Kazimierz Gurgul. Korespondencja z Janiną. Węgry – Wieliczka
oprac. M. Gurgul, J. Czernin

Wieliczka, 26.X.1939
Najukochańszy, najdroższy, mój jedyny Kaziku!

List Twój ogromnie mnie ucieszył i choć starałam się zapanować nad sobą, to wiele łez niepokornych zamazało Twoje kochane literki. Tyle różnych wiadomości przez te, krótkie niby, a latami się wlokące dwa miesiące zaszło, że nie wiem, od czego zacząć.
My tu w domu zdrowi jesteśmy, więc zacznę od Wielkiej Wsi. Rodzice zdrowi i reszta też, siedzieli w domu, tylko Władek uciekał, ale nie bardzo po nim widać poniewierkę, Ciocia Snopkowska z wujkiem też siedziała na wsi. Bitew ani pożarów koło nich nie było, a wojnę staczały tylko Joasia z Wandą, lecz to nawet w czasie pokoju zwykła rzecz. Obecnie Joasia mieszka u Cioci Snopkowskiej w Krakowie za prowianty, które jej dają z domu, a ja płacę za jej szkołę 20 złotych + 5 złotych dla niej. Kupiłam książki i zeszyty, co też kosztowało 20 złotych. Przerobiłam z nią trochę matematyki, ale mówiła, że coś jej niedobrze poszło z polskim i niemieckim.
O Stasi biedaczce nic nie wiem, oni w domu też, ale myślę, że Tadek wrócił, jak wszyscy tu w Wieliczce.
Po Twoim wyjeździe, […] na drugi dzień mieliśmy tu w Wieliczce piekło, tak okropnie bombardowali, coś 32 bomby tu spadły, zginęło 13 osób z Wieliczki, ale nikt ze znajomych. Ja wróciłam późno, bo około 17.00 na obiad, był już wujek Snopkowski i mimo moich protestów, że nigdzie się nie ruszę, pod naporem wyszłam na wycieczkę 280 kilometrów pod Mielec i z powrotem, na piechotę i z tobołkami.
Ja miałam tylko dwie walizki, jedną na plecach w Twoim kocu, a drugą z przodu. Wszystko to, Kaziku, było głupstwem jednak, cały nasz marsz i wszystkie trudy daremne, i głód, który nas trapił, naprzeciw rozpaczy Tatusia, jego zgnębienia i tego cichego cierpienia, które widzieliśmy u niego i przy opuszczaniu domu. […]
Tej okropnej wycieczki nie będę Ci opisywać, kiedyś Ci opowiem.
[…] Wróciliśmy jednak do domu całego i nieograbionego, co jest najważniejsze. Opłakani przez Babciusię, której opowiadali, że wszyscy zginęliśmy w jakimś aucie… Ostatnio wrócił i Stach. Opowiadał, co przeżył w wojsku i o wszystkich skandalach, w które wierzyć się nie chce!
[...]

