W obronie rasowych psów, w tym ich kupowania

Napisany 28/12/2015

Na ponad 50 lat życia miałem w domu dotychczas jednego psa. Mieszka z nami Xara, suczka rasy labrador. Urodziła się dziesięć i pół roku temu, dwa tygodnie wcześniej niż nasz najmłodszy syn Miłosz, dzięki czemu przez ten cały czas możemy obserwować, jak dwójka rówieśników dorasta w jednym domu – człowiek i pies, każde po swojemu. Oboje do dziś mają zabawy i relacje wyłączne dla nich, ich przyjaźń jest specjalna. Nikt tak jak Miłosz nie skupia się wyłącznie na Xarze, czy robiąc coś dla niej, czy z nią. Z pewnością będzie on dzięki niej innym człowiekiem, lepszym niż gdyby jej nie miał. Od dawna sama suczka traktuje siebie i my wszyscy ją podobnie – jako członka naszej rodziny, o uprawnieniach najmniejszych, ale zapewnionych. Nie mówimy, że ona jest członkiem rodziny, bo w naszym przypadku to przesłanka pierwsza, służąca czasem do dalszego argumentowania i żartów, ale przede wszystkim do ciągłego zauważania coraz to nowszych niuansów wspólnego życia. Polega to między innymi na tym, że znamy przyzwyczajenia swoje i pozostałych tak dobrze, że nie musimy zwracać na nie świadomie uwagi.

Xara to suczka wychowana lepiej niż psy, z którymi się w większości styka. Na początku mojej drogi z psem, jako jego przejęty początkujący posiadacz, odrobiłem swoją lekcję: przeczytałem odpowiednie książki i przeszedłem ze szczeniakiem tresurę pełną, aczkolwiek bardziej domową niż jakąś specjalistyczną. Książki podają, że optymalny czas nauki dla młodej suczki obejmuje kilkanaście pierwszych tygodnia życia (nie pamiętam dokładnie). W tym okresie Xara sporo się nauczyła i do dziś dobrze to pamięta. Nie chodzi tu o niepotrzebne sztuczki niczym z cyrku, ich nie uczyłem jej w ogóle, lecz o umiejętności, które powinien mieć chyba każdy pies przebywający z ludźmi i innymi zwierzętami. Xara umie między innymi chodzić przy nodze bez smyczy, nawet gdy wokół jest mnóstwo bodźców, które mogłyby ją odciągać, potrafi też na zawołanie zawrócić z najatrakcyjniejszej pogoni, nigdy nie skakać na kogokolwiek, nie szczekać bez potrzeby, zostać w jednym miejscu na dłużej, nie wchodzić niezauważona do zakazanych miejsc, nie załatwiać swoich potrzeb tam, gdzie nie powinna. Umie też aportować i znakomicie pływa, choć akurat tego jej nikt nie uczył. Potrafi znaleźć się nieproszona w każdym kadrze fotograficznym, jeśli tylko jest w pobliżu. Zawsze wie, kiedy nadchodzi godzina na jej przywileje. Swoje niektóre przewiny pamięta jakby wybiórczo. Za niesprawiedliwe potraktowanie jej potrafi się obrazić nawet na pół dnia, co przeczy teorii, że psy żyją wyłącznie chwilą bieżącą.

Xara mogłaby robić o wiele więcej, należy do ras pracujących i praca ją cieszy bardziej niż niejednego człowieka, choć może dlatego, że się w życiu nie przepracowuje. Jedyną pożyteczną dla świata, konkretną pracą, która ona wykonuje, to przeganianie saren obgryzających świeże pędy sadzonek drzew sadzonych ręką ludzką. Pomagałaby bardziej, gdybyśmy tego potrzebowali i ją odpowiednio przygotowali, kiedy był na to czas. Z ważniejszych rzeczy Xara nie umie nie uciekać za siatkę w celu bliższych i dalszych wędrówek urozmaicanych wyjadaniem z obcych misek oraz odpowiadać pełnymi zdaniami na pytania jej zadawane ☺.

