37 milionów powtórzeń

Napisany 13/01/2010

Świadkowie Jehowy zostawili pod drzwiami mojego domu wydanie „Strażnicy” z 1 grudnia 2009 roku. Na stronie redakcyjnej można przeczytać taką oto deklarację wydawców:

Strażnica stawia sobie za cel uwydatnianie pozycji Boga Jehowy jako Władcy Wszechświata. Podobnie jak strażnice, które w dawnych czasach pozwalały z daleka obserwować wydarzenia, czasopismo to ukazuje znaczenie wydarzeń światowych w świetle proroctw biblijnych. Pociesza wszystkich dobrą nowiną, że Królestwo Boże – realny rząd panujący w niebie – wkrótce usunie z ziemi zło i przeobrazi ją w raj. Umacnia wiarę w już panującego Króla, Jezusa Chrystusa, który poniósł męczeńską śmierć, by ludzie mogli osiągnąć życie wieczne. Świadkowie Jehowy wydają to czasopismo od roku 1897. Jest ono całkowicie apolityczne i uznaje wyłącznie autorytet Biblii”.

O czym lub o kim jest mowa w przypadku „Strażnicy” jako stawiającej sobie coś za cel? Czy chodzi o wydawnictwo w sensie bytu prawnego lub może złożony z ludzi zespół wydawniczy? Teksty zamieszczane w czasopismach piszą autorzy lub redaktorzy, a cele, zwłaszcza dla innych ludzi, wyznaczają decydenci, liderzy, szefowie.

Z uwydatnianiem pozycji Boga jako Władcy Wszechświata jest jak z uwydatnianiem pozycji taty jako ojca. Można zajmować w rodzinie miejsce należne ojcu, nie mając jego autorytetu. Niemniej w rozumieniu religii chrześcijańskich Bóg pisany dużą literą jest najczęściej tożsamy z Władcą Wszechświata w sensie bytu najważniejszego we wszechświecie. Zatem może chodzi o uwydatnianie przekonania (decydentów lub autorów Strażnicy), że Bóg tak nazywany jest taki, a nie inny?
Pod jakimi względami umożliwienie obserwacji zdarzeń z daleka (jak ze strażnicy w sensie dosłownym) jest podobne do ukazywania znaczenia zdarzeń na tle czegoś tam (jak robią to autorzy Strażnicy)? To pierwsze ogranicza się do technicznej pomocy, to drugie wyraża roszczenie do interpretacji. Pierwsze pomaga w uzyskaniu samodzielnego oglądu, drugie wyraża chęć autora interpretacji, aby wywierać wpływ na poglądy czytelnika. Pierwsze pozwala zauważać wydarzenia bezpośrednio, drugie pośrednio.

Jeśli autorzy „Strażnicy” pocieszają kogoś, to z pewnością nie wszystkich, najwyżej swoich czytelników i innych zainteresowanych przekazem. Jeśli informują, że od 1897 roku głoszą dobrą nowinę o tym, że wkrótce będzie raj na ziemi, to chyba powinni zdefiniować słowo „wkrótce”. Nie wspominając o tym, że w XIX wieku to nie świadkowie Jehowy wydawali czasopismo, tylko ich poprzednicy prawni i doktrynalni – o ile to nie byli nawet poprzednicy ich poprzedników – i że chyba nie nazywało się ono Strażnica, tylko inaczej. Nie można też mówić o apolityczności poglądów zamieszczanych w czasopiśmie, skoro autorzy próbują ukazywać w nim znaczenie wydarzeń światowych – mających przecież często politykę w tle. No i nawet gdyby się zgodzić, że uznają oni wyłącznie autorytet Biblii, powracają pytania: uznają autorytet Biblii jako zbioru ksiąg czy może autorów tychże ksiąg, a może tylko tych, którzy ich inspirowali? Zgodnie z którą wykładnią językową tekstów to robią? Itd.

Czytam, że „przeciętny nakład każdego wydania” w ujęciu globalnym wynosi ponad 37 mln egzemplarzy. Co dwa tygodnie zużywane jest tyle papieru, farby drukarskiej, pracy ludzi… Tęsknię za wysiłkiem skrybów, pochylonych nad każdym słowem, marzy mi się czytanie i pisanie słów, które okażą się niebłahe po upływie tysiąca lat.
Wiesław Żyznowski

Zapisany w: Bez kategorii.

