpniu 1942 roku. Jedno z nich brzmi „Marian Majtyka” [zatrudniający po wojnie Uciekającego]. W wykazie zakładów pracy obejmującym Wieliczkę w 1944 roku zapisano, że w omawianej kamienicy znajduje się sklep «Sprzedaż farb» należący do Anieli Wymiatałek oraz sklep «Towary mieszane» Mariana Majtyki. W księgach wieczystych z 1946 roku widnieje właściciel o nazwisku Markus Dawid Bodenstein. Odtąd nieruchomość przestaje być własnością żydowską. W księgach wieczystych z końca lat siedemdziesiątych XX wieku właścicielami kamienicy jest sześć osób o nazwiskach nieżydowskich. Podobnie jest obecnie”.
O drugiej posesji wiemy tyle: „Parcela, na której stoi jeden z budynków przy ulicy Legionów, ma rodowód polski do 1936 roku. Ostatni spadkobierca Stanisław Kasprzyk sprzedał działkę Fajgli z Krauzów Weinbergerowej w dniu 22 maja 1936 roku. W 1937 roku wybudowano kamienicę. Według wykazu niemieckiego sprzed 27 sierpnia 1942 roku całą kamienicę zamieszkiwało sześć rodzin żydowskich. Uchwałą władz niemieckich z dnia 9 lutego 1943 roku nastąpiła jej konfiskata na rzecz Generalnego Gubernatorstwa. Na podstawie dekretu przyznania spadku z 12 października 1946 roku ustalono spadek na rzecz Józefa Krauzego, którego los jest nieznany. W dalszych latach powojennych w wykazach miejskich kamienica ta wraz z parcelą figuruje jako własność należąca do Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Po 1975 roku pojawiają się nowi właściciele”.
Małżeństwo Czekającego i Nadrabiającej szukało znajomości wśród urzędników, by zdobyć jakieś mieszkanie w Wieliczce. Zameldowało się ono w dozorcówce kamienicy na Legionów w dniu10 sierpnia 1945 roku w zamian za podjęcie dozorstwa. Spieszyli się, ponieważ chcieli, by ich pierwsze dziecko po urodzeniu zameldowano pod nowym adresem. Pomogła protekcja kuzyna Nadrabiającej, którego ojciec był podczas wojny granatowym policjantem – cała ich rodzina mieszkała w przestronnym mieszkaniu w tej samej kamienicy od końca wojny przez około sześćdziesiąt lat. Nowa powojenna władza przejęła po swojej poprzedniczce, władzy niemieckiej, dysponowanie lokalami należącymi jeszcze trzy lata wcześniej do Żydów. Zajęcie lokalu niepozornego z perspektywy całej kamienicy oznaczało dla obojga młodych małżonków przeniesienie się ze wsi, z której oboje pochodzili, do miasta, o którym marzyli. Na początku lat pięćdziesiątych władze przyznały małżeństwu prawo do użytkowania w owej kamienicy jeszcze jednego osobnego pokoju położonego piętro wyżej niż dozorcówka.
Awans do miasta umożliwił Czekającemu i Nadrabiającej zajęcie się biznesem. Mężczyzna, początkowo pracownik w sklepie, po niedługim czasie został w nim wspólnikiem, a następnie właścicielem. Zyskał prawo do użytkowania jednego z czterech lokali na parterze trzeciej z omawianych kamienic. Z wiejskiego handlarza obwoźnego podczas wojny i równolegle pracownika krakowskiej firmy „Morvita”, należącej do pewnego Żyda, gdzie „dzienna płaca starczała na paczkę papierosów”, awansował w kolejnych latach na właściciela sklepu w mieście. Z czasem zatrudnił do pomocy młodego Uciekającego, którego także fascynowało zarabianie pieniędzy na własny rachunek. Ten ostatni uczył się tego z pasją od pewnego małżeństwa Żydów, mieszkającego po wojnie w Wieliczce. Więź między nimi przetrwała dekady, aż do śmierci pary. Witryna sklepu Czekającego, jak i witryny pozostałych lokali, wychodziły na pl. Tadeusza Kościuszki, niegdyś potocznie nazywany „na oborzysku”. W jednym z tych lokali córka małżeństwa Czekającego i Nadrabiającej pracowała jeszcze na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Na temat historii kamienicy, w której się mieściły, Henryk Ostrowski mówi: „W 1891 roku właścicielem realności jest Rudolf Kurzweil. Od 1908 aż po rok 1946 kamienica należy do rodziny żydowskiej Königsbergerów. Jej członkowie prowadzą w czasie wojny pod tym adresem przedsiębiorstwo «Mojżesz Königsberger i S-ka». Z zapisów pod tytułem Danina od mieszkańców. Księga biercza 1943–44 wynika, że po sierpniu 1942 roku mieszkańcami kamienicy jest już dziesięć osób o nazwiskach niewskazujących na pochodzenie żydowskie. Natomiast w zapisach hipotecznych z 1946 znajduje się informacja, że właścicielami kamienicy są Henryk , Maurycy i Herman Königsbergerowie, ale już w 1947 roku są to dwie osoby narodowości najprawdopodobniej polskiej. W księgach wieczystych z końca lat siedemdziesiątych XX wieku zapisano czworo współwłaścicieli polskich. Obecnie jest to osiem osób”.
Nadrabiająca rozwiodła się z Czekającym i przeprowadziła się z Uciekającym do Krakowa, gdzie udali się na tułaczkę po mieszkaniach w centrum miasta z przydziałów kwaterunkowych władzy komunistycznej. Jeden z nich przypadł na ulicy Lwowskiej w Krakowie, jest więc prawdopodobne, że przed wojną należał do Żydów. Być może tak samo było z dwoma innymi mieszkaniami otrzymanymi z przydziału przez ową parę, będącą już małżeństwem. W Krakowie doczekali się oni własnego mieszkania w bloku wybudowanym po wojnie.
Ze wspomnianej wcześniej dozorcówki i pokoju rodzina wywodząca się od Czekającego i Nadrabiającej korzystała przez mniej więcej sześćdziesiąt lat. Z lokali należących do kamienicy przy pl. Kościuszki Czekający i jego córka korzystali zawodowo około kilkunastu lat. Z lokalem w budynku przy Rynku Górnym kontakt członków obu rodzin urwał się szybko. Krakowskie – być może niegdyś należące do Żydów – mieszkania służyły drugiej rodzinie przez kilka lat.
W latach siedemdziesiątych dorosły już syn Czekającego i Nadrabiającej miał pomysł na biznes. Szukając w Wieliczce lokalu do wynajęcia, udał się wraz z Uciekającym do wspomnianego mężczyzny z żydowskiego małżeństwa. Chodziło o wolny wówczas lokal przy ulicy Seraf. Na pytanie o możliwość wynajmu właściciel odpowiedział pytaniem: „A co on by tu robił?”. Młody człowiek, który miał być biznesmenem przez całe życie zawodowe, nie chciał zdradzić swego pomysłu.
Obecnie, po niemal siedemdziesięciu latach od chwili, gdy ta historia się zaczęła, żyją trzy generacje potomków obu małżeństw Nadrabiającej, Czekającego i Uciekającego. Wśród dwóch pokoleń ich dorosłych dzieci i wnuków robienie biznesu na własny rachunek zdarza się znacznie częściej niż u potomków rodzeństwa tejże trójki, które po wojnie zostało, i w części nadal mieszka, na wsi. W obu rodzinach nie wspominano raczej o Żydach jako byłych właścicielach lokali, których użytkowanie kiedyś im pomogło. Nie było w tym nic z antyżydowskości.
Podobne historie można by opowiedzieć o większości mienia nieruchomego i ruchomego, które zostało w Wieliczce po Żydach wielickich i klaśnieńskich. Utrzymuje się pogląd, że ludzie pochodzący ze wsi awansowali po wojnie do miasta dzięki nowej władzy komunistycznej. O wiele rzadziej się przypomina, że często w owych awansach pomagało zajmowanie majątku opuszczonego i porzuconego pod przymusem przez Żydów. Gdyby ci pozostali w swoich domach i sklepach, nie byłoby miejsca dla nowych użytkowników. Zapewne niektórzy spośród beneficjentów takich zmian zachowują wdzięczną pamięć o swoich mimowolnych wspomożycielach, inni natomiast wspominają ich źle lub w ogóle o nich nie pamiętają. Można przypuszczać, że w większości nie wiedzą oni o pochodzeniu mienia, z którego korzystają. Materia, którą tu pozostawili Żydzi, zmieniła właścicieli z naturalną dla siebie zimną obojętnością. W określeniu mienia przymiotnikiem „pożydowskie” zawiera się przede wszystkim stwierdzenie, że nie należy ono już do Żydów, niezależnie od tego, jak prawomocna i moralna była zmiana właściciela. Tenże przymiotnik wskazuje także na to, że zmiana właściciela mienia może się różnić co do sposobu i konsekwencji ze względu na narodowość.
