Wiesław Żyznowski

Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje Aleksandra Chudyka – omówienie

Smereczne to obecnie nazwa wyzierającej spośród lasów, cudnej zdziczałej doliny w Beskidzie Niskim nieopodal Tylawy i trochę bardziej odległej Dukli, gdzie przez kilka setek lat do września 1944 roku istniała łemkowska wieś o tej nazwie. Front radziecki nacierający na wycofujących się z wielkim oporem Niemców zniszczył samą wieś, a jej mieszkańców wypędził na zawsze. Ewentualną powojenną odbudowę uniemożliwiło rozproszenie dawnych smereczan najpierw wskutek obcych działań wojennych, a potem już polskiej akcji „Wisła”. Niewielu spośród nich i ich potomków nadal mieszka w okolicy.

Materialne ślady wsi pozostałe po wojnie w warstwie zdatnej do dalszego użytku – jak błąkające się zwierzęta hodowlane, sprzęty domowe i gospodarcze, drewno, żelazo, kamień budowlany – zaczęto stamtąd usuwać zapewne niedługo po jej zatracie. Warstwę naziemną, ale już bezużyteczną, jak chałupniska, studnie, murki, zagospodarowane fragmenty brzegów strumieni i potoków, mostki, kładki, dróżki, ścieżki zniszczyła przy okazji radosna działalność socjalistycznego kombinatu rolnego „Iglopol”. Leżące nadal w ziemi pozostałości wojenne i wiejskie ratują przed doszczętnym zniszczeniem przez wilgoć poszukiwacze uzbrojeni w detektory metalu. Można czasem coś pochodzącego ze Smerecznego od nich kupić. Po pozostałe ślady wsi w tak zdewastowanym historycznie terenie mogliby jeszcze sięgnąć tylko specjaliści archeolodzy.

Jedynie ufundowany pod koniec XIX wieku krzyż przydrożny trwa nienaruszony na swoim miejscu. Chwała wiarom, kościołom i wiernym, którzy przyczyniają się do powstawania trwałych obiektów zwyczajowo niekradzionych, nieniszczonych i niezmienianych przez nikogo bez względu na okoliczności.

Z administracyjnego punktu widzenia Smereczne to nadal wieś, która ma nazwę, możliwość uzyskania numeru domu, zameldowania się, płacenia podatków oraz pieczę sołtysa Zenona Fedaka – sprawującego ją także nad Olchowcem, gdzie mieszka, oraz sąsiadującymi ze Smerecznem: czterodomową Ropianką i niezamieszkałą Wilsznią. Z perspektywy innych regulacji prawnych teren wsi jest w rękach prywatnych i należy do kilku proekologicznych regulowanych systemów, jak otulina Magurskiego Parku Narodowego i pobliskich rezerwatów przyrody czy Natura 2000. Te korzyści są  obecnie czerpane z nienaprawionej do dziś krzywdy smereczan, których z rąk Niemców, Rosjan, Polaków spotkał los podobny jak w przypadku wielu Łemków Beskidu Niskiego.

Z perspektywy nadal żyjących byłych mieszkańców i ich potomków Smereczne to wieś, z której nieistnieniem zdają się nadal do końca nie godzić. Uznanym elementem takiego niegodzenia się na nieistnienie jednego rodzaju jest nadawanie istnienia innego rodzaju. Najczęściej jest to zebranie i utrwalenie pamięci o tym, czego już nie ma, by istniało w tekście, fotografii, języku, duchu ludzkim.

Smerecznemu nadał takie wieczne życie Aleksander Chudyk. Posługuje się on smereczańskim jeszcze pseudonimem – czy przydomkiem – Leszek Hrabski, który potwierdza najsilniejszą pozycję jego rodu i rodziny we wsi i predestynuje noszącego do roli podzwonnego kronikarza wsi. Aleksander Chudyk jest autorem książki zatytułowanej Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje, którą wydał w Towarzystwie na Rzecz Rozwoju Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej, oznaczając miejsce i czas jej powstawania w sposób dający do myślenia: Smereczne 2001–2016. Dzieło nie będące systematyczną monografią historyczną wsi stanowi materiał źródłowy i zostawia miejsce na taką pracę, wręcz zachęca do jej podjęcia.