Nigdy nie ujada, nie charczy wściekle, nie warczy, nie zionie złością i tym podobne, ale może to wszystko ma wrodzone. Nie będę rozwijał opowieści o tym, co w niej może najcenniejsze i zarazem najśmieszniejsze, ale z pewnością dane, jak: rozumność, serdeczność, życzliwość, uległość, godność.

Kupiłem Xarę od właścicielki hodowli specjalizującej się w labradorach i jeszcze jednej innej rasie. W tamtym czasie trzymała ona u siebie kilkadziesiąt psów rozmnożonych bodaj przez nią, ale trudno sprzedawalnych lub wręcz niesprzedawalnych, co w sumie czyniło z tej hodowli zarazem schronisko dla psów własnych, utrzymywane zapewne ze sprzedaży psów takich jak nasza Xara. Ta sympatyczna i entuzjastyczna pani chwaliła się i pokazywała odwiedzającym, jak spała w jednym łóżku z kilkunastoma psami i gdzie który miał miejsce, włącznie z kilkoma nad jej głową. Chyba lubiła specyficzny zapach w jej domu. Wątpię, żeby robiła to z powodów innych niż zasługująca na opis miłość do psów.

Przypuszczam, że gdyby prowadzono mniej komercyjnych hodowli psów rasowych, kurczyłyby się i może znikały rasy nie tylko niepotrzebne, stworzone dla kaprysu, ale i potrzebne, pracujące, wręcz konieczne. Wiele rasowych, specjalnie szkolonych psów pracuje dla niepełnosprawnych, ratownictwa, służb różnego rodzaju. Psy pracujące dla myśliwych są może w mniejszości, biorąc pod uwagę to, że nie wszyscy oni je mają. Sam nie poluję (na zwierzęta ☺), ale nie potępiam myśliwych, choćby ze względu na długą tradycję polowań w Polsce, wystarczy wspomnieć o Panu Tadeuszu.

Mężczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy.

Asesora z Rejentem wzmogła się uparta

Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta,

Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił

I utrzymywał, że on zająca pochwycił;

Asesor zaś dowodził na złość Rejentowi,

Że ta chwała należy chartu Sokołowi.

Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła

Brali stronę Kusego albo też Sokoła,

Psy rasowe warto rozwijać choćby dla jeszcze jednego takiego fragmentu literatury:

Ogary poszły w las.

Echo ich grania słabło coraz bardziej, aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym. Zdawało się chwilami, że nikły dwugłos jeszcze brzmi w boru, nie wiedzieć gdzie, to jakby od strony Samsonowskich lasów, od Klonowej, od Bukowej, od Strawczanej, to znowu jakby od Jeleniowskiej Góry… Gdy powiew wiatru nacichał, wynurzała się cisza bezdenna i nieobjęta na podobieństwo błękitu nieba spomiędzy obłoków i wówczas nie słychać było nic a nic.