W rozumieniu, czym było masowe przejęcie majątku żydowskiego przez Polaków, pomaga lektura fragmentów Życia na niby Kazimierza Wyki . Andrzej Kijowski nazwał tego mieszkającego podczas wojny w podkrakowskich Krzeszowicach i stamtąd przyglądającego się całemu polskiemu „życiu na niby” wybitnego humanistę „Tacytem krzeszowickiego powiatu” . Wyka daje żywe świadectwo, co znaczy, że spisywał je na bieżąco, na podstawie naocznych obserwacji i pod wpływem emocji, które wyraził w sposób poświadczający ich autentyczność. Jego obserwacje dotyczą nie tyle stosunku Polaków do Żydów, co kondycji moralnej tych pierwszych. Obowiązująca obecnie w głównym nurcie publicystycznym poprawność nie pozwala używać tak ostrych i szczerych sformułowań, jakie znajdują się w jego książce. Adam Michnik komentuje postawę Wyki w posłowiu do Życia na niby – dzieła, które nazywa legendarnym. Swój tekst tytułuje on na cześć Wyki: Polski rachunek sumienia. „Ileż trzeba było odwagi cywilnej, by wtedy, w 1945 r. napisać pamiętne frazy o stosunku części społeczeństwa polskiego do Zagłady Żydów. Te słowa pozostaną na zawsze chlubą humanistyki polskiej” .
Wyka zaczyna fragment zatytułowany Żydzi i handel polski tak : „Centralnym faktem psychogospodarczym lat okupacji pozostanie niewątpliwie zniknięcie z handlu i pośrednictwa milionowej masy żydowskiej. Zniknięcie, kiedy dzisiaj liczyć niedobitków, definitywne i ostateczne. Ten fakt jest główny i stały. Natomiast faktem mniej stałym, chociaż równie ważnym, jest próba inercyjnego i automatycznego wejścia żywiołu polskiego na miejsce opróżnione przez Żydów” . Wyka ma na myśli przejęcia pozbawione przedsiębiorczości, to jest bez inicjatywy, wysiłku i szerszych horyzontów gospodarczych. Sądzi on, że upodobnienie się psychologii „warstwy, która weszła w takie żerowisko” do psychologii „warstwy zniszczonej przez okupanta” pociąga negatywne konsekwencje moralne. Polacy nie są winni eliminacji Żydów, ale są winni „form, w jakich się ta eliminacja dokonała, i sposobu, w jaki społeczeństwo nasze pragnęło i pragnie ją zdyskontować” . Godne potępienia podejście autor oddaje słowami: „Na Niemców wina i zbrodnia, dla nas klucze i kasa” . Wskazuje on, że pozwolenie Niemców na przejęcie handlu po Żydach przez Polaków w Generalnym Gubernatorstwie było „doraźnym”, „okrutnym”, a zarazem „łaskawym” kaprysem okupanta. Miało się skończyć podobnie jak w wypadku Gdyni, Poznania czy Łodzi, gdzie handel był „zarezerwowany dla żołnierzy frontowych” . Wchodząc w handlowe role Żydów za zgodą Niemców, Polacy akceptowali w jakimś stopniu to, co Niemcy zrobili z Żydami, i tym samym zgadzali się na takie samo przyszłe traktowanie siebie przez okupantów, gdyby do niego doszło.
Wyka nie zajął się w Życiu na niby powojennym użytkowaniem żydowskiego mienia gospodarczego przez Polaków. Wiemy, że następująca władza polska przejęła po władzy niemieckiej instrumentalne, fikcyjne i „kapryśne” podejście do sklepów żydowskich i ich nowych użytkowników. Ograniczyła ową symbiozę do czasu potrzebnego jej na organizację handlu tak, by ona sama stała się jego wyłącznym dysponentem i faktycznym właścicielem. Czas ten przyszedł w Polsce na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. W ciągu niecałych dziesięciu lat doszło do trzeciego już, po tym wojennym i tużpowojennym, zatarcia – Wyka może powiedziałby „wyłączenia” – prawowitej własności wielu składników mienia należącego do Żydów przed rokiem 1942, najpóźniej 1943. Wiemy także, że z kolei do czwartego takiego zatarcia (czy „wyłączenia”) doszło po 1989 roku. Prawowitość własności zacierano wiele razy, pozostaje kwestia postaw, które do tego doprowadzały i na to pozwalały. Przypominanie o nich jest, zdaniem Michnika, rzucaniem „wyzwania powszechnemu stereotypowi martyrologii i heroizmu” Polaków .
Nazywany „Polskim rachunkiem sumienia” Wyka pisał o postawach Polaków wobec martyrologii Żydów, ale jak zauważa Michnik nie pisał o martyrologii Polaków związanej z działaniami Stalina, z Katyniem, z deportacjami. Pod rządami dyktatury Wyka nie mógł pisać o wydarzeniach, za które była ona winna. W 2012 roku można pisać i o jednych, i o drugich rzeczach, ale dominują te związane z cierpieniem Polaków, być może ze względu na trwające dziesiątki lat oficjalne milczenie na ich temat. Elżbieta Janicka pisze w swojej książce zatytułowanej Festung Warschau o dominacji architektonicznych upamiętnień martyrologii polskiej względem upamiętnień martyrologii żydowskiej na terenie Warszawy. W Wieliczce nie mogło być dotychczas mowy o takich porównaniach ze względu na brak upamiętnień lokalnej martyrologii Żydów w przestrzeni miasta. Obecnie, wczesnym latem 2012 roku, toczą się rozmowy i formalne procedury związane z upamiętnieniem wydarzeń z 27 sierpnia 1942 roku tablicą naścienną w Rynku Górnym. Jeśli zawiśnie, zaważy nieco na uwiecznieniu martyrologii wieliczan Żydów.
Niniejsza antologia jest zamierzona jako litania w sensie, jaki nadał temu słowu Leopold Unger w wypowiedzi nazywanej jego kadiszem : „Dlatego ta moja litania […] nie należy do martyrologii, ale należy do […] pamięci. Żyjemy w epoce powszechnej akcji poszukiwania i utrwalania miejsc wspólnej pamięci. […] To niezbędny czynnik budowy europejskiej tożsamości” .
Powrót do przedwojennej świetności gospodarczej, kulturalnej i oświatowej zajął Wieliczce wiele lat. Miasto po wojnie istniało bodaj w jednym wymiarze międzynarodowym, to jest dzięki Kopalni Soli. Niedawno usłyszano o nim jako goszczącym włoskich piłkarzy uczestniczących w mistrzostwach Euro 2012. Ale przed wojną Żydzi umiędzynarodowili Wieliczkę pod innymi względami, na przykład dzięki ruchom syjonistycznym. Rozpatrywano i realizowano tu idee, o których można powiedzieć, że wciąż promieniują na cały świat, niezależnie od oceny zarówno ich, jak i ich skutków. Parafrazując Leopolda Ungera, Wieliczka była w międzywojniu miastem dwóch narodów, trzech języków (polskiego, jidysz, hebrajskiego), wielu aspiracji i filozofii oraz „nieskończonej liczby krzyżujących się konfliktów” . Obecnie Wieliczka nie jest szczęśliwsza dlatego, że nie ma w niej Żydów i na nią bezpośrednio nie wpływają. O ile można mówić o szczęściu czy nieszczęściu miejscowości. Nowy Jork wygląda na szczęśliwszy, dlatego że ma dzielnice, w których można dziś poczuć się przez moment niczym we współczesnym sztetlu. W jakimś stopniu podobnym do tego, jakim kiedyś było Klasno.