Przez 12 pierwszych lat Aleksander Chudyk żył w Smerecznem, dla którego było to 12 ostatnich lat życia. Przez następne 3 mieszkał jeszcze w pobliżu wsi. Autorowi książki udała się sztuka dotknięcia rzeczywistości, która sama się rezerwuje wyłącznie dla wielkich pisarzy lub naocznych uczestników wydarzeń, ale tylko jeśli mają w sercu to, co opisują.

Podczas lektury książki Chudyka czytelnik, zwłaszcza traktujący miejsce emocjonalnie, przenosi się wyobraźnią do Smerecznego i między jego mieszkańców. Kto przeczyta uważnie książkę, ten pozna niejako od środka jeszcze jedną wieś, tym razem przedwojenną, łemkowską i już nieistniejącą. Autor zamieścił także fotografie mieszkańców wsi i ich potomków rozrzuconych po świecie, w tym kilka wykonanych jeszcze w żywej wsi. Spoglądamy niewyraźnie w oczy smereczanom niespodziewającym się utraty swojego miejsca na ziemi.

Do części książki poświęconych historii Smerecznego i smereczan sprzed upadku wsi autor dołączył teksty dotyczące jego rodziny, sąsiedniej wsi Wilsznia i poświęcone innym tematom związanym z najbliższą okolicą, pokazując w ten sposób troskę o zachowanie wszystkiego, co związane z jego ukochaną wsią.

Tom zwieńczono cymesem: pieczołowicie wykonaną mapką z kompletną wiejską topografią miejsca, opatrzoną legendą i spisem numerów chałup wraz z przyporządkowanymi im nazwiskami i przezwiskami gospodarzy. Mapka ukazuje położenie wszystkich wewnętrznych funkcjonalnych granic i podziałów wsi: drogi, dróżki, ścieżki, ścieżynki, strumienie, potoki, potoczki, miedze, zarośla, łąki, pastwiska, pola uprawne, lasy, a nawet pojedyncze drzewa czy jamy w gruncie, są też (jednobudynkowe) mniejsze i większe gospodarstwa, szkoła, niemiecka wojenna strażnica zwana kasarnią. Oto widzimy na przykład detal, gdzie wiła się  nieopodal nad drogą wzdłuż całej wioski ścieżeczka oddzielająca niżej położone i bliższe chałup pastwiska od bardziej oddalonych pól uprawnych. Kto chadzał takimi ścieżeczkami wydeptanymi przez przemieszczających się akurat między pastwiskami a polami uprawnymi, pomyśli serdecznie o Smerecznem.

Główna droga we wsi i ciąg chałup poniżej prowadziły wzdłuż północnego stoku doliny w większym oddaleniu od głównego potoku o nazwie Wadernik niż wymagałaby tego gwałtowność jego wylewów. Autor nie pisze, dlaczego gospodarze żyli od potoku dalej niż musieli. Może było tak, że wpierw przez niezamieszkały jeszcze teren Smerecznego powstała droga do Olchowca, Wilszni i Ropianki, faktycznie leży optymalnie do takiego kierunku, zaś potem zaczęto budować domy w Smerecznem już przy istniejącym wcześniej trakcie i tak zostało – z dalszym dostępem do potoku. A może na codzienne potrzeby gospodarzy wystarczały małe strumyczki spływające północnym stokiem do Wadernika. W każdym razie wyraźnie większa od innych na rysunku chałupa Chudyków stała bezpośrednio przy jednym z nich, pierwszym od Tylawy spływającym po w miarę równym stoku. To położenie może znaczyć najstarsze siedlisko wsi, skądinąd od którego w kierunku Tylawy powstało jeszcze siedem późniejszych siedlisk. Jeśli pierwszy, najlepiej położony dom we wsi zaczął i skończył dzieje wsi jako najsilniejszy, a także wywiódł wielopokoleniowe sołtysostwo, przydomek Hrabski i funkcję monografa podsumowującego wieś, to mamy do czynienia z wielowiekową naturalną hierarchicznością w dość czystej formie.

