Mieczysław Skulimowski: Zagłada szpitala żydowskiego w Wieliczce w 1942 roku

Nieznana szerszemu ogółowi masowa zagłada chorych, lekarzy i pielęgniarek w szpitalu żydowskim w Wieliczce 26 sierpnia 1942 roku należy do najciemniejszych kart okresu okupacji hitlerowskiej w Polsce. Jakkolwiek masowe mordy popełniane przez hitlerowców na chorych nie były wówczas wcale rzadkością, to sam fakt zorganizowania szpitala tylko dlatego, aby tam ściągnąć jak największą liczbę chorych i lekarzy i aby ich następnie podstępnie zgładzić, stanowi już szczytową formę nowoczesnego zwyrodnienia i zdziczenia ludzi w wieku, który rości sobie pretensje do wyżyn cywilizacji i humanizmu.
Odtworzenie choćby tylko w przybliżeniu chwil, które przeżywali chorzy i załoga szpitala w upalny sierpniowy dzień przed przeszło dwudziestu laty, w przeddzień tzw. całkowitego wysiedlenia Żydów z Wieliczki, nie jest obecnie – jak by się mogło wydawać – proste. Mała liczba naocznych świadków krwawych wydarzeń, brak jakichkolwiek dokumentów, zniekształcenie przeżyć świadków chwilowością obserwacji w atmosferze grozy i terroru oraz duży dystans czasowy nakazują zachować ostrożność przy pierwszej próbie odtworzenia i oceny tych tragicznych momentów. Powyższy opis trzeba traktować jako tymczasowy i niepełny. Dalsze badania historyczne w przyszłości niewątpliwie dopełnią obraz tej zbrodni.
Niniejsza relacja opiera się na fragmencie dziennika z lat okupacji zmarłej przed kilku laty w Wieliczce znanej działaczki socjalistycznej Marii Bill-Bajorkowej (1883–1962), obejmującego okres od 20 do 31 sierpnia 1942 roku i zatytułowanego przez autorkę Wysiedlenie Żydów w Wieliczce . Autorka dziennika, silnie zaangażowana w akcję pomocy Żydom, wiele danych czerpała także bezpośrednio od swego lokatora, dr Zygmunta Landaua, wiceprzewodniczącego wielickiej gminy żydowskiej, oraz od swego przyjaciela doktora Blühbauma. Chociaż zachowany fragment dziennika jest najobszerniejszą dotąd relacją o okolicznościach i przebiegu zagłady szpitala, to jednak w świetle przeprowadzonych badań nie wszystkie zawarte w nim fakty wydają się jasne i pewne.
Zaświadczenie pochodzące z żydowskiego ambulatorium, wydane przez Otmara Reinera 23 grudnia 1941 roku. Dokument został odkryty przypadkowo na odwrocie ogłoszenia o wydawaniu kart żywnościowych z 1946 roku, które wydrukowano na niezapisanym rewersie zaświadczenia.Znacznie mniejszą wartość z uwagi na skromniejszy zasób szczegółów ma wykorzystany tu także dokument Opis zbrodni niemieckich wobec ludności żydowskiej w Wieliczce w okresie od 6 września 1939 roku do końca 1942 roku sporządzony 5 sierpnia 1946 roku przez Żyda wielickiego Michała Zellnera (1889–1959), który przetrwał w ukryciu akcję eksterminacyjną hitlerowców .
Dla uzupełnienia wymienionych źródeł pisanych zebrałem, oprócz własnych wspomnień, relacje od zamieszkałego w Wieliczce naocznego świadka likwidacji szpitala, Józefa Samogyja, obecnie pracownika Spółdzielni Inwalidów „Promień” (w okresie okupacji mieszkał w najbliższym sąsiedztwie szpitala) oraz od ocalałej pielęgniarki szpitala, Cecylii Sobel , lat pięćdziesiąt pięć, również zamieszkałej w Wieliczce. Ponadto wykorzystałem informacje uzyskane od lekarzy wielickich: dr med. Marii Wiązownickiej, dr. med. Mariana Twardosza i znanego działacza społecznego Jana Grzywacza, obecnie pielęgniarza Sanatorium Alergologicznego „Kinga” w Wieliczce.