Z perspektywy większości dzisiejszych mieszkańców Wieliczki jej przedwojenna żydowska część była jak z innej planety. A przecież nadal żyją ludzie, którzy przed wojną mieszkali tu z Żydami, pracowali, robili interesy. Niniejszą książkę wydajemy więc w czasie jeszcze ocierającym się o możliwość uzyskania żywego świadectwa naocznych świadków tamtej epoki. Niedługo będzie można o nich pisać wyłącznie na podstawie martwych świadectw. Skądinąd historia zarówno pisana, jak i mówiona, zawsze oszukuje, choćby dlatego, że tworzą ją ci, którzy przeżyli, co w wypadku ocalałych z Zagłady ma szczególne znaczenie. Żadna historia nie wyczerpuje „najmniejszego choćby wycinka rzeczywistości. Liczba i rodzaj przyczyn, które określiły jakieś pojedyncze zdarzenie, jest przecież zawsze nieskończona” .

O przyczynach powstania książki
Wydawnictwo Żyznowski specjalizuje się w historii Wieliczki i okolic, a do niej należą dzieje żyjących tu niegdyś Żydów. Książka wzięła się z przekonania, że dobre jest to, co służy zachowaniu pamięci o tym, co było. Powstała więc w celu pomnożenia dobra, jakkolwiek to brzmi. Wydawana antologia stanowi niejako kontynuację i rozwinięcie tego, co o Żydach wielickich można znaleźć w Wieliczanach na opisanych fotografiach . Andrzej Piotrowski, z zamiłowania historyk i żeglarz, jest zdania, że zamieszczone w tamtej książce teksty, opisujące sytuacje ze zdjęć, są jak „meldunki”, pełne wydarzeń, a zatem stosują się do nich słowa Janusza Przymanowskiego ze Studzianek: „Nauczmy się czytać meldunki” . Materiał zamieszczony w niniejszej książce rozwija „meldunki”, które się znajdują w rozdziale Wieliczan zatytułowanym W opresji. Powstanie antologii jest także wyrazem protestu przeciw nadal dość powszechnemu w Polsce zjawisku, o którym wspomniała Hanna Świda-Zięba, tłumacząc, dlaczego kolejne rządy wolnej Polski nie traktowały priorytetowo zwrócenia obywatelstwa Żydom, którzy wyjechali z kraju w 1968 roku: „To się nie stało i dalej nie dzieje dlatego, że dla naszych rządów wypędzenie było sprawą obojętną, albo incydentalną. Bo dotyczyło – obcych. Byli, wyjechali, gdzieś żyją, niech żyją, my ich nie potrzebujemy” .
Stanowiący większość w społeczności powinni traktować współegzystujących z nimi przedstawicieli mniejszości jako nieobcych, nawet jeśli nie doznają tego samego ze strony tamtych. Choć niechęć ze strony większości bywa przysługą dla mniejszości, bo pobudza ją do stania się większością inaczej lub gdzie indziej, tak jak stało się w przypadku Żydów w Izraelu. Taki rozwój wypadków w świecie trafnie przewidział w odniesieniu do Żydów wybitny lider syjonistyczny Zeew Żabotyński, wspomniany tu w jednym z tekstów . Mniejszość żydowska w Wieliczce przeminęła. Dlatego zasługuje ze strony pozostałej tu większości na coś więcej niż brak obcości, zasługuje na czułość.

O zawartości książki
Książka ta jest zbiorem tekstów, fotografii i dokumentów dotyczących Żydów wielickich, klaśnieńskich i częściowo tych, którzy otarli się o Wieliczkę podczas wojny. Zamieściliśmy tutaj prawie wszystkie teksty, do których udało się nam dotrzeć lub spowodować ich powstanie dzięki dokumentom archiwalnym i świadectwom osób żyjących. Natomiast głównie ze względu na wymogi objętościowe nie publikujemy wszystkich fotografii, którymi dysponujemy. Mamy nadzieję, że zostaną one wykorzystane w przyszłości z innej okazji, czy przez nas, czy przez kogoś innego.
W całej książce słów „Polak”, „pochodzenie polskie”, „Żyd”, „pochodzenie żydowskie” oraz ich synonimów i odmian językowych używa się dość konsekwentnie w znaczeniu potocznym. Odpowiada ono z grubsza określeniu danych osób zgodnie z tym, za kogo one same siebie uznają, zwłaszcza jeśli przyjdzie im to określić jednoznacznie. Takie podejście nie uwzględnia dystynkcji, których życzyliby sobie wszyscy ci, którzy uznają się za „Polaków pochodzenia żydowskiego” lub „Żydów pochodzenia polskiego”, a tym bardziej tych, którzy uważają się za zarazem „Żydów i Polaków” czy „Polaków i Żydów”. Nie uwzględnia ono więc być może wystarczająco wszystkich licznych kontekstów kulturowych, etnicznych i religijnych, które nie dopuszczają stosowanych tu uproszczeń. O trudności tego zagadnienia można przeczytać w rozdziale Polak czy Żyd z książki Pan Doktor i Bóg. Marek Edelman: bohaterski, genialny, nieznośny . Z nazywaniem w niniejszej książce niektórych osób Żydami Edelman mógłby się nie zgodzić. Jego „myślenie zakładało, że Żydami byli przede wszystkim robotnicy albo rzemieślnicy mieszkający w Polsce przed wojną, i co bardzo ważne – mówiący w jidysz. Oni niemal wszyscy zostali wymordowani. […] Otóż, on wciąż jest Komendantem powstania w getcie – m.in. dlatego ma własną definicję Żyda. Dla niego Żydem jest każdy, kto jest prześladowany – niezależnie od tego, gdzie i kiedy dotykają go represje” . Żydzi wieliccy i klaśnieńscy, którzy przeżyli wojnę, byli w większości pochodzenia inteligenckiego lub mieszczańskiego i mówili w jidysz słabo albo wcale.
Mimo komplikacji w kwestii tożsamości żydowskiej zdecydowaliśmy się na jednoznaczność co do niej, ponieważ uznaliśmy, że na potrzeby tego opracowania to wystarcza i nie wprowadza czytelnika w błąd. Zdecydowana większość, jeśli nie wszyscy bohaterowie zamieszczonych tu tekstów okazują się niedwuznacznie albo Polakami, albo Żydami. Kiedy pytaliśmy naszych rozmówców mieszkających w Izraelu o to, jak by określili samych siebie w kontekście narodowości, przynależności kulturowej i mentalności, odpowiadali tak samo: „Jestem urodzonym w Polsce Żydem, obywatelem Izraela (Izraelczykiem)”. Określenia „w kraju” używali oni w odniesieniu do Izraela. Kraj ten wydał się nam, urodzonym i mieszkającym w Polsce, całkiem niepolski. Zamieszkują go w większości ludzie odlegli mentalnie i etnicznie od Polaków. Stopień niepolskości Izraela mówi coś o determinacji Żydów polskich, którzy dążyli do życia w „swoim” kraju. Podczas pobytu w Izraelu wyzbyliśmy się jakichkolwiek pretensji do trwałego wpływu polskości na ten kraj dzięki alijom Żydów z Polski. Przekonaliśmy się, że Izrael nie jest „nasz” w najmniejszym stopniu.
Zasadniczą treść książki podzieliliśmy na trzy główne części, w których skład wchodzą teksty różne pod względem zamysłu, pochodzenia oraz czasu i miejsca powstania. Część zatytułowana Przed Zagładą obejmuje okres od najwcześniejszego opisanego w źródłach dostępnych dla autorów tekstów po początek II wojny światowej. Głównie tam można czytać o Żydach wielickich i klaśnieńskich takich, jakimi żyjąc w Polsce, byli oni zwyczajnie i prawdziwie, czy to jako jednostki, czy we wspólnocie. Druga część obejmuje cały okres II wojny światowej. Być może zamiast tytułu Zagłada należałoby użyć słów Wojna i Zagłada, których autorzy używają w kilku tekstach wymiennie. Z wyjątkiem pewnej liczby drastycznych epizodów więcej niż pierwsze dwa lata wojny można uznać za względnie spokojne dla Żydów przebywających w Wieliczce. Świadczy o tym choćby to, jak wielu Żydów spoza Wieliczki osiadło wówczas w mieście. Trzecia część książki obejmuje okres powojenny, aż do dziś. Dotyczy mniej Żydów wielickich i klaśnieńskich jako wspólnoty, a bardziej indywidualnych losów tych, którzy przeżyli Zagładę.