Aleksander Chudyk odtworzył rysunkowo cały zajmowany niegdyś przez smereczan teren wsi z łemkowską czułością, której nie powstydziłby się nawet Nikifor. Dopiero taka czuła mapka pozwala nieżyjącemu nigdy w oryginalnym Smerecznem stanąć w dolinie i wyobrazić sobie życie i śmierć wsi. Niejeden miłośnik miejsca powiększy mapkę i powiesi ją sobie na ścianie.

Autor ujmuje całą historię Smerecznego, jeśli zgodzić się, że historia każdej takiej wsi rozpoczęła się w skrywającym się przed nami, dowolnie długim, okresie magicznej wyobraźni mieszkańców żyjących prawie autarkicznie, to jest traktujących świat zewnętrzny jako nadany niezmiennie przez siłę wyższą, a skończyła się w czasie przeniknięcia do nich z zewnątrz zabijającego magiczność racjonalizmu, to jest skłonności i umiejętności do zmieniania świata.

Opowieść zaczyna się od cytatu z wypowiedzi urodzonego około 1883 roku W. Gubika na temat prapradziadka autora, Josyfa, także nazywanego Hrabskim, który urodził się w 1810 roku. „Każdą pannę, która mu się podobała, podnosił do góry jak piórko i tańczył. Bywało, że brał na ręce i dwie i też wywijał. Siłę miał niesamowitą. Nikt mu w tym nie odważył się przeszkadzać. Często na takich imprezach zakładał się z nieznajomymi, że w rękach wyprostuje podkowę”[1]. Zważywszy położenie i pochodzenie Smerecznego oraz to, że emigrować zarobkowo za ocean z Polski, w tym zapewne ze Smerecznego, zaczęto pod koniec XIX wieku, Josyf pierwszą część życia mógł przeżyć jeszcze w okresie magicznym, ale bodaj to w jego czasie i w jego – nieprzypadkowo najbogatszym we wsi – domu to się zmieniło. „Zwyczaj we wsi był taki, że młoda małżonka wchodząca do gospodarstwa męża musiała wnieść majątek i dopiero po kilkunastu latach mogła sobie zasłużyć na miano gospodyni domu. Inaczej pozostawała w cieniu, jako trzecia lub czwarta osoba do podejmowania decyzji. […] W naszym domu bardzo wcześnie odstąpiono od starej reguły. Moi przodkowie już wcześniej w XIX wieku rozwijali postęp cywilizacyjny na wsi”[2].  Nie ma mowy o braku postępu we wsi w międzywojniu: pomału dociera tam mechanizacja, u Chudyków jest pierwsze radio, szkoła otwiera się w 1936 roku.

Materialny koniec wsi zaczyna się gwałtownie, kiedy przed upływem połowy września 1944 roku zdolni do tego mieszkańcy uciekają spod pocisków artyleryjskich i karabinowych w blasku płonących chałup, a „starzy i ułomni” zostają na pewną śmierć. Autor pisze, że wtedy jeszcze „nikt z nas nie miał takich myśli ani też nie przypuszczał, że to są już nasze ostatnie spojrzenia na wieś Smereczne”. Wojska pozostawiły w tej strategicznej wojskowo dolinie cmentarzysko i pobojowisko porozjeżdżane gąsienicami czołgów i podziurawione przez artylerie. W ciągu 12 dni „boju o wieś” zginęło około tysiąca żołnierzy niemieckich i rosyjskich. „Po wojnie w Smerecznem już nikt nie zamieszkał”. Autor nie wyjaśnia, czy jednak to rozważano, w każdym razie wywózka wielu smereczan na Ziemie Zachodnie ostatecznie to uniemożliwiła. O zdolności mieszkańców do odbudowy wsi świadczy, że już raz to zrobili, w ciągu trzech lat po zniszczeniach z I wojny światowej.