Samo publiczne finansowanie rzeczywistego zapotrzebowania na rasowe psy nie wystarczyłoby, bo państwo nigdy nie zaspokaja wszystkich potrzeb w jakimkolwiek zakresie. Zmniejszający się napływ dobrej, selekcjonowanej krwi i genów do psiej puli zwiększałby jej ogólne skundlenie, w konsekwencji powiększałby jej wielkość, jako że psy nierasowe mnożą się szybciej i więcej niż szlachetne – tak jest w praktyce, niezależnie od dobrych i chwalebnych chęci ludzi bezinteresownie pomagających i ratujących niechciane zwierzęta domowe. Argument statystyczny: z jednej pary psów beztrosko się rozmnażających, dajmy na to w ósmym pokoleniu, to jest nawet mniej niż po ośmiu latach, gdyby wszystkie mioty miały potomstwo i rozmnażały się równo dwójką potomstwa z jednego rodzica, byłoby – 128 potomków, analogicznie przy trójce – 2187, przy czwórce – 16384 i tak dalej w postępie geometrycznym. Oznacza to, że na wagę złota jest każdy pies powściągnięty w jakimkolwiek względzie bardziej niż średnia w puli, bo ogólne powściągnięcie psa przekłada się raczej na jego powściągliwość rozrodczą. Warto pamiętać, że popyt wzmaga podaż i nie jest tak tylko w przypadku psów rasowych, ale także nierasowych. Po prostu dobre schroniska dla bezpańskich psów i dobrzy ludzie biorący je z nich rozzuchwalają, nawet podświadomie, nieodpowiedzialnych właścicieli psów. Ponadto im więcej psów nierasowych, tym więcej  bezkarnego i niekaranego, wściekłego atakowania zza siatki, powszechnego w Polsce. W naszym kraju uwalnia się codziennie milionowa agresja z gardeł psów hasających koło domów i nikt sobie nic z tego nie robi, a przecież to ewidentnie zwiększa ogólną agresję Polaków. Pochwalę się, że jako miłośnik długich spacerów już w czasach przedsieciowych i przedhejtowych wiedziałem, dzięki powszechnie charczącym zza siatek psom, jak wiele jest agresji w Polakach.

Ale co może najważniejsze – malałaby ilość piękna psiego w świecie. Xara może i jest beczułkowata, może zasługuje na czułą nazwę „Wersalka”, ale mimo wieku i figury – jakże szlachetny ma krój pyska i jak mądre spojrzenie.

Nie może nie podobać się zachęcanie do brania już żyjących psów ze schronisk czy innych miejsc, zamiast kupowania rasowych psów rozmnażanych na sprzedaż. Ale nie przesadzajmy, że to drugie to wstyd. To pierwsze – psie nieszczęście zmniejsza w krótszej perspektywie, to drugie – w dłuższej. Psia perspektywa jest krótka, zgoda. Ale ja lubię dłuższe perspektywy, dlatego nie wstydzę się, że kupiłem kiedyś małego szczeniaka, którego nazwaliśmy Xara ze względu na wymóg kontynuacji litery „X”, od której zaczynały się zawsze imiona w jej linii rodowej, kończącej się w tym przypadku na naszym psie. W ogóle rodów w świecie jakby coraz mniej, trzeba na nie chuchać. Świat im mniej rodowy, tym gorszy i brzydszy. Zrobiłbym to jeszcze raz.

 

Wiesław Żyznowski

26 grudnia 2015, na krótko przed spacerem z Xarą

 

Zapisany w: Bez kategorii.

6 komentarzy

  1. Napisany przez Sierczanin:

    Na jaki poziom ustawiono ci szczerość? – Na 90%, jak mam na 100% dziwnie reagujecie.
    Rodzice są przyszłymi wspomnieniami swych dzieci.
    Ein Hundert Professoren und die Heimat ist verloren.

    07/01/2016 @ 20:16
  2. Napisany przez Sierczanin:

    Wozilimy, wolzilimy, to my przywieźli.

    13/01/2016 @ 09:50
  3. Napisany przez Sierczanin:

    On ma płatne za całość, to nie marnuje czasu.
    Gdzie tu w pobliżu jest narciarnia?

    16/01/2016 @ 22:13
  4. Napisany przez Sierczanin:

    Mamy kombinacje, ale nie mamy systemu.

    24/01/2016 @ 20:02
  5. Napisany przez Miłosz:

    tato to syn w pierwszych dwóch linijkach zrobiłeś duży błąd
    1.xara sie urodzile 19.06.2005
    dziękuję bardzo fani

    25/01/2016 @ 18:12
  6. Napisany przez Sierczanin:

    Być na boskim sądzie

    29/01/2016 @ 13:39

Napisz komentarz

*