Niektóre teksty napisano z okazji innych niż niniejsza książka – są tu przedrukowane z różnych publikacji (część z nich to tłumaczenia) lub drukowane po raz pierwszy. Pozostałe powstały specjalnie ze względu na tę publikację.
Gdybyśmy nawet mogli doprowadzić do napisania spójnej historii Żydów wielicko-klaśnieńskich, być może nie udałoby się w ten sposób oddać różnorodności zamieszczonych tu tekstów pod względem emocji i ducha ludzkiego. A to w tym wypadku wydaje się nam najważniejsze, stąd antologia, a nie napisana od nowa zwarta opowieść. Utwory zawarte w każdej antologii może dzielić wszystko, oprócz tego, co jej twórcy uznali za wspólne dla nich. Teksty, które oddajemy do rąk czytelników, wiele łączy i wiele dzieli.
Najstarszy, dotyczący Wieliczki i Klasna, powstał w 1872 roku, najnowsze w 2012. Zdarzają się rozprawy historyczne o charakterze naukowym, jak ta autorstwa dr Anny Jakimyszyn. Ale są też teksty o wielkim ładunku emocji osobistych, jak na przykład wypowiedź emerytowanego sędziego Nathana Kleinbergera , nagrana przez nas w Tel Awiwie między 12 a 17 marca 2012 roku. Są też fragmenty spisów urzędowych, jak wypis z Księgi adresowej Polski . W większości teksty powstały na piśmie z myślą o publikacji, ale niektóre wzięły się z wywiadów przeprowadzonych podczas osobistego spotkania lub telefonicznie, w sposób zaplanowany bądź spontaniczny. Niektóre można by traktować jako służące agitacji politycznej, inne jako bardzo osobiste wyznania. Część wypowiedzi powstawała na bieżąco w czasie wydarzeń, których dotyczą, i jako takie są najbardziej źródłowe. Z tego powodu, i z wielu innych, na szczególną uwagę zasługuje sprawozdanie o charakterze pamiętnikowym autorstwa Marii Bill-Bajorkowej . To jedyna znana, spisywana na bieżąco, relacja z zamordowania na miejscu lub wywiezienia z Wieliczki na śmierć w sumie około jedenastu tysięcy osób. Znów inne zamieszczone tu relacje są wywołaniem z pamięci rzeczy po wielu dekadach, zdarza się, że po ponad ośmiu, jak w wypadku Izaaka Birnbauma , który podczas rozmów w Hajfie w marcu 2012 roku dzielił się z nami szczegółami życia klaśnieńskiego z lat trzydziestych XX wieku. Przesunięcie ujęć w czasie nie umniejsza ich wartości, tylko zmienia ich przeznaczenie: do traktowania w mniejszym stopniu jako źródłowe, a w większym jako interpretacyjne. Czytelnik zainteresowany interpretacją wojennych i powojennych dziejów Żydów wielickich dużo by stracił, gdyby nie poznał wypowiedzi na ten temat prof. Uriego Shmueli .
Duża różnorodność publikowanych wypowiedzi spowodowała pewne niezgodności historyczne i historiograficzne. Zaznaczaliśmy ich istnienie tam, gdzie je dostrzegliśmy, weryfikowaliśmy je tam, gdzie to było możliwe. Zachodzi obawa, że wiele bardziej i mniej ważnych kwestii dotyczących Żydów wielickich i klaśnieńskich nie zostanie już ani poruszona, ani wyjaśniona. Charakter tej antologii, zawierającej obok tekstów także kopie fotografii i dokumentów, wpłynął na różnorodność metod stosowanych przy powstawaniu poszczególnych fragmentów, a niekiedy na szczupłość założeń metodologicznych. Kierowaliśmy się przede wszystkim kilkoma podstawowymi zasadami. Dzieje zachowane w pamięci ludzkiej są nie mniej – choć może inaczej – wartościowe od tych zapisanych w dokumentach urzędowych lub innych. Emocje nie są mniej ważne od zdarzeń. Interpretacje są istotne, nawet jeśli dotyczą nieweryfikowalnych faktów. Najwięcej emocji przekazali nam ci, których o to specjalnie prosiliśmy. Im bardziej się nimi dzielili, tym przyjaźniejsi stawali się wobec nas. Dr hab. Tomasz Sikora, autor wielu zamieszczonych tu tłumaczeń tekstów hebrajskich i wykładowca języka hebrajskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, twierdzi, że już samo zapytanie Żyda o jego przeszłość czyni go przyjaznym, zgodnie ze znaczeniem hebrajskiego słowa zechor – „pamiętaj” . Przy wyborze materiałów kierowaliśmy się jeszcze dwoma kryteriami: zgodnością treści z obraną linią tematyczną i oryginalnością. Podczas zbierania przekazów, zarówno współczesnych, jak i starszych, interesowało nas wszystko, co było do osiągnięcia.
Tekstom zawartym w niniejszej książce można zarzucić jednostronność w pewnych względach. O braku perspektywy tych, którzy nie przeżyli, wspomniano wcześniej. Wypowiedzi byłych wielickich Żydów – zarówno wcześniejsze, jak i najnowsze – w większości prezentują stanowisko tych, którzy w Wieliczce (czy w Polsce) ani nie mieszkają, ani nie chcieliby już mieszkać. Tę przewagę mogłoby równoważyć przedstawienie poglądów Poli i Szymona Schnurów na temat powojennego życia Żydów w Wieliczce , gdybyśmy je znali szerzej. Mieszkali oni tutaj do 1983 roku, kiedy oboje zmarli.
Jest więcej rzeczy, których mogłoby nie brakować w niniejszej książce, powstałej w latach 2009–2012.
Nie udało się nam porozmawiać twarzą w twarz z byłymi wieliczanami pochodzenia żydowskiego, którzy mieszkają poza Polską, ale nie w Izraelu. Bowiem tylko ten kraj odwiedziliśmy. Nie powiodło się namawianie byłych wieliczan na próbę odtworzenia choćby małego fragmentu oryginalnej mowy, jakiej Żydzi używali w Wieliczce, w tym lokalnych przysłów i powiedzonek. Nie natrafiliśmy na fotografię, która ukazywałaby coś z genius loci przedwojennego żydowskiego Klasna. Nie oddają tego zdjęcia z tamtego okresu, którymi dysponujemy . Przyczyny braku zdjęć przedwojennego Klasna mogą być prozaiczne. W albumie pod tytułem Wieliczka na dawnych pocztówkach w opracowaniu Marka Sosenki i Piotra Kurowskiego, który stanowi bogate źródło starych wielickich widoków, czytamy: „Turyści odwiedzający dzisiaj solny gród mogą nabyć współczesne pocztówki przedstawiające przede wszystkim kopalnię i jej skarby. Widoki samego miasta ograniczają się do kilku standardów, a dawniej? Należy wątpić, by turyści z początkiem XX wieku zapuszczali się do miasteczka pozbawionego chodników i brukowanych ulic, szczególnie w słotne dni” .
Nie zdołaliśmy namówić przedstawicieli Muzeum Żup Krakowskich na wydanie wspólnego opracowania na temat Żydów Wieliczki i Klasna. Urzędnicy tej ufundowanej i utrzymywanej przez podatników szacownej instytucji nie udostępnili również materiałów, którymi dysponują, zarówno redagującym ten tom, jak i dr Annie Jakimyszyn, specjalistce młodego pokolenia w dziedzinie judaistyki.
Nie pytaliśmy o przeszłość tych spośród żyjących w Polsce osób pochodzenia żydowskiego, których rodziny być może pochodzą z Wieliczki lub jej okolic, ale które prawdopodobnie nie chciałyby rozmawiać na ten temat. Nie znaleźliśmy poza Wojciechem Kleinem nikogo z Polaków pamiętających wojnę, kto dałby świadectwo najtragiczniejszych wydarzeń końca sierpnia 1942 roku, które rozszerzyłoby materiał uzyskany przez nas w inny sposób.