12 komentarzy

  1. Napisany przez Aniela Birecka:

    Przeczytałam dwa razy i nie bardzo rozumiem. Jeśli twórcy „Strażnicy” po swojemu i z pełną determinacją głoszą Słowo Boże, chwała im za to, gdy czynią rzeczywiście bezinteresownie. Gorzej w przypadku rzekomo apostolskiego natręctwa.
    Nie byłam oraz nie jestem zainteresowana wizją chrześcijaństwa w wydaniu Świadków Jehowy. Sprawa druga to interpretacja Biblii; konkretnie: biblijnych Ksiąg i kwestia przekładu tych Ksiąg. Powtarzam, jeżeli ciż – nie narzucając się ze swymi przekonaniami – innym, nie współwyznawcom, (u)czynią wiele dobrego, będą identycznie od pozostałych sądzeni z Miłości, w co osobiście niezbicie wierzę. Może to naiwny idealizm, ale mnie jest z tym dobrze. Nawet bardzo dobrze! „Strażnica” brzmi optymistycznie. I niech tak zostanie: w bezczasie, bo w Biblii czasu teraźniejszego nie ma, jedynie wczoraj i jutro, jak pięknie nauczał na ostatnich adwentowych Rekolekcjach X dr Lucjan Bielas z Papieskiego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie. „Strażnica” w swoim 37 milionowym powtóreniu także może okazać się niezastąpiona. I dla niektórych – niezawodna.

    15/01/2010 @ 17:00
  2. Napisany przez Glover:

    Kluczowe w Pani wypowiedzi są słowa: „jeśli czynią to bezinteresownie”. Towarzystwo „Strażnica” wydające czasopismo pod tą samą nazwą jest notowane na liscie 500 największych korporacji nowojorskich z przychodami sięgającymi niemal 1 miliarda (tysiąca milionów) USD o aktywach idących w miliardy. Co prawda chodzi o organizację non profit, co utrudnia akcjonariuszom dostęp do majątku, ale też pozwala na redukcję podatków. Jeśli są przychody, są też wydatki. A kiedyś ten mnążący się automatycznie majątek przejdzie w ręce akcjonariuszy.

    15/01/2010 @ 19:32
  3. Napisany przez krakus(ka):

    Krakus – was a legendary Polish prince and founder of Krakow, the ruler of the tribe Lechitians (Poles). Krakus is credited with building Wawel Castle. Smok Wawelski was supposedly killed in prince Krakus’s days. Originally I discovered this name for one of my greatest Polish friends when I was sitting with him and my family at the HatYai airport café waiting for our flight departing home. He wanted to write a comment on his own web page through mobile internet. This name came to me in spare of a second and I thought it fit him so well. Word “Krak” in pre-slavic etymology means simply: “Oak” or sacred tree associated with the concept of genealogy.

    I may need to simplify it for myself and change to “krakuska” or “krakowianka” (simply- a citizen of Krakow). Unfortunately now I am only a frequent visitor of Krakow, but I like this city and its people and I still feel like I belong there. But do I?
    In any case I am coming back to my writing and enjoying association with wonderful and intelligent people here on this blog.

    21/01/2010 @ 04:18
  4. Napisany przez krakus(ka):

    @ Aniela Bierecka
    Niewiele wiem na temat Swiadkow Jehowy. Tym bardziej chetnie ich poslucham jezeli maja cos ciekawego do powiedzenia. Szanuje mysl kazdego czlowieka i kazda religie. Natomiast Towarzystwu “Watchtower “ – “Straznica” nie nalezy niczego zazdroscic. Jest tam wystarczajaco duzo mysli i pracy ludzkiej aby zarabiali nawet wiecej niz 1 mld USD rocznie. Jezeli ktos inny odkryje cos rownie znakomitego to przeciez tez moze zalozyc swoje wlasne towarzystwo, zjednac sobie ludzi, wejsc na gielde w NY etc… Jezeli towarzystwo bedzie rownie genialne i znajdzie wielu poplecznikow to odniesie sukces. Problem w tym, ze nie jest to takie latwe. Zawsze jednak warto myslec i pracowac. Jestem zwolennikiem zarabiania.