Żałować należy, że nie dysponujemy żadną relacją przekazaną nam przez osobę najbardziej autorytatywną w tej sprawie, tzn. lekarza z załogi szpitala. Niestety, jak należy sądzić, nie uratował się żaden z lekarzy pracujących w wielickim „szpitalu śmierci”, tak że nadzieja na wierne i pełne odtworzenie bliższych okoliczności towarzyszących zagładzie jest już obecnie bardzo mała.
Na wieść o planach zamknięcia krakowskich Żydów w getcie część z nich podjęła starania (poparte odpowiednią daniną) u generalnego gubernatora Franka. Około pięć tysięcy Żydów otrzymało zezwolenie na zamieszkanie w Wieliczce. Ponad wyznaczony kontyngent przybyło jeszcze czterysta osób. Pod koniec 1941 roku ogólna liczba napływowej ludności żydowskiej w Wieliczce znacznie wzrosła i wynosiła około osiem tysięcy. Warto zaznaczyć, że do tego miasta przybyła w większości inteligencja żydowska, a w szczególności wielu było wybitnych adwokatów i lekarzy. Osiedlenie się tak wielkiej liczby Żydów właśnie w Wieliczce prawdopodobnie wiązało się z nadzieją na przeżycie dzięki podziemnemu labiryntowi kopalni wielickiej, pobliskim górom i lasom, wyjazdowi za któregoś Polaka na roboty do Niemiec czy też wreszcie ucieczce na Węgry.

W sierpniu 1942 roku rozpoczęły się w Generalnej Guberni intensywne przygotowania hitlerowców do eksterminacji ludności żydowskiej. W wyniku zarządzeń policyjnych po 20 sierpnia nastąpiła w Wieliczce koncentracja Żydów z pobliskich miasteczek i wsi tak że ich liczba wzrosła do około jedenastu tysięcy. 15 sierpnia tego roku wielicka Rada Żydowska otrzymała rozkaz ustny od przybyłego z Krakowa referenta do spraw żydowskich, gestapowca Kundego, późniejszego oprawcy chorych, lekarzy i personelu szpitala żydowskiego w getcie krakowskim, zorganizowania w ciągu ośmiu dni komfortowego szpitala na dwieście pięćdziesiąt łóżek .
Społeczeństwo żydowskie z wielką skwapliwością przystąpiło do wykonania tego polecenia. W utworzeniu szpitala upatrywano bowiem powszechnie szansy na stabilizację ówczesnej bardzo niepewnej sytuacji Żydów, a nawet poczytywano je za widomy znak bezpieczeństwa, zwłaszcza że uzyskanie zezwolenia poprzedziły bardzo gorliwe starania ze strony Rady Żydowskiej i złożona wcześniej obfita danina z kosztowności dla żydowskiego komisarza w Wieliczce, Rossiga z Drezna. Niewykluczone, że projekt utworzenia szpitala był świadomą i przemyślaną próbą samoobrony, przedsięwziętą przez przebywających w Wieliczce wielu wybitnych lekarzy żydowskich z pobliskiego Krakowa.
Na szpital wybrano zabudowania chederu i żydowskiego domu ubogich, położone przy ulicy Szpunara. Do opróżnienia budynków została użyta znajdująca się w dyspozycji kahału policja żydowska, która wobec ogromnego przeludnienia miasta wyrzuciła ich mieszkańców dosłownie na bruk. Bardzo szybko został przeprowadzony konieczny remont zabudowań, a pomieszczenia dużym nakładem sił i środków społeczeństwa żydowskiego zostały urządzone i wyposażone zgodnie z ówczesnymi wymogami lecznictwa szpitalnego.
Wyniki badania płuc Izaaka Schreibera, Wieliczka 1942 rok. Teraz tylko niecierpliwie oczekiwano na zezwolenie otwarcia szpitala i przyjmowania chorych. Zaczęły się bowiem szerzyć pogłoski, że dzieci do lat dziesięciu i starcy są mordowani, a dorośli wywożeni w nieznane, gdzie ginie po nich wszelki ślad. Wielu więc, nawet zdrowych, liczyło na przyjęcie do szpitala w charakterze pacjentów lub personelu pomocniczego, uznawano bowiem za pewne, że szpital będzie upragnioną oazą spokoju i bezpieczeństwa. W przeświadczeniu tym utwierdzało wielu jeszcze i to, że według ogólnoludzkiego prawa zwyczajowego i pisanego szpitale jako instytucje o charakterze humanitarnym i charytatywnym były w czasie wojny zawsze chronione, a nawet otaczane opieką przez wszystkie cywilizowane narody.