Nie stworzyliśmy na podstawie zachowanych dokumentów kompletnej mapy byłych nieruchomości należących do Żydów przed wojną i podczas niej. Po pierwsze precyzyjne wykonanie tego zadania byłoby trudne ze względu na ciągłe transakcje kupna-sprzedaży, które miały miejsce także podczas wojny. Po drugie wskazanie na transakcje tego typu, których dokonano podczas wojny, mogłoby postawić ich polskich uczestników w niezręcznej sytuacji, na co w większości wypadków by nie zasługiwali. Delikatność tego zagadnienia ukazuje wypowiedź Nathana Kleinbergera na stronie 349. Po trzecie najważniejsza jest reakcja naszych rozmówców Żydów, kiedy zagadywaliśmy ich o niezamknięte sprawy majątkowe w Polsce. Niezależnie od opinii innych wykazywali oni taką samą daleko posuniętą obojętność wobec majątków, które ich rodziny pozostawiły w Polsce. Obojętności tej towarzyszył raczej brak niechęci wobec tych, którzy być może skorzystali z tych okazji. Jeśli mówić o jakichkolwiek nielicznych śladach braku wyrozumiałości ze strony naszych rozmówców, to odzywał się on raczej podczas wspominania jawnych aktów wrogości, jakich doznawali ze strony Polaków, kiedy tu mieszkali. Jednak od razu wszyscy oni dodawali, że ich kontakty z Polakami bynajmniej nie składały się wyłącznie z takich zdarzeń.
Materiały, które zamieszczamy, pochodzą w większości od Żydów i wyrażają ich punkt widzenia – jeśli w ogóle można mówić o takim zjawisku ze względu na narodowość. Z pewnością całości dopełniłoby więcej wypowiedzi Polaków stykających się kiedyś z Żydami Wieliczki i Klasna. Długo po wojnie, ale kiedy jeszcze żyły odpowiednie osoby, Alicja Małeta z Muzeum Etnograficznego w Krakowie zrobiła wywiady na ten temat; korzystała z nich w swojej pracy dr Anna Jakimyszyn. Nie powtórzyliśmy dziś podobnego przedsięwzięcia ze względu na zacierający pamięć upływ czasu, malejącą wciąż liczbę świadków oraz nieszczególną chęć do rozmów na ten temat u części z tych, do których się zwróciliśmy.
Książkę tę wydajemy po polsku, a być może więcej czytelników znalazłaby ona w wersji angielskiej. W różnych krajach świata żyje kilkaset, jeśli nie więcej, osób należących do kilku generacji potomków Żydów wielickich i klaśnieńskich. Tylko niektórzy z nich, i to spośród najstarszego pokolenia, mówią po polsku, choć już niekoniecznie czytają. Jedną z wielu miłych niespodzianek, które nas spotkały podczas wizyty w Izraelu, było to, że Izraelczycy, przynajmniej ci o polskich korzeniach, mają w domach dużo książek, czytają je i o nich rozmawiają. Tradycyjne przywiązanie przedstawicieli narodu żydowskiego do świętych ksiąg przeszło w ich podejście do książek. Nie zniknął w Izraelu duch prowadzącej gospodę Żydówki, trwożącej się o księgę, którą widzi w rękach „sztukmistrza z Lublina”, pół-Żyda, udającego akurat Polaka. Jeśli warto poświęcić komuś niekomercyjną książkę antologiczną, to właśnie Żydom.

Podziękowania
Książka ta nie powstałaby, gdyby nie pomoc i wkład wielu osób prywatnych oraz instytucji. Wiele z nich współpracowało z nami już przy powstawaniu Wieliczan na opisanych fotografiach. Wszystkim serdecznie dziękujemy.
Profesor Uri Shmueli w wieku młodzieńczym ocalał z Zagłady w Wieliczce. Mieszka i pracuje w Izraelu. Jest współautorem i współtłumaczem niniejszej antologii. Przez cały okres prac nad nią był w stałym kontakcie z naszą redakcją. Oddał do druku własne teksty. Przetłumaczył wybrane przez siebie teksty hebrajskie. Miał wpływ na zawartość książki. Był naszym konsultantem w kwestii znaczenia słów hebrajskich, kultury i obrzędów żydowskich. Pomógł nam dotrzeć do wielu osób mieszkających w Izraelu i innych krajach, którym rekomendował nasz projekt i które wiele do niego wniosły. Odnalazł wnuczki Moszego Klinghofera i skontaktował się z nimi. Zdobył skany zdjęć wielickich Żydów z 1902 i 1915 roku. Nie rezygnował w trudnych momentach. Zachęcał nas w różny sposób, na przykład słowami: „To co robicie my nazywamy po hebrajsku «świętą pracą». Jeżeli mogę być w tym pomocnym, zrobię to bardzo chętnie i bezinteresownie!”. Podjął się wielu niezbędnych czynności technicznych i organizacyjnych, których wykonanie w Polsce byłoby trudne lub niemożliwe. Przyjął nas życzliwie w swoim kraju, cierpliwie tłumaczył meandry stosunków żydowsko-polskich, uprzejmie pokazywał, jak funkcjonuje państwo izraelskie, oprowadzał po nim, pomagał w wielu różnych sytuacjach. Jest jednym z zaangażowanych inicjatorów upamiętnienia w postaci tablicy wydarzeń w Wieliczce z 27 sierpnia 1942 roku, przez które osobiście przeszedł.
W wielu wymienionych wyżej czynnościach profesorowi Shmueli pomagała Magda Leuchter. Bez jej zaangażowania pomoc pana Uriego miałaby prawdopodobnie skromniejszy wymiar. Bez jej życzliwości i gościnności nasz pobyt w Izraelu byłby uboższy.
Sędzia Nathan Kleinberger po tym, jak przeczytał Wieliczan na opisanych fotografiach, zatelefonował do nas, żeby powiedzieć, że chciałby nas poznać osobiście, ale to my musimy przyjechać do niego, ponieważ on z pewnością nie będzie mógł się udać do nas. Gdyby nie te słowa nie pojechalibyśmy do Izraela po ponad dwóch latach od ich wypowiedzenia. Nasze dwa spotkania w domu pochodzącej z Oświęcimia Heli i wieliczanina Nathana Kleinbergerów były pełne wzruszeń. Widać to w zamieszczonych w naszej antologii wypowiedziach państwa Kleinbergerów. Angażowali się oni także w ostateczną redakcję tekstów opartych na ich wspomnieniach. To u nich w domu zobaczyliśmy wyraźnie, czym jest przejście godności Żyda polskiego w godność Żyda izraelskiego. Brak obu rąk i jednego oka oraz bardzo osłabione drugie oko i słuch nie przeszkodziły Nathanowi Kleinbergerowi w ukazaniu nam serdecznego i rozentuzjazmowanego ducha kogoś, kto zaczął normalne życie rodzinne i zawodowe oraz zrobił poważną karierę po tym, jak przeżył w dzieciństwie i młodości śmierć ojca, rozstanie z matką i młodszym rodzeństwem wywożonymi jawnie na śmierć, kilka obozów niemieckich, śmierć ukochanego brata, który nieraz uratował mu życie, czynny udział na froncie wojny izraelsko-arabskiej, wreszcie tak duże okaleczenie. Wiele łatwiej w życiu nie było i nadal nie jest jego żonie Heli, która zdaje się być osobą podobnego usposobienia i hartu ducha. Wypowiedzi Nathana Kleinbergera należą do jednych z najważniejszych w książce ze względu na ich ładunek emocjonalny i niezwykłość jego losów. Pan Nathan, wraz z panem Urim Shmuelim, konsultował z nami treść napisu na wspomnianą wcześniej tablicę. Ustalili wspólnie, że umieszczenie na niej nazwisk ich oraz dwóch innych osób jako „ocalałych z Zagłady wielickiej” obok podpisu „wieliczanie”, co im proponowaliśmy, byłoby zbyteczne, ponieważ „mieli po prostu szczęście, że zostali przy życiu”.
Gościnność domu Kleinbergerów przechodziła płynnie w gościnność domu ich córki i jej męża oraz syna tych pierwszych. Miriam Kleinberger-Attar i jej mąż Ron Attar pomogli także w kontaktach z ojcem, przy wymianie mailowej, w zdobywaniu informacji do opisów zdjęć, a także skanowaniu zdjęć rodzinnych. Rami Ben-Nathan, syn państwa Kleinbergerów, podjął się wytłumaczenia nam skomplikowanego stosunku jego pokolenia do Polski i do Polaków.
