Po obejrzeniu filmu „Powstanie Warszawskie” Jana Komasy

Napisany 22/05/2014

Film utwierdził mnie w dotychczasowych przekonaniach co do Powstania Warszawskiego. Decyzja przywódców o jego rozpoczęciu była poważnym strategicznym błędem, jednak być może wybaczalnym, jeśli ważyć wszystkie okoliczności. Natomiast niewybaczalną zbrodnią był brak przywódczej decyzji o zakończeniu zrywu na lewym brzegu Wisły, złożeniu broni i ukryciu się powstańców, kiedy po kilku dniach objawiła się jego militarna słabość wobec siły wroga, zwłaszcza że taką decyzję podjęto na prawym brzegu rzeki. Barany rządziły lwami wtedy w Warszawie. Wiedzę o Powstaniu, tę inną niż felietonowa, czerpię głównie z książek Jana Ciechanowskiego. Tu wspominam tylko o kilku wrażeniach spośród wielu, które odniosłem podczas seansu kinowego.

Dzięki pracy dokumentalistów filmowych podczas Powstania i współczesnych twórców filmu, którzy przetworzyli materiał, wejrzałem na własne oczy w Utopię – zorganizowaną, zrealizowaną, zmaterializowaną i dopełnioną przez tysiące ludzi.

Entuzjazm i energia toczącej swoją wojnę młodzieży na początku Powstania mnie fascynują, zdumiewają, trwożą, powalają z nóg. Fryzury zadbane na co dzień bardziej niż współcześnie od święta, powłóczyste uśmiechy pięknych dziewcząt, wszyscy szczerze uczynni, radośni, bracia i siostry broni. Operator kamery zatrzymuje kadr na wyrostku, ubranym w nierówno zapięty, przydługi płaszcz niewiadomego przeznaczenia, z teatralnym hełmem na głowie i karabinem na plecach, pełniącym rolę wartownika bramy kamienicy. Trudno się tłumaczy ostra broń w rękach dzieci, jeśli nie ma nad tym nadzwyczajnego nadzoru ze strony przeszkolonych dorosłych. Jegomość w garniturze i koszuli pod krawatem pracujący ciepłego sierpniowego dnia przy podawaniu cegieł. Uruchomione w ciągu kilkudziesięciu godzin i potem sprawnie działające przez kilkanaście, kilkadziesiąt dni poczta, prasa, służba medyczna, rusznikarnie, zespoły saperskie, brygady barykadowe, kuchnie, jadłodajnie, kaplice polowe. Samoistne państewko otoczone przez niemieckiego i sowieckiego wroga niczym wysepka w gardzieli wzburzonego morza.

Klęska Powstania to ziszczenie się Utopii. Tragedia Powstania nie musiała zaistnieć, widzę to w twarzach ludzi robiących wojnę na swoją miarę na początku Powstania. Gdyby owa tragedia musiała zaistnieć, ci młodzieńcy i dziewczęta wyrażaliby na swoich twarzach trwogę przed Koniecznością, a ja jej u nich raczej nie dostrzegam. Ale być może nie umiem przeniknąć ich dusz przez ich sfilmowane wyrazy twarzy. Chciałbym obejrzeć ten film jeszcze nie raz, także po tym, kiedy przejdę przez następną fazę dojrzałości, która w moim przypadku wynosi średnio około siedmiu lat, to umiem policzyć do tyłu, tylko na bieżąco nigdy dokładnie nie wiem, kiedy jedna faza się kończy, a druga zaczyna. Jestem zdania, że jeśli chodzi o pojęcia pisane z wielkiej litery: Utopia nie pochodzi z Konieczności, ale ją wywołuje, zresztą nie jako jedyna. Niezgięci i niezłamani Koniecznością fundują sobie Utopię, by zobaczyć, jaka ona jest i jaki jest jej koniec, a ten zawsze okazuje się Koniecznością. Powstańcy chcieli zobaczyć samych siebie jako wolnych obywateli państewka powołanego z ich własnej woli, jako bojowników mszczących się na Niemcach. O stosunku między boginią Zemstą a boginią Wojną wśród Powstańców mówi wiele wielkość widowni przyglądającej się braniu do niewoli kilkunastu Niemców. Na tej ulicy znalazło się wówczas więcej Polaków niż w jakiejkolwiek stoczonej przez nich bitwie w Powstaniu, tak przypuszczam. Po wejściu Sowietów do Warszawy, brakłoby w niej Niemców do zemszczenia się, a z Warszawy bojownicy być może nie chcieli się ruszać, żeby jej strzec przed Sowietami. Próbą zemsty na Niemcach wywołali zemstę tychże na nich samych. Zniszczenie Warszawy okazało się konieczne w oczach Niemców pałających zemstą, bo tylko pisana znów z wielkiej litery Zemsta niszczy miasta takie jak przedwojenna i przedpowstańcza Warszawa. Inna determinanta tego nie czyni, czy powodująca wrogiem czy sojusznikiem. Nikt nie widzi innego powodu do takiego barbarzyństwa niż Zemsta. W końcu Niemcy zrównali z ziemią Warszawę pod koniec 1944 roku, po ponad czterech latach jej okupowania. Powstańcy zobaczyli więc upadek Warszawy jako konieczne wypełnienie się Utopii, którą udało się im zrealizować na kilkadziesiąt dni. Ci spośród nich, którzy później bronili zaistnienia Powstania, robili to z sentymentu do Utopii, którą powołali do istnienia, bo Utopie odpowiadają marzeniu, tęsknieniu, wspominaniu. Ci spośród Powstańców, którzy później ganili zaistnienie Powstania, jego rezultat stawiali nad przyczynę.

Temat utopii pisanej z małej i wielkiej litery towarzyszył mi zawsze i mam do niego wielki sentyment. Nie jestem pewien, czy przez całe moje dotychczasowe życie nie przechodzę płynnie z utopii jednej do drugiej, czasem będąc w niejednej naraz, za to nie opuszczając ich zbyt często, a może nigdy. Urodzenie się i wychowanie w rodzinie kultywującej siłami Mamy wiarę świadków Jehowy w ustroju socjalistycznym to życie w jednej utopii zanurzonej w drugiej utopii, więc to życie w utopii drugiego rzędu, o wysokim stopniu oderwania od rzeczywistości, o romantyczności, jaka się nie śniła ugruntowanym realistom i pragmatykom. Utopię zdefiniuję tu tak: to stan umysłów wspólny wielu ludziom, którzy przeciwstawiając się nieakceptowanej przez nich rzeczywistości, są za to przez nią karani.

Wiesław Żyznowski

Zapisany w: Bez kategorii.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

*