    21/01/2010 @ 04:31
  5. Napisany przez krakus(ka):

    @ Glover
    Pytanie kluczowe raczej powstaje: Dlaczego ktos powinien czynic cos (cokolwiek) bezinteresownie? Slowo BEZINTERESOWNIE w j.angielskim : “DISINTERESTEDLY” (nigdy nie slyszalam w realnym zyciu) lub w drugiej wersji tlumaczenia: ” FOR LOVE”. Chociaz nawet w tym ostatnim wypadku, jezeli cos jest robione “FOR” to wyklucza automatycznie bezinteresownosc.

    Przypuszczalnie slowo “bezinteresownie” jest typowo polskim wymyslem powstalym na na bazie naszych tradycji komunistyczno-chrzescijanskich.

    Ja ostatnio zaczynam wierzyc tylko w ludzi interesownych (czyli tych, ktorzy pracuja lub prowadza interesy). Sa bowiem tylko jeszcze dwie formy pozwalajace na przezycie tj. pasozytnictwo lub zlodziejstwo. Z tych trzech istniejacych form zycia ten pierwszy typ mi najbardziej odpowiada. Juz samo slowo bezinetresowny(a) jest dla mnie zabarwione bardzo negatywnie. Bezinteresowny(a) czyli w zasadzie niczym niezainteresowany(a).

    Natomiast “milosc” bezinteresowna to w mojej interpretacji taka, ktora przedklada dobro osoby ukochanej ponad swoje wlasne. Ilu ludzi takich znasz? Napisz. Bardzo jestem ciekawa.

    21/01/2010 @ 04:50
  6. Napisany przez Ula:

    Oczywiście, że wszystko czynimy interesownie, czyli we własnym bądź w czyimś interesie. Słowo „bezinteresownie” należy raczej odnosić do sytuacji, w której czynimy coś w interesie czyimś a nie własnym, czyli łopatologicznie: bez własnego interesu.
    Ale w rzeczywistości:
    – na pewno są sytuacje, w których robimy coś wyłącznie dla własnego interesu,
    – natomiast z wyłącznością w odwrotnej sytuacji jest już gorzej: robimy coś bardziej lub mniej w czyimś interesie w powiązaniu z mniejszym lub większym interesem własnym.
    Kwestia: jakie kto stosuje proporcje!

    24/01/2010 @ 00:55
  7. Napisany przez Glover:

    Jeśli ktoś pomaga obcemu nieznanemu człowiekowi i czyni to anonimowo, w zupełnej tajemnicy przed kimkolwiek, a wymaga to od niego osobistego poświęcenia i na dodatek zapomina o tym na zawsze – to robi to w interesie ludzkosci w wymiarze bodaj 8 mld, czyli w interesie na tyle rozrzedzonym, że można powiedzieć „bez-interesownie”.
    Co prawda, trudno wskazać na takie przypadki tak, by nie utracily waloru rozrzedzonej interesowności. Ale istnieją Krakusico, istnieją.
    Twoje spostrzeżenie, że w języku angielskim to slowo jest praktycznie martwe, zasługuje na odrobinę dłuższą analizę. Zaznaczmy na razie, że nie jest ono pochodzenia przaśno-buraczanego, bo jeden z głównych szlifów dał mu sam Immanuel Kant – filozofujący w sposób, który Amerykanom śni się rzadko.

    24/01/2010 @ 16:10
  8. Napisany przez Glover:

    c.d.
    Zapomniałem o czymś oczywistym: wymogu braku jakiejkolwiek własnej korzyści w przypadku czyniącego bezinteresownie.

    24/01/2010 @ 16:15
  9. Napisany przez krakus(ka):

    @ Glover
    „Wywijasz sie sianem” i caly czas wychodzisz na wszystkim tak jak „Zablocki na mydle”. O istnieniu 8mld liczacych na pomoc „bezinteresownych” to sama wiem doskonale. Nie podales jednak cyfry: ilu znasz ludzi, ktorzy (u)czynili lub czynia cos (cokolwiek) calkowicie „bezinteresownie” dla Ciebie. Tylko ta cyfra moze wzbogacic moja wiedze.

    Dzisiaj bede cieszyc siebie rodzinnymi sportami zimowymi(nie „bezinteresownie”) a moja dusze widokami. Wroce jednak do pisania wieczorem. Jezeli potrafisz to napisz tylko te jedna cyfre (przeciez nie moze byc taka wielka, ze nie jestes w stanie policzyc).Umieram z ciekawosci.

    