Dom Izaaka i Zofii Birnbaumów w Hajfie to polski dom Żydów przeniesiony z Polski do Izraela. Po przestąpieniu jego progów poczuliśmy się jak u siebie, tyle że urodzeni wcześniej o lat więcej, niż sobie liczymy. Przedwojenna gościnność, serdeczność, szyk, nienaganna polszczyzna, ujmująca bezpośredniość, ciągle zastawiony stół. Wbrew prawom biologii ta para dziewięćdziesięciolatków pomogła nam w pracy nad książką tyle, co sześciu innych trzydziestolatków. Po pierwszych sześciu godzinach wywiadu nagrywanego na wideo pan Izaak dopiero się rozkręcił. Doskonale rozumiał, że pewne rzeczy powie albo on, albo nikt, albo teraz, albo nigdy. Dzięki tej sympatycznej parze potrafiącej rzewnie wspominać Polskę, choć niekoniecznie stosunek Polaków do nich, uzyskaliśmy wywiady nagrywane w ciągu dwóch dni, archiwalne zdjęcia, nowe namiary na kolejnych potomków byłych wieliczan, a także możliwość konsultacji telefonicznych z nimi, w tym ustaleń redakcyjnych do tekstów. „Przywileju doświadczenia Zagłady”, jak powiedziałby Isaac Singer, pan Izaak Birnbaum dostąpił, a pani Zofia się o niego otarła.
Życzliwość i chęć pomocy córki państwa Binbaumów, Ruth Hoffman nie odstawała od wzoru wyznaczonego przez jej rodziców. W naszych kontaktach mailowych z jej rodzicami pomagała z przerwami przez cztery lata. Chętnie sama rozmawiała przez telefon, posługując się bardzo dobrą polszczyzną. Podjęła się wszystkich czynności technicznych w związku z udziałem jej rodziców w naszym przedsięwzięciu.
Dom Marii Perlberger-Shmuel w Hajfie to polski dom przeniesiony z Polski do Izraela. Można w nim buszować po bogatym księgozbiorze – w dużej części polskim. Pani Maria mówi w tym języku tak, jakby nigdy nie wyemigrowała. Znajomością różnych kruczków językowych mogłaby zawstydzić niejednego Polaka w kraju. Doskonała znajomość polszczyzny pozwala jej być tłumaczką książek napisanych po hebrajsku . Pani Maria opisała ostatnie dni sierpnia 1942 roku w Wieliczce widziane oczami dziecka. Zły los targował się z lepszym losem o jej dziewięcioletnie życie dosłownie do ostatniej godziny o poranku w dniu akcji. Oprócz przyjemności i satysfakcji z poznania tak interesującej osoby zawdzięczamy jej wiele innych rzeczy. Cenne literackie teksty. Kilka unikalnych starych zdjęć. Jedno z nich, znajdujące się również w posiadaniu jej kuzynek, wnuczek Moszego Klinghofera, przedstawia dżentelmenów wielickich z cylindrami na głowach, co prawdopodobnie otwiera nowy rozdział w historii fotografii wielickiej. Pani Maria umożliwiła nam również wgląd w osobistą korespondencję wojenną i powojenną. Wskazała na wielickie wspomnienia Janiny Ekier zawarte w Ustnej harmonijce .
Orna i Tal Azar, córka i zięć Marii Perlberger-Shmuel, udostępnili do opracowania drzewo genealogiczne rodziny Perlbergerów z Wieliczki.
Anna Oganesov jest córką jedynaczką Poli i Szymona Schnurów, którzy po wojnie żyli w Wieliczce. To dzięki niej poznaliśmy Celinę Tadanier, która opowiedziała o nas Romanowi Leatonowi, ten z kolei polecił nas byłym wieliczanom mieszkającym w Izraelu. Pani Anna udostępniła nam skany zdjęć i inne materiały rodzinne. Pomogła rozpoznać osoby na fotografiach. Konsultowała tekst autorstwa Marii Gawędy o swojej rodzinie. Ciekawie opowiadała o swoich rodzicach i ich powojennym życiu w Wieliczce. Współpracowała przy formalnych staraniach o tablicę upamiętniającą Zagładę. Zgodziła się na użyczenie ściany budynku w Rynku Górnym 7, gdzie tablica zawiśnie.
Dobrym duchem naszych prac nad historiami Żydów wielickich jest od początku Roman Leaton (wcześniej: Roman Licht). To on wskazał nam większość wieliczan pochodzenia żydowskiego i zapoznał nas z nimi. Opowiedział nam o swoich niezwykłych losach. Mimo że ocalał z Zagłady, jest zdania, że los niektórych innych ocalałych wieliczan jest ważniejszy niż jego. Pan Roman udzielił nam tylu wywiadów telefonicznych, o ile go prosiliśmy. Autoryzował także tekst o Celinie Tadanier (z domu Lax) po jej śmierci. Pomógł w opisywaniu fotografii.
Zachowujemy sympatyczną i wdzięczną pamięć o Celinie Tadanier, zmarłej w Krakowie w dniu 6 lipca 2011 roku w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat. Jest jedną z najważniejszych bohaterek Wieliczan na opisanych fotografiach. W ciągu ostatnich dekad była raczej jedyną Żydówką z Wieliczki mieszkającą na pobliskim krakowskim Kazimierzu, utożsamiającą się w pełni i jawnie ze światem, w którym wyrosła. Dzięki temu czuliśmy się u niej w domu jak przeniesieni w świat przedwojennej żydowskiej Wieliczki, podobnie jak w domu państwa Birnbaumów. Dużo jej zawdzięczamy, od kiedy w 2008 roku zajęliśmy się wieliczanami i wielickimi Żydami. Wypożyczyła nam swój bezcenny album z przedwojennymi zdjęciami rodzinnymi i zgodziła się na publikację jego zawartości bez ograniczeń. Sporo nam opowiedziała o dawnych czasach. Pozowała do zdjęć. Polubiła nas, a my ją. Utrzymywaliśmy z nią kontakt do końca.
Alfred Lax zachował dobrą pamięć o minionych czasach mimo przekroczonej dziewięćdziesiątki i zmiany otoczenia na australijskie dziesiątki lat temu. Historia jego ocalenia z akcji w Wieliczce i późniejszego życia wojennego jest tak niezwykła, że byłaby wiarygodna nawet bez poświadczających ją dokumentów, a właściciel ma ich sporo. Stał się on w czasie wojny bardziej skutecznym Odyseuszem niż heroicznym Achillesem. Pan Alfred zgodził się na tłumaczenie i publikację fragmentów swoich wspomnień. Chętnie udzielał wywiadów telefonicznych, rozmawiając po polsku, osobiście korespondował mailowo, przesłał skany zdjęć i podczas rozmów opisał ich zawartość, pomógł w rozpoznaniu na fotografiach niektórych osób żyjących dawno temu w Wieliczce.
Józef Rozewicz spędził w Wieliczce dziewięć pierwszych lat życia. Zgodził się na opublikowanie części swoich wspomnień dotyczących Wieliczki, zawartych w książce Wszystko zależy od przypadku. Chętnie z nami korespondował. Udostępnił fotografie rodzinne, wskazał na artykuły prasowe o swoim wuju dr. inż. Izaaku Rosenzweigu i swoim bracie dr. inż. Zygmuncie Rozewiczu.

Zainteresowanie naszym przedsięwzięciem okazała także Alfreda Künstler, do której dotarliśmy za pośrednictwem Romana Leatona. Udzieliła wywiadów telefonicznych. Użyczyła fotografii rodzinnych z Wieliczki, opisała uwiecznione na nich osoby i zgodziła się na ich publikację. Konsultowała tekst nagranego z nią wywiadu.

Z Nathanem Gutmanem nawiązaliśmy kontakt dość późno. Umożliwił nam to prof. Uri Shmueli. Pan Nathan udostępnił swoje spisane wspomnienia i zgodził się na ich tłumaczenie oraz publikację. Zechciał także uzupełnić wspomnienia o wątki, na które wskazaliśmy. Przekazał nam kopię zdjęcia zrobionego podczas jego pobytu w Wieliczce podczas wojny.

