M. Gurgul, J. Czernin: Wstęp i podziękowania

Korespondencja Kazimierza i Janiny Gurgulów zamknięta w pudełku po pomadkach i przechowywana przez wiele lat po wojnie w domu przy ul. Sienkiewicza 14 w Wieliczce stała się po latach przyczyną i osnową tej książki. Autorów listów, młode małżeństwo, rozdzieliła wojna, z której Kazimierz miał nigdy nie wrócić. Pisali do siebie przez cztery długie lata.

Listy przekazała mi na długo przed swoim odejściem w latach osiemdziesiątych moja teściowa, Janina Gurgul. Było ich około trzystu, przy czym napisanych zostało znacznie więcej. Część z nich zaginęła jeszcze podczas przesyłki, część już w Budapeszcie po śmierci Kazimierza. Na pewno zachowały się wszystkie te, które otrzymała Janina.

Nie przeczytałam ich wówczas, bo uważałam, że nie wypada, że są zbyt intymne. Mój mąż, Andrzej, główny bohater listów, przeczytał je tylko raz – nie chciał więcej wspominać dzieciństwa bez ojca. Mimo że mieszkaliśmy razem z Janiną, a w widocznym miejscu stała zawsze w ramce fotografia jej męża, nie mówiło się o nim wiele; była to wielka trauma zarówno dla żony, jak i syna.

Opracowując listy, musiałam dokonywać selekcji i skrótów, aby osiągnąć ciągłość narracji. Uniknęłam w ten sposób powtórzeń – małżonkowie wiedząc, że nie wszystkie listy dochodziły, istotne wiadomości przekazywali po kilka razy, informowali, które listy czy kartki otrzymali. Siłą rzeczy opuszczałam wiele z zawartych w każdym liście pozdrowień dla rodziny i bliskich. Wszyscy wymieniani byli według pozycji w rodzinie i starszeństwa, a więc najpierw Kazimierz wymieniał rodziców, babcię, rodzeństwo, ciocie, wujków, a potem bliższych i dalszych znajomych. Żaden list nie pomijał oddanej służącej Hanusi, którą traktowano jak członkinię rodziny. Kazimierz pamiętał także o przekazywaniu okolicznościowych życzeń z okazji imienin czy ślubu nawet dalszym krewnym. Serdeczności dla żony i syna zawsze załączał na końcu – osobno dla niej, osobno dla niego. Z listów emanowała aura wzajemnego przywiązania oraz silnej więzi emocjonalnej łączącej
całą rodzinę.

Janina nieraz opowiadała nam o życiu w czasie wojny. W przypisach starałam się wzbogacić listy o ten przekaz. Dodałam też krótkie notki biograficzne osób pojawiających się w korespondencji, objaśnienia nazw, skrótów myślowych używanych przez małżonków i inne uzupełnienia. Zaginęły niemal wszystkie listy Janiny z lat 1943–1944 (przetrwał jeden z sierpnia 1943 roku i jeden z 17 marca 1944 roku). Dzięki opisom zawartym w jej korespondencji można odtworzyć obraz codziennego życia typowej wielickiej rodziny z czasów okupacji. Ze względu na cenzurę Janina starała się pisać oględnie, mimo to udało się jej m.in. przekazać informację o powrocie z obozu koncentracyjnego aresztowanych w 1939 roku profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także ukazać trudności związane z zapewnieniem w miarę normalnej egzystencji dziecku i rodzinie. Tylko czasem z jej listów przebijał smutek, np. z powodu braku pieniędzy na edukację szwagierki. W listach Janiny nie wyczuwa się żalu do męża o to, że nie było go przy niej w tych trudnych chwilach.
Przeciwnie, utwierdzała męża w przekonaniu, że sama doskonale daje sobie radę, aby łatwiej mu było znosić lata rozłąki i tułacze życie. Dowcipnie komentowała także jego nietypowe jak na mężczyznę kłopoty związane ze zorganizowaniem sobie od podstaw życia na obczyźnie i prowadzeniem gospodarstwa domowego. Własnoręcznie przepisywała Kazimierzowi materiał wymagany programem szkolnym, posyłała nie bez trudności, zamawiane przez niego książki, z daleka czuwała nad jego zdrowiem („Czy pilnujesz diety?”, „Czy masz ciepłe ubranie i bieliznę?”).

W komentarzach starałam się nie uzewnętrzniać odczuć towarzyszących mi przy lekturze listów. Trudno jednak nie wzruszyć się losem oddanych sobie młodych ludzi rozdzielonych już na starcie wspólnego życia. Kazimierz na uchodźstwie był początkowo w bezpiecznym położeniu, ale dręczyło go uczucie bezsilności: czuł się odpowiedzialny za swoją rodzinę, a jednocześnie nie mógł się wywiązać z obowiązków wobec niej. Pomóc starał się czy to pisząc często, czy to przesyłając drobne prezenty, które były bardziej wyrazem pamięci i troski niż faktycznym wsparciem materialnym.