15.XI.1939
Jak strasznie pragnąłem od Ciebie listu czy kartki, to sobie nie wyobrażasz, toteż radość moja była ogromna, gdy Mietek zawołał, że mam list! […]
Mieszkam w osobistym mieszkaniu barona Hatvanyego, mamy łazienkę, miejsca dużo […] ja obecnie mam lekką dietę, więc korzystam z francuskiej kuchni baronowej. Gospodyni jest dla nas nad wyraz dobra i uczynna. […] Gdyby nie szalona tęsknota za Tobą i Wami wszystkimi i straszne przejścia, ból nad tym, co zaszło, to byłby to czas wywczasów. Gdyby nie moja obowiązkowość, może byłoby inaczej, ale któż mógł przewidzieć, co nastąpi. Miałem chęci najlepsze, a tak to wypadło, i tego sobie darować nie mogę, że zostawiłem Ciebie, Kochanie, samą w szalenie przełomowym dla Ciebie czasie. Przebacz mi, a lżej mi będzie tę rozłąkę znosić, która może potrwać i dłuższy czas, bo obowiązek może mnie i dalej powołać. […] Świadczę się tym co mam najdroższego, że nie zawiodę Twojego zaufania w żadnej godzinie mojego życia, jakiekolwiek ono będzie. Tak, wiem, że i Ty to samo uczynisz. […] Cokolwiek bym zrobił i jakiekolwiek byłoby moje postanowienie, wiedz i bądź pewna, że myśli moje zawsze będą z Tobą. […] Och, jak chciałbym, żeby i mnie Rak pokopał, żebym z Wami to przeżywał, ale miejmy nadzieję, że przyjdzie lepsze jutro, będziemy mogli pracować i cieszyć się…
[…] Wyjeżdżając, prosiłem Was, byście się z domu nie ruszali. Szczęśliwie, że zakończyła się ta Wasza ucieczka. […] Z Tatusiem to nieszczęście, oby operacja pomogła. Żeby tylko mogło być uratowane drugie oko! Bardzo Ci dziękuję za wiadomości o domu, do nich też pisałem. […] Co do Joasi, wdzięczny Ci jestem za zajęcie się nią, ale nie wiem, czy dobrze zrobiłaś, obciążając się takim wydatkiem przy tak szczupłych poborach. […] Pisałem do Snopkowskich, Chmurów i profesora Wilkosza, lecz wszędzie bezskutecznie. Powiedz profesorowi, że spotkałem majora Hermana z Żoną i synem z Warszawy czy Lwowa. Poproś go, czy możliwym byłoby się staranie przez Uniwersytet o mój powrót, o ile uznasz, że mogę wracać i jest czas ku temu. Jeślibym musiał tu zostać, może ma znajomych matematyków Węgrów, bym mógł ewentualnie korzystać z książek i coś robić. Powiedz mu także, że w Kozowej spotkałem się z Leitnerem, ale gdzie pojechał – nie wiem. Czy Uniwerek pracuje? Poproś profesora Kryńskiego, by Ci dał rewers na książki, które zwróciłem do biblioteki matematycznej gimnazjum. Kto uczy fizyki w gimnazjum? Bo chodzi o gabinet, który zostawiłem uporządkowany i bez braków, a nie chciałbym mieć żadnych spraw po powrocie.
Jasiu, bardzo proszę, gdy zajdzie potrzeba, sprzedawaj moje rzeczy, tzn. moje ubrania, buciki, futro itd., bo jak Bóg pozwoli tego się można dorobić, a nie chciałbym, byś ucierpiała na zdrowiu, a z Tobą „piłkarz”. To czarne ubranie w paski przerób sobie na kostium.
Czy aparat został skonfiskowany? My tu mamy aparat pięciolirowy, więc słuchamy audycji polskich, niemieckich. Powiedz Staszkowi, że jest tu gdzieś Świder. Gdy będziesz w Krakowie lub Jadzia czy Staszek, to wstąpcie do państwa doktorostwa Henryków Jasieńskich, ul. Popiela 3/6, i powiedzcie, że jest razem ze mną pan Leon Gallas, starosta żydaczowski, który w ostatniej chwili przed wkroczeniem bolszewików uciekł, jednak żona i dzieci zostały. Wywiózł ich z bombardowanego Żydaczowa na wieś, a ewakuacja tak szybko następowała,że nie mógł już po nich autem wrócić. Kartkę pana Nigrina doręcz, Kochanie, bo my tu wspieramy się jak możemy, a każda wiadomość to już bardzo wiele. Żebym tylko mógł Ci w jakiś sposób przesłać nici!
Jasiu, pisząc nie narażaj się, pisz o sobie, o gospodarstwie, Was wszystkich, a spraw zakazanych nie poruszaj, zostaw je i bądź o mnie spokojna.
Tu ma powstać gimnazjum i liceum, przeprowadzono rejestrację nauczycieli. Gdyby można było sporządzić odpis mego mianowania (jest w moich papierach) uwierzytelniony przez dyrekcję i wziąć z Uniwerku zaświadczenie, że byłem tam asystentem, to byłoby dobrze. Może uda się Mietkowi dostać do domu, to przesłałbym Ci trochę pieniędzy, bo ja tak ograniczam wydatki, że mi tylko parę fillerów potrzeba na papierosa, chociaż mam zamiar zaprzestać i palenia.
Trzymaj się Jasiu dla nas dwojga i bądź dobrej myśli.