Tymczasem wskutek apelów nadawanych przez polskie tajne radiostacje wielu bogatych i postępowych Żydów zaczęło masowo uciekać na większe obszary leśne położone na południe od Wieliczki. Wielu z nich przypłaciło te próby życiem. Biedni w większości z pokorą oczekiwali spełnienia się wyznaczonego im losu, zgodnie zresztą z poleceniami mającymi płynąć z miejscowego rabinatu. Z biednych też głównie składał się przyszły stan chorych.
Po orzeczeniu przez komisję niemiecką z Krakowa z referentem do spraw żydowskich Heinrichem na czele, że szpital spełnia podstawowe wymagania sanitarne, został on otwarty 24 sierpnia w godzinach południowych. Każdy z przyjętych chorych wpłacał pewną sumę pieniężną oraz mógł posiadać fundusz osobisty wraz z podręcznym majątkiem, który stanowił zazwyczaj mniejszy lub większy zasób kosztowności. Ogółem przyjęto do szpitala stu trzynastu chorych.
25 sierpnia do żandarmerii niemieckiej, położonego w willowej dzielnicy miasta, Lekarce, zajechały dwa wypełnione gestapowcami autobusy. Mówili oni biegle po polsku i, by zatrzeć ślady oraz wprowadzić w błąd ewentualnych świadków, byli przebrani w mundury Wehrmachtu i tzw. polskiej policji granatowej. Była to ekspedycja pacyfikacyjna, złożona ze specjalnie przeszkolonych esesmanów. Żandarmeria niemiecka spełniała jedynie funkcję pomocniczą, z tym że „gospodarzem” całej akcji został komendant posterunku wielickiego, Wagner.
Nazajutrz, tj. 26 sierpnia, rozeszła się lotem błyskawicy wiadomość, że nie będzie w Wieliczce ani getta, ani szpitala, a także zorganizowanych przez społeczeństwo żydowskie warsztatów pracujących na potrzeby armii niemieckiej, i że wszyscy Żydzi mają zostać wysiedleni z Wieliczki. Jeszcze o dziesiątej przed południem tego dnia przyjmowano dodatkowo chorych do szpitala, a o dwunastej po niespełna trzech dniach funkcjonowania szpital został zamknięty. Żandarmeria niemiecka powiadomiła telefonicznie Radę Żydowską, że od tej chwili wszystkich Żydów traktuje się jako wyjętych spod prawa i podlegających wyłącznie rozkazom gestapo.
W samo południe przed szpital zajechały dwa duże otwarte samochody ciężarowe z kilkunastoosobową podpitą załogą, złożoną z członków Baudienstu. Po zamknięciu ulicy przez kordon esesmanów z ekspedycji nakazano chorym wejść do samochodów, co niektórzy wykonali z wielkim trudem. Dla uśpienia czujności chorych hitlerowcy rozpuścili pogłoskę, że wszyscy zostaną przeniesieni do szpitala w getcie krakowskim. Niektórzy ucieszyli się nawet tą wiadomością. Jedna z dwóch załadowanych chorymi ciężarówek odjechała, ale zamiast drogą na zachód, do Krakowa, pojechała w przeciwnym kierunku, do Niepołomic. Drugi samochód, napełniony chorymi, oczekiwał tymczasem przed zabudowaniami szpitala. Chorzy wystawieni na bezpośrednie działanie promieni słonecznych w upalny i parny dzień oczekiwali około dwóch godzin na powrót próżnego już samochodu. Esesmani nakazali wówczas przenieść się szybko na przybyły właśnie samochód. Gdy osłabieni chorzy nie mogli temu podołać, esesmani brutalnie przerzucali ich do podstawionej ciężarówki. Przeładowany stłoczonymi i duszącymi się chorymi samochód odjechał szybko, również w stronę Niepołomic.