Nie odmówił współpracy z Komitetem Obywatelskim do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami i Placówką „W”,
gdzie odbierał raporty polskiego podziemia napływające do i od Rządu na Emigracji oraz kontaktował się z kurierami. Chociaż miał świadomość konsekwencji, które mogły stać się udziałem pozostawionej w okupowanej Polsce rodziny, chciał przynajmniej w ten sposób przysłużyć się ojczyźnie i bliskim. A mógł przecież, jak wielu innych, cierpliwie czekać na zakończenie wojny i wrócić.

Dopiero w latach osiemdziesiątych mój mąż, Andrzej, mógł pojechać na teren byłego obozu w Mauthausen-Gusen, gdzie stracono jego ojca, by przywieźć stamtąd garść ziemi. Musiało upłynąć wiele lat, aby nasza córka Janina dotarła do rozmaitych materiałów źródłowych. Z wielkim zaangażowaniem i skrupulatnością poświęcała swój wolny czas na kwerendę w polskich i niemieckich archiwach. Sześćdziesiąt sześć lat po śmierci Kazimierza Gurgula zdobyła dokument (fotografię karty z księgi zgonów obozu koncentracyjnego w Mauthausen), z którego dowiedzieliśmy się dokładnie gdzie, kiedy i w jaki sposób zginął.

Dzięki wysiłkom Janiny uzyskaliśmy również pozwolenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Austrii na umieszczenie w Gusen (podobozie głównego obozu koncentracyjnego w Mauthausen), które odwiedziliśmy wraz z córką Ewą i mężem Janki, Dieterem, tablicy ufundowanej przez wnuczki Kazimierza Gurgula.

Ze smutkiem stwierdziliśmy, że nikt nie był na tyle zainteresowany losem przywódców uchodźstwa polskiego na Węgrzech, by ich śmierć w tym miejscu uhonorować.

Biorąc pod uwagę wspomniane wyżej kwestie, bardzo chciałam, aby powstała ta książka, która utrwali obraz zwyczajnych ludzi w niezwykłych okolicznościach.