Budapeszt, 14.III.1944
Kochana Matusiu!

Bardzo dziękuję za przesłane mi życzenia w kartce z 21 lutego, która szczęśliwie do mnie dotarła. Innych kartek, o których Jasia mi wspominała, nie otrzymałem, czego bardzo żałuję z wielu powodów.
[…]
Jasia w ostatniej kartce i liście dała mi pater noster, i to tak energicznie, że musiałem ją za to pochwalić. Jak ona tam się sprawuje, to nie wiem od niej samej, gdyż mimo próśb z mej strony niechętnie pisze o sobie i swych zabiegach gospodarskich, ale za to z innych źródeł słyszę o niej same pochwały. Ostatnio Joasia pisze mi: „Kaziku, możesz być szczęśliwy, że posiadasz taką żonę kochaną i dobrą”. Proszę Jej jednak nie mówić o tym, bo mimo tego, że znam Jej przesadną niekiedy skromność, to jak mówi mój serdeczny przyjaciel ksiądz „baba gotowa się zbiesić” i znów, gdy się Jej spodoba, dać mi przegnanie. Przyjaciel, o którym wspomniałem, z którym razem uczyłem, obecnie jest kierownikiem Duszpasterstwa i ciągle mnie straszy, że go jeszcze ładnie poproszę o „pieczątkę” (tzn. świadectwo moralności), by od starej warzechą nie dostać. Trzymamy się razem od trzech lat i jak możemy, tak się wspomagamy, gdy przychodzą okresy niepokoju czy chandry.
Tęsknię za Wami coraz więcej, coraz ciężej przychodzi znosić to wszystko, co musi się przemyśleć i przeżywać, ale otrząsam się, jak mogę i staram się zachować równowagę, mimo że nerwy mnie ponoszą. Chciałbym bardzo mieć Jasię i Jędraska przy sobie, ale z drugiej strony nie wiem, co nastąpi tu, co z człowiekiem może się stać, dlatego wolę, by byli między swoimi, w których zawsze oparcie znajdą. Przykro mi tylko, że nie mogę z nimi dzielić życia, pomagać im intensywniej, wspomagać radą i otoczyć należną im opieką. To mnie boli, ale rady na to nie mam. Cieszę się bardzo, że w domu jest tak dobry i miły nastrój. Proszę bardzo uważać na Jasię, bo Mamusia wie, jak ona potrafi narażać swe zdrowie, byle się tylko nie zdradzić, że jej coś dolega. Że jest dzielna, to wiem doskonale, ale chciałbym ją zastać taką, jaką Ją sobie w myślach wyobrażam. Że oboje siwi już jesteśmy, to nic, byleśmy mieli ochotę do życia i pracy i nie zatracili optymizmu życiowego mimo tego,co przeżyliśmy.
Z drugiej strony proszę też bardzo Mamusię, by uważała na siebie i więcej żyła myślą o lepszej przyszłości, gdy razem będziemy mogli się dzielić troskami i weselem. Wierzę mocno, że gdy zawierucha minie i zejdziemy się razem, będziemy potrafili jeszcze wykrzesać z siebie dużo i mimo pracy ciężkiej, która nas czeka, będzie nam dobrze i wesoło. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za kartkę i Stachom za dopisek. Całuję mocno Mamusię i ściskam,
P.S. Dla Jasi i wszystkich ucałowania.
wdzięczny syn Kazek

***
To był ostatni zachowany list Kazimierza. 19 marca 1944 roku na Węgry wkroczyli hitlerowcy. Pracownicy Placówki „W” zostali o tym powiadomieni i tym samym ostrzeżeni, lecz w biurze zostało jeszcze trochę papierów, więc Edmund Fietz „Fietowicz” i jego zastępca, Kazimierz Gurgul, pakowali dokumenty do dwóch walizek. Myśleli, że jeszcze zdążą. Nie zdążyli.