Dr Jack Wimmer przeżył Zagładę, po czym osiągnął bardzo dużo w konkurencyjnym świecie zachodnim. Mimo zbliżającej się dziewięćdziesiątki i terminarza wypełnionego po brzegi chętnie z nami współpracował, to odpowiadając pisemnie na pytania związane ze swoim życiem, to rozmawiając telefoniczne. Przesłał także do naszej redakcji kopie zdjęć oraz swoich zeznań spisanych przez jego wnuka Daniela Schlossa, które w 1991 roku złożył w Ambasadzie Niemieckiej w Nowym Jorku podczas procesu przeciwko Josephowi Schwammbergerowi.
Larry Zellner, szczęśliwie mieszkający z żoną Anną od lat również w Nowym Jorku, bardzo życzliwie ustosunkował się do naszego projektu. Opowiedział podczas kilkugodzinnego wywiadu telefonicznego historię swego życia i udostępnił za pośrednictwem syna Jamesa Zellnera skany zdjęć i dokumentów.
Nica Dekel i Ilana Zohar są wnuczkami wspominanego wielokrotnie wcześniej Moszego Klinghofera. Udostępniły nam kilka z najstarszych zdjęć wielickich ukazujących rodziny Klinghoferów i Perlbergerów, jednocześnie przekazując nazwiska zapamiętanych osób. Podały także kluczowe daty z życia dziadków i ich potomków.
Henryk Schönker jest autorem książki zatytułowanej Dotknięcie anioła , która zyskała spory rozgłos. Jej część poświęcona wojennemu pobytowi autora z rodziną w przywielickim Klaśnie jest bardzo ważna dla całości. Tytułowy anioł dotknął rodziny podczas ucieczki z Wieliczki, kiedy zaczął się dla nich straszny czas. Szanowny autor pozwolił przedrukować fragmenty swojej książki dotyczące właśnie okresu wielickiego.

Tova Aran-Friedman przychyliła się do opublikowania fragmentów pracy Justyny Kutrzeby, o której jest mowa dalej, i uzupełniła je o kolejne detale. Zgodziła się także na zamieszczenie fotografii dawnej cegielni i młyna należących niegdyś do rodziny Friedmanów.
Neil Kaplan z własnej inicjatywy nawiązał kontakt z naszą redakcją, po czym bezinteresownie podjął się trudu zeskanowania i przesłania zdjęcia i dokumentów dotyczących Izaaka Schreibera. Dowiedział się, że szukamy materiałów o Żydach z Wieliczki, a na dokumentach, które posiadał, widniała właśnie taka nazwa – więc postanowił się nimi podzielić, mimo że nie znał wskazywanej osoby.
Antologia Żydzi Wieliczki i Klasna byłaby znacznie skromniejsza, gdyby pozbawić ją wkładu osób mieszkających w Polsce.

Bez zaangażowania członkini naszego zespołu Anny Krzeczkowskiej w prace redakcyjne, tłumaczenia z języka angielskiego, kwerendy, wywiady, korespondencję, spotkania i mnóstwo innych rzeczy, książka ta by nie powstała. Bez entuzjastycznego wsparcia i wytężonej redaktorskiej współpracy ze strony Karoliny Wałaszek, na co dzień redaktorki w Wydawnictwie Austeria, książka ta nie nabrałaby odpowiedniego kształtu przed symboliczną datą 27 sierpnia 2012 roku, kiedy przypada siedemdziesiąta rocznica Zagłady Żydów wielickich. Karolinie Wałaszek powierzyliśmy również całą oprawę graficzną książki. Nawiązaliśmy z nią współpracę dzięki Wojciechowi Ornatowi z Wydawnictwa Austeria. Pan Wojciech sekunduje naszemu zaangażowaniu w upamiętnianie Żydów wielickich już od wydania przez nas Wieliczan. Książka ta znalazłaby, jego zdaniem, więcej czytelników, gdybyśmy ją wydali w języku angielskim.
Obróbkę i przygotowanie fotografii do druku oddaliśmy w ręce współpracujących z nami od kilku lat: Katarzyny Wojtygi, Joanny Szumiec i Krzysztofa Radoszka z Magister Lemur S.C. O adiustację i korektę tekstów poprosiliśmy obecną z nami przy większości publikacji Justynę Rojek. Otrzymaliśmy od niej także wsparcie i pomoc korektorską przy redagowaniu treści napisu na tablicę upamiętniającą wspomnianą rocznicę.
Dr Anna Jakimyszyn jest autorką monografii historycznej o Żydach wielickich obejmującej lata 1900–1939. Tekst znalazł się w książce w całości. Maria Gawęda napisała barwne wspomnienie o rodzinie Schnurów, w którym przy okazji przywołuje to, co z atmosfery żydowskiej pozostało po wojnie w Wieliczce. Przekazała również do publikacji zdjęcia z Rynku Górnego. Justyna Kutrzeba napisała pracę magisterską o wielickiej rodzinie Friedmanów, wykorzystujemy fragmenty tego tekstu. Dr hab. Tomasz Sikora przetłumaczył większość tekstów hebrajskich zamieszczonych w The Jewish Community of Wieliczka, które postanowiliśmy przedrukować.
Wojciech Klein mieszkał w Wieliczce w czasie okołowojennym. Wskazali go nam jego wieliccy krewni Dorota i Piotr Dymkowie. Pan Wojciech zdał relację z tego, co pamiętał, ze szczególnym uwzględnieniem Żydów żyjących w miasteczku. Udostępnił nam zdjęcia z własnych zbiorów. Pomógł także, wspólnie z Marianem Żyznowskim, w odtworzeniu mapy zapamiętanych miejsc w okolicy Dolnego i Górnego Rynku. Marian Żyznowski dodał także kilka wspomnień, których nie ma w Wieliczanach na opisanych fotografiach. Panowie Wojciech i Marian odbyli kilkugodzinny spacer z Urszulą Żyznowską po Wieliczce, wskazując związane z Żydami miejsca, lokale sklepowe, domy i opowiadając o ich zwyczajach i powiedzonkach przed 1939 rokiem, podczas wojny oraz po wyzwoleniu.
Maria Gromek, ilustratorka, naniosła zarówno wymienione powyżej, jak i klaśnieńskie obiekty na odpowiednie fragmenty planu miasta. Zamieszczamy je na wyklejkach do książki.
Leszek Hońdo opracował szkic o cmentarzu żydowskim w Grabówkach jeszcze do monografii Sierczy, wydanej przez nasze wydawnictwo w roku 2005. Na potrzeby niniejszej książki uzupełnił go o dodatkowe zdjęcia i opisy macew. Janina Sejdak udzieliła wywiadu na temat przeżyć swoich i rodziny związanych z ukrywaniem Izaaka Birnbauma, Frydy Katz i Dzidka Alstera oraz przekazała zdjęcia. Jan Jabłoński zgodził się na powtórną publikację swoich wspomnień poświęconych obozowi pracy w kopalni soli w Wieliczce, gdzie przebywał w 1944 roku. Eleonora Drożdż poświeciła czas na dwugodzinną rozmowę, która posłużyła do zredagowania wspomnienia o rodzinie Horowitzów.
Andrzej Gaczoł wspomaga nasze wydawnictwo przy każdej książce dotyczącej Wieliczki lub okolic swoją wiedzą, zbiorami, czasem, zaangażowaniem. Tym razem pomógł przywołać stare nazwy ulic, służył wielickimi szczegółami topograficznymi, sprawdził część tekstów pod tym kątem, udostępnił do publikacji unikalne zdjęcia Wieliczki oraz plan orientacyjny miasta z 1939 roku. Podzielił się także materiałami dotyczącymi swojej mamy i ukrywającej się u niej podczas wojny rodziny Küchlerów.
Przytaczany i wspomniany wcześniej Henryk Ostrowski rozjaśnił dzieje trzech nieruchomości własności niegdyś żydowskiej, przyczynił się także do powstania innych kwerend, brał udział w wywiadach, zdobył mapę Wieliczki z 1944 roku, pomógł w pracach przygotowawczych przy tablicy poświęconej Zagładzie wielickich Żydów.
Szczepan Stanek wsparł nas w ustalaniu faktów dotyczących wspomnianych trzech nieruchomości na podstawie materiałów archiwalnych urzędu miasta, ksiąg wieczystych i zasobów geodezyjnych starostwa.