Żyjące jeszcze na swoim miejscu w 37 domach ostatnie pokolenia Smerecznego – a w ten sposób także ich przodków – poznajemy w jakimś stopniu przez ich wymuszone – jakkolwiek często pozytywne – reagowanie na Niemców, którzy byli okupantami i ostatecznie mordercami wsi. Nie chcielibyśmy tego, ale w dużym stopniu to w efekcie pojawienia się Niemców następuje koniec wsi, jej historia toczy się tak a nie inaczej, taki kształt przyjmuje książka Chudyka i wreszcie jej niniejsze omówienie.

Wieś położona kilka kilometrów od drogi głównej powstała wyłącznie dla siebie samej i ciężko znosiła obsługę stacjonujących w niej okupantów. Autor opowiada z polotem uczestnika wydarzeń i dowcipem osoby obserwującej z dystansu: „Nam przecież więcej odśnieżonej drogi nie było potrzeba. W poprzednie lata Smereczanie do Tylawy, Mszany czy do Wilśni drogi nie odśnieżali, przebijali się saniami przez pola, omijając fachowo każdą zaspę i przeszkodę. A jeżeli zaistniała potrzeba drobnego zakupu, pryskało się do Dukli na nartach”[3]. „Najdłużej zagnieździło się w naszej pamięci żmudne, dokuczliwe odśnieżanie, którego doświadczyliśmy po raz pierwszy w historii Karpat”.

Aleksander Chudyk w książce Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje opisuje zwykłe wydarzenia historycznie, to jest umieszcza losy miejsca w przestrzeni i czasie. Ale jego słowa tchną emocją jakby wymagającą od opisywanych wydarzeń ciągu dalszego i jakby wydobywającą się pośrodku wsi, która istnieje nadal w dolinie wraz z konsekwencjami swojej przeszłości i widokami na przyszłość. Po 72 latach niezamieszkałości Smereczne nadal istnieje, nie tylko na nieżywych stronicach map czy książek, ale i w żywych emocjach ludzi. Autor wyraża życzenie, żeby Smereczne znów stało się zamieszkałe. To miejsce na tyle „daleko od szosy”, że hipotetycznie mogliby osiedlić się tam jacyś beskidzcy amisze, by żyć jak uprzedni mieszkańcy wsi w wieku XIX i wcześniejszych, niemal niezależnie od świata zewnętrznego. W którymś z ich następnych pokoleń do wsi powróciłaby magiczność postrzegania świata. Smereczne stało by się na powrót prawdziwe.

Spośród dziesiątek opuszczonych i setek straconych przez Łemków wsi Beskidu Niskiego zapewne niewiele doczekało się książek napisanych tak szczerze z serca jak praca o Smerecznem Aleksandra Chudyka „Hrabskiego”. Każda wieś przestanie kiedyś istnieć, ale nie każda będzie mieć swojego Hrabskiego.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze rocznika „Magury” (2015).


[1] A. Chudyk, Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje, Smereczne 2001–2016, s. 10.

[2] Ibid., s. 12

[3] Ibid., s. 160.

2 Komentarzy

  1. Napisany przez Wiesław Żyznowski:

    Jak człowiek ma trochę talentu, to on się rozsiewa na wszystkie strony.

    Czytaj więcej na http://www.styl.pl/magazyn/news-otaczal-nas-zly-wiatr,nId,2357022#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

    23/02/2017 @ 19:24
  2. Napisany przez Wiesław Żyznowski:

    Z aktorkami jest tak, że one chcą grać. Związek z reżyserem daje taką możliwość. A kiedy facet przestaje mieć możliwości, przestaje też być interesujący.

    Czytaj więcej na http://www.styl.pl/magazyn/news-otaczal-nas-zly-wiatr,nId,2357022#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

    23/02/2017 @ 19:27

Napisz komentarz

*