Oburzeni takim traktowaniem chorych lekarze i pielęgniarki szpitala zebrali się po południu tego samego dnia w sali kahału przy ul. Seraf 11 i wyrazili ostry protest. Wkrótce jednak budynek został otoczony przez gestapowców. Po sprawdzeniu przez esesmanów listy lekarzy i sanitariuszek okazało się, że nie było wszystkich. Rozesłano wtedy gońców żydowskich do domów z wezwaniem, aby pod karą śmierci nieobecni natychmiast stawili się w siedzibie kahału. Niektórzy się nie zgłosili. Zaraz też podjechało przed budynek kryte auto policyjne i wszyscy uczestnicy zebrania protestacyjnego również zostali wywiezieni w kierunku Niepołomic. Wieczorem wstrząsnęła miastem przekazywana w wielkiej tajemnicy wiadomość, wprost niewiarygodna, że wszyscy chorzy, a następnie lekarze i pielęgniarki zostali wymordowani w Puszczy Niepołomickiej strzałem w kark i pochowani w masowych grobach przygotowanych już wcześniej przez Baudienst.
Nazajutrz, w dzień tak zwanego wysiedlenia Żydów z Wieliczki, tj. 27 sierpnia, w tym samym miejscu zamordowano kilkaset osób. Miejsce to nosi nazwę Kozia Górka. Ogółem zastrzelono tu przeszło siedmiuset Żydów przywiezionych z Wieliczki, a pochodzących z Krakowa, Wieliczki, Dobczyc, Gdowa, Mogiły i Niepołomic.
Z tej liczby ustalono nazwiska osiemdziesięciu sześciu ofiar. Na szczególną trudność, ze względu na brak jakichkolwiek dokumentów, napotyka ułożenie choćby prowizorycznego wykazu zamordowanych lekarzy i pielęgniarek.
Przeprowadzone badania pozwoliły tylko na niezadowalające stwierdzenie, że niektórzy znani z nazwiska lekarze żydowscy przebywali wówczas w Wieliczce, być może więc byli wówczas w szpitalu. To, że od chwili likwidacji szpitala ślad po nich zaginął, może przemawiać za tym, że zostali zamordowani w Puszczy Niepołomickiej.
I tak do ofiar eksterminacji hitlerowskiej należą prawdopodobnie następujący lekarze przebywający wówczas w Wieliczce:
dr Otmar Reiner (ur. w 1895 roku, dyplom w 1921 roku, internista z Krakowa, żydowski lekarz dziecięcy w Wieliczce),
dr Amalia z Rubinsteinów Jurkiewiczowa (ur. w 1892 roku, dyplom w 1916 roku, z Krakowa),
dr Maurycy Steinberg (ur. w 1897 roku, dyplom w 1926 roku, lekarz ogólny z Krakowa) lub dr Leon Steinberg (ur. w 1902 roku, dyplom w 1927 roku, ginekolog-położnik z Krakowa),
dr Leon Hirsch (ur. w 1899 roku, dyplom w 1925 roku, dermatolog z Krakowa),
dr Mendel Fischer (ur. w 1894 roku, dyplom w 1925 roku, lekarz ogólny ze Żmigrodu Nowego, powiat Jasło),
dr Mojżesz Maurycy Süsser (ur. w 1892 roku, dyplom w 1925 roku, internista z Krakowa),
dr Chaim Hillstein (ur. w 1876 roku, dyplom w 1904 roku, internista z Krakowa),
dr Dawid Gottlieb (ur. w 1893 roku, dyplom w 1921 roku, internista z Krakowa) lub dr Izydor Gottlieb (ur. w 1905 roku, dyplom w 1931 roku, lekarz ogólny z Krakowa),
dr Ida Strauchen (ginekolog),
dr Fajgle Weinberger (lekarz dentysta z Wieliczki).

Powyższa lista nie jest pełna, nie obejmuje też zupełnie personelu pielęgniarskiego. Niewątpliwie dalsze badania nad tą jedną z najbardziej ponurych kart okupacji hitlerowskiej w Wieliczce przyniosą pełniejsze oświetlenie okoliczności zagłady szpitala zorganizowanego jedynie po to, aby łatwiej zwabić chorych i lekarzy w celu bestialskiego ich wymordowania.