Dziękuję w tym miejscu Wydawnictwu Żyznowski, które obdarzyło nas zaufaniem i podjęło się jej publikacji. Nie powstałaby ona bez życzliwości, zaangażowania i wsparcia Urszuli Żyznowskiej i Anny Krzeczkowskiej-Ślusarczyk. Dziękuję także Urzędowi do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, doktorowi Janowi Stanisławowi Ciechanowskiemu oraz Urzędowi Miasta i Gminy Wieliczka, Centrum Kultury i Turystyki w Wieliczce, Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wieliczce za przyznane na książkę fundusze. Podziękowania należą się mojej córce Ewie, jej mężowi Martinowi i jego wujkowi, księdzu Josephowi Pundersonowi, za zdobycie dla nas pełnego wypisu z księgi zgonów obozu w Mauthausen oraz dokumentów z kartoteki gestapo. Cenne były dla mnie uwagi oraz zachęta ze strony moich przyjaciół Krystyny i Jana Migdalskich. Dzięki Kronice rodzinnej naszego nestora, wujka Henryka Kozubskiego, kuzyna i przyjaciela Janiny Gurgul, miałam dostęp do nieznanych mi faktów z życia rodziny. Nasze drzewo genealogiczne
zamieszczone w książce byłoby o wiele mniej rozłożyste, gdyby nie informacje przekazane mi przez kuzyna Stanisława Kobielę oraz jego siostrę, Ninę Kęsek, która gorąco zachęcała mnie do opublikowania zawartych tu listów. Ciocia Joasia Drożyńska, najmłodsza siostra Kazimierza Gurgula, udostępniła swój zbiór fotografii, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Szersze informacje o rodzinie Kazimierza Gurgula z Wielkiej Wsi zebrałam z życzliwą pomocą dzieci jego brata Władysława: Marysi Brich, Kazia Gurgula i Basi Dalczyńskiej. Szczególne podziękowania należą się uczniom z Polskiego Liceum i Gimnazjum w Balatonboglárze na Węgrzech, którzy w 1961 roku utworzyli Towarzystwo „Boglarczycy”. Kazimierz Gurgul musiał być przez nich lubiany, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że niektórzy z nich utrzymywali kontakty z wdową po nim, a jego samego uhonorowali tablicami pamiątkowymi? Niektórzy absolwenci boglarskiego liceum często odwiedzali nas w domu, a z ich opowieści wyłaniała się sylwetka Kazimierza jako człowieka niepośledniego, działającego z pasją i niezwykle skromnego. Byli wśród nich: śp. Danuta Jabłońska, Danuta Jakubiec, Franciszek Budziński i Bogumił Rachwał oraz Irena Piotrowska, Alina Maluga, Olga Morawska, Wanda Tovari, Janina Zakrzewska. Panowie Tadeusz Kostarczyk i Tadeusz Olszański udzielili mi kilku istotnych informacji. Osobno chciałabym podziękować panu Tadeuszowi Kuczowi, który przywoził do Wieliczki fotografie z organizowanych przez Towarzystwo „Boglarczycy” wystaw, aby mająca kłopoty w chodzeniu Janina Gurgul mogła w ten sposób „odwiedzić” miejsca związane z mężem. Pan Kucz przekazał nam też swoje wspomnienie o Kazimierzu Gurgulu. Nieocenioną pomoc okazali absolwenci polskiego liceum w Balatonboglárze, panowie Jan i Tadeusz Selbirakowie. Pan Jan napisał wspomnienie o Kazimierzu Gurgulu i przekazał pamiątki, a pan Tadeusz – wiedząc, że są dla nas bardzo cenne – obdarował utrwaloną na płycie CD kroniką szkolną z Balatonzamárdi i Balatonbogláru, licznymi fotografiami, na których znajduje się Kazimierz Gurgul, a nawet zdjęciami dokumentów szkolnych i rozkładów materiału z matematyki i fizyki pisanych ręka ojca. Pan Tadeusz
Selbirak ułatwił nam również kontakty ze swoim koleżeństwem z Towarzystwa „Boglarczycy” i dodawał mi otuchy w pracynad książką. Dzięki pani Annie Gallas-Dropińskiej poznaliśmy losy jej dziadka, Leona Gallasa, starosty żydaczowskiego, współtowarzysza Kazimierza Gurgula w czasie jego pobytu w Hatvan. Jesteśmy bardzo wdzięczni za przekazanie informacji. Dziękuję też pani Bożenie Bogdańskiej-Szadai po pierwsze za to, że dzięki swojemu reportażowi uratowała Kazimierza Gurgula od zapomnienia i podkreśliła rolę, jaką odegrał on w działalności Placówki „W” i Komitetu Obywatelskiego, a po drugie za umożliwienie nam publikacji artykułów na jego temat w piśmie Polonii węgierskiej „Głos Polonii”. Pan Grzegorz Łubczyk, były ambasador Polski na Węgrzech, oraz jego żona, Krystyna, w swoich albumach Pamięć. Emlékezés i Pamięć II. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939–1946. Emlékezés II. Lengyel menekültek Magyarországon 1939–1946 zamieścili informacje i fotografie związane z Kazimierzem Gurgulem pochodzące z naszego domowego archiwum. Pan Grzegorz zaprosił nas również do nakręconego przez siebie filmu Węgierskie serce, w którym syn Kazimierza, Andrzej, czyta listy swojego ojca. Serdecznie dziękujemy. Wdzięczna jestem pani Lucynie Latale, która podarowała nam wpis Kazimierza Gurgula do pamiętnika jej cioci Anny Jurasz i włożyła wiele pracy w przygotowanie ekspozycji w Izbie Pamięci w Balatonboglárze, a także umożliwiła mi i mojemu mężowi pobyt w domu swojego przyjaciela, pana Gézy Cséby. Podziękowania należą się także autorowi scenariusza ekspozycji w Izbie Pamięci, panu Géza Cséby, wielkiemu przyjacielowi Polaków, za serdeczne i interesujące rozmowy, zapoznanie nas z polonikami w Keszthely oraz za goszczenie nas w swoim domu. Przede wszystkim dziękuję mojemu mężowi, który pozwolił opublikować listy swoich Rodziców – swoją bolesną po nich spuściznę.
Maria Gurgul

Chciałabym dołączyć się do podziękowań mojej Mamy, pomysłodawczyni i głównej autorki tej książki. Mimo problemów zdrowotnych oraz obciążenia psychicznego, z jakim wiązało się czytanie publikowanych tu listów, doprowadziła do ich wydania. Ze swojej strony dziękuję cioci Janinie Kęsek za konstruktywne uwagi do artykułu o Kazimierzu Gurgulu, a także jej córce Zosi Sitko za rady i wsparcie. Jestem również wdzięczna panu doktorowi Wojciechowi Frazikowi z Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie za sugestię, by kontynuować poszukiwania w archiwum IPN oraz w Hoover Institution. Dzięki jego radzie dotarłam do ważnych i interesujących dokumentów. Za informacje na temat obozu i przyjazne maile dziękuję pani Marcie Gammer z Sankt Georgen an der Gusen, która od wielu lat angażuje się w upamiętnianie tragedii więźniów obozu koncentracyjnego w Gusen. Bardzo cenne okazały się też uwagi i pomoc doktora Christiana Dürr z Archiv der KZ-Gedenkstätte Mauthausen w Wiedniu. Fachowych rad udzielił mi również doktor Winfried R. Garscha z Dokumentationsarchiv des Österreichischen Widerstandes w Wiedniu, za co jestem mu wdzięczna. Last but not least dziękuję mojemu mężowi Dieterowi za pomoc w kwerendzie w Bundesarchiv w Berlinie i w Wiedniu, a zwłaszcza za jego wiarę w moje poszukiwania.
Janina Czernin