Yehoshua Freifeld: Z Polski do Izraela przez Rosję
Przebywałem pod rządami nazistów zaledwie przez 6 tygodni; krótko, ale wystarczająco, żeby przejrzeć Niemców i wiedzieć, czego można się po nich spodziewać.
Wtedy skrzyknęła się grupa młodych ludzi, którzy mieli zamiar uciekać na wschód do Lwowa, wówczas znajdującego się pod okupacją rosyjską. Rosjanie zesłali nas, podobnie jak wielu innych, do Archangielska, regionu położonego w pobliżu rzeki Dźwiny, niedaleko miasta Kotłas.
Zostaliśmy przywiezieni aby zająć się wycinką drzew w tym zalesionym regionie. Wylesianie było bardzo trudne z powodu ciężkich warunków klimatycznych panujących przez większą część roku. Latem upał był nie do zniesienia; muchy i komary nękały spocone ciała. Musieliśmy pracować z opaskami na oczach, aby móc się przed nimi ochronić. Zimy były bardzo surowe. Temperatura spadała zwykle do minus 45 stopni Celsjusza. Droga do i z pracy też nie była łatwa. Musieliśmy codziennie przejść 12 kilometrów z miejsca, gdzie mieszkaliśmy, do lasu, a pod koniec dnia, wyczerpani i zmęczeni, musieliśmy przebyć tę samą drogę z powrotem. Kiedy wycięliśmy las w pobliżu naszych kwater, droga do pracy wydłużyła się, przez co była jeszcze bardziej uciążliwa.
Na obszarze Archangielska nie było osad w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po naszym przyjeździe okazało się, że żyje tu nieliczna populacja, złożona z takich jak my zesłańców, którzy zostali tu przywiezieni kilka lat wcześniej. Opowiadali, że zesłano ich do Archangielska z „białej” Rosji, po tym jak skonfiskowano ich mienie po zarządzonych przez Stalina czystkach. Oni także byli zatrudnieni przy wycince drzew, na państwowych farmach i w obozach. Ciężkie warunki życia wyniszczały ich, przetrwało tylko niewielu. Zadaniem tych, którzy przetrwali, było sprawowanie nadzoru nad nami. Pomimo że sami wycierpieli wiele, nie sprawiało to, żeby traktowali nas lepiej. Dla nich byliśmy „nowymi” zesłańcami, których trzeba było traktować twardą ręką.
Jak już wspomniałem, nasz obóz był obozem pracy. Opuszczanie go było surowo zabronione, poza tym nawet nie było dokąd uciekać. Bezkresne nieużytki rozciągały się dookoła aż po horyzont, do tego klimat nie do zniesienia.
Przetrwałem w tym strasznym miejscu około rok. Kto wie, czy starczyłoby mi siły, aby trwać w tym dalej, gdyby nie zdarzenie, które zmieniło nasze życie na lepsze. Naziści zaatakowali Rosję w 1941 roku. Skutkiem nowej wojny pomiędzy Niemcami a Rosją było podpisanie układu pomiędzy generałem Sikorskim, reprezentującym Polskę, a Związkiem Radzieckim, na mocy którego wszyscy polscy więźniowie przebywający w Rosji zostali zwolnieni, a następnie wcieleni do polskiej armii. Po tym, jak mnie zwerbowano, wraz z armią generała Andersa dotarłem na Środkowy Wschód, w 1944 roku. Najpierw dotarliśmy do Gazy na południu, stamtąd na rok przeniesiono nas do obozu treningowego w Iraku. Dopiero po tym wróciliśmy do Eretz-Izrael. Mieliśmy właśnie wyruszać do Włoch, w przeddzień święta Rosh Hashana 1943 roku, i dołączyć do polskich żołnierzy pod Monte Cassino, kiedy ja i mój przyjaciel stwierdziliśmy, że czas już zakończyć to wszystko. Bo kiedy mielibyśmy się zatroszczyć o swój dom, jeśli właśnie nie teraz? Jak ustaliliśmy, tak i zrobiliśmy; zdjęliśmy nasze polskie mundury i przyłączyliśmy się do kibucu. Rozpoczęliśmy nowe życie w Izraelu. Ożeniłem się i wychowałem dzieci. Obecnie mieszkam w Herzliah i jestem szczęśliwym ojcem zamężnej córki i syna, który studiuje.
Opisałem moje trudne doświadczenia po tym, jak opuściłem dom z początkiem Holokaustu. Od tamtej pory minęły dziesięciolecia. Jestem pewien, że inni wycierpieli więcej niż ja, jednakże nie potrafię zapomnieć tamtych przeżyć. Byłem 18-letnim chłopcem, niedoświadczonym i całym sercem związanym z domem mojego ojca, dobrym i ciepłym. Byłem członkiem ruchu syjonistycznego „Akiba”, dzięki któremu uzyskałem wykształcenie. Wspominam tamte szczęśliwe dni z rozrzewnieniem. Ruchowi przewodził Yehoshua Ofer, a moją instruktorką była Tzipora Küchler. Ruch rozwijał takie aktywności jak: wycieczki, nauczanie hebrajskiego, uroczystości szabasowe, wykłady i tańce. Po wybuchu wojny zostałem oderwany od swoich korzeni i wbrew swojej woli wrzucony w odległe środowisko, okrutne i wrogie, w świat wyzuty z jakichkolwiek ludzkich uczuć, pozbawiony praworządności i współczucia, bez rodzicielskiego ciepła, świat pochmurny i ponury, bez świąt i wakacji. To były najtrudniejsze dni, pozbawione nadziei na wyzwolenie się z tych mąk.
Pocieszaliśmy się wtedy mając nadzieję na rychłe zakończenie wojny i na to, że wszystko powróci na swoje miejsce; to złudzenie rozwiało się szybko, zamiast niego dotarła do nas gorzka prawda o tym, że wymordowano miliony naszych braci, wśród nich moich rodziców i ukochane siostry. Ciężko znaleźć ukojenie po czymś takim. Jeśli istnieje jakiekolwiek pocieszenie, to chyba w tym, że założyłem dom w Izraelu i dochowałem się potomstwa, które będzie kontynuowało narodowy łańcuch tradycji dla lepszej przyszłości.
The Jewish Community of Wieliczka. Memorial Book, published by the Wieliczka Association in Israel, Tel Aviv 1980, z angielskiego tłum. A. Krzeczkowska.