Jadwiga Duda przyczynia się do zachowania dla potomnych historii Wieliczki i okolic. Od początku wspiera nasze projekty. Okazała żywe zainteresowanie tematem wielickich Żydów. Poświęciła mu sesję Stowarzyszenia „Klub Przyjaciół Wieliczki”. Przekazała nam kontakty do wielu pomocnych osób. Poparła inicjatywę utworzenia tablicy, o której mowa wyżej.
Rodzeństwo Krystyna Forssander i Kazimierz Kozik spędzili w Wieliczce dzieciństwo i młodość. Dzięki temu przysłużyli się niniejszej antologii opowieścią o szczegółach powojennego życia w mieście, które mogły być znane tylko miejscowym dzieciom i młodzieży.
Tadeusz Jakubowicz, przewodniczący Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Krakowie, nakreślił obecną sytuację nieruchomości wielickich należących do Gminy i wskazał na nowy dla nas kontakt wśród wielickich Żydów – Larrego Zellnera. Gerard Piasecki wyraził zgodę na opublikowanie grafik Ryszarda Aptego. Andrzej Kasprzyk użyczył zdjęć oraz dokumentów odziedziczonych po swoim ojcu, Stanisławie. Zofia Starma udostępniła zdjęcia i dokumenty dotyczące Celiny Sobel oraz rodzeństwa Amalii i Zygmunta Gelbandów, podzieliła się także wieloma spostrzeżeniami na temat życia Żydów w Wieliczce. Barbara Sosin użyczyła zdjęcia saliny, które wykonał jej ojciec Klemens. Marek Sosenko zgodził się na opublikowane w naszej książce pocztówek z Dolnego i Górnego Rynku. Krzysztof Widomski udostępnił zdjęcie z budowy kolektora kanalizacyjnego w mieście. Maria Łuszczkiewicz wyraziła zgodę na publikację widoków wielickich ulic i panoramy miasta. Jakub Wierzchowski, młody fotograf, o wschodzie słońca udał się na cmentarz żydowski w Grabówkach, by fotografować macewy; wykorzystujemy jedno ze zrobionych wtedy zdjęć. Aldona Pikul dokonała błyskawicznych transkrypcji wielogodzinnych wywiadów nagranych w Izraelu i w Polsce oraz rozmów telefonicznych.
Życzliwie przysłużyli się naszemu projektowi, poświęcając czas na rozmowę z nami, dzieląc się wspomnieniami, uzupełniając szczegóły – Maria Porąbka, Kazimierz Ścigalski, Adam Pietras, Yocheved Isbih.
Uzyskaliśmy także pomoc i wsparcie od wielu osób pracujących w różnych organizacjach i instytucjach.
Urząd Miasta i Gminy Wieliczka w osobach burmistrza Artura Kozioła i wiceburmistrz Urszuli Ruseckiej poparli ideę książki osobiście – i w pośredni sposób – urzędowo. Zgodzili się także w imieniu Urzędu ufundować tablicę poświęconą Zagładzie Żydów wielickich. Agnieszka Szczepaniak, pracująca w Wydziale Kultury i Turystyki tegoż Urzędu, poparła nasze przedsięwzięcie.
W Żydowskim Instytucie Historycznym Agnieszka Reszka, kierownik Archiwum, udostępniła kopie unikalnych dokumentów, Jan Jagielski, kierownik archiwum fotografii, przekazał cyfrowe kopie zdjęć, prof. Paweł Śpiewak udzielił zgody na publikację materiałów. Instytut okazał się znakomicie zorganizowany. Zatrudnia on ludzi chętnych do szybkiej, profesjonalnej współpracy oraz do udostępniania zbiorów.
W Muzeum Historii Żydów Polskich Joanna Fikus, program manager, pomogła w udostępnieniu dokumentów i zdjęć o Żydach wielickich, między innymi dotyczących Salomei Gemrot. Spotkaliśmy się tam z miłą atmosferą i inicjatywą we współpracy.
W Centropie Edward Serotta brał udział w udostępnieniu dokumentów i zdjęć poświęconych rodzinie Horowitzów. Obsłużono nas tam chętnie, sympatycznie i szybko. Ich idea zbierania świadectw – łącznie ze zdjęciami i drzewami genealogicznymi – i zamieszczania ich w internetowej bazie danych zasługuje na uznanie.
W Wirtualnym Sztetlu wyrażono zgodę na publikację przez nas niektórych zdjęć z ich zbiorów, wskazano także instytucje dysponujące zdjęciami na interesujący nas temat. Jan Grądzki skontaktował się także z właścicielami zdjęć, by wyrazili zgodę na ich publikację. Wszystko odbyło się szybko i bez problemów.
W Archiwum Państwowym w Krakowie Tomasz Wroński, kierownik Oddziału III, zgodził się na współpracę z nami, a Bożena Lesiak-Przybył ją prowadziła. Uzyskaliśmy tam materiały przydatne dla naszego projektu.
W Archiwum Państwowym w Poznaniu Krzysztof Stryjkowski udzielił nam zgody na publikację mapy niemieckiej Wieliczki z 1944 roku.
Instytut Pamięci Narodowej okazał się całkowicie przychylny wobec naszych próśb. Paweł Skorut zaangażował się w przekazanie dokumentów i fotografii, pomagał także w kwerendzie.
Agata Chabior-Opidowicz, specjalista ds. prawnych, wyraziła zgodę w imieniu Wydawnictwa Literackiego na przedruk fragmentów wspomnień Natana Grossa, Henryka Voglera i Ireny Bronner. Niestety nie udało się skontaktować nas ze spadkobiercami autorów.
W Wydawnictwie Ośrodek Karta Aleksandra Janiszewska zgodziła się na przedruk fragmentów Dotknięcia Anioła Henryka Schönkera. Hanna Antos z Fundacji Ośrodka Karta przychyliła się do przedruku relacji Jana Jabłońskiego o obozie pracy w kopalni soli. Agnieszka Uścińska, redaktorka tego tekstu, zgodziła się na przedruk i przysłała dodatkowe materiały.
W Fundacji Shalom użyczono nam dwóch zdjęć. Przyczyniła się do tego Gołda Tencer, dyrektor generalny. Korporacja Ha-art reprezentowana przez Piotra Mareckiego udostępniła skany grafik Ryszarda Aptego. Naama Shilo z Jad Waszem przekazała mailem skany zdjęć i zgodziła się na ich publikację. Renata Balewska z Narodowego Archiwum Cyfrowego przesłała nam skany zdjęć Wieliczki do publikacji. Izabela Wanat z Agencji Forum, koordynator współpracy z wydawnictwami, zorganizowała przekazanie zdjęć z kolekcji Tomasza Wiśniewskiego. Alicja Małeta z Muzeum Etnograficznego w Krakowie udostępniła materiały archiwalne dotyczące tego, jak mieszkańcy Wieliczki zapamiętali społeczność żydowską.
***
W książce zatytułowanej Czasami trudno się bronić. Uwarunkowania postaw Żydów podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce Grzegorz Kołacz pisze o tym, że Niemcom udało się zerwać solidarność między Polakami a Żydami, która miała miejsce jeszcze podczas kampanii wrześniowej . Każdy zatem okruch odbudowywania owej solidarności po latach zmniejszy ciągle żywy, jak widać, wpływ ówczesnych Niemców na dzisiejszych Polaków i Żydów, ponieważ on im dobrze nie służy. Nathan Gutman otarł się o Wieliczkę podczas wojny i jest autorem jednej z zamieszczonych tu wypowiedzi. W napisanym po angielsku i przesłanym do naszej redakcji mailu zapytał: „Dlaczego teraz książka o Żydach z Wieliczki? Kogo interesowałoby coś takiego?”. We wstępie do antologii Przeciw antysemityzmowi 1936–2009 Adam Michnik powołuje się na Leona Poliakova, autora fundamentalnej Historii antysemityzmu, który zapytany, dlaczego napisał swoją książkę, odpowiedział: „Chciałem wiedzieć, dlaczego chciano mnie zabić. To była prawie sprawa osobista” . My podobnie do Poliakova potraktowaliśmy osobiście pytanie: „Dlaczego my żyjemy w Wieliczce, a Żydzi nie?”.

Wiesław Żyznowski, Urszula Żyznowska

Brak komentarzy

Napisz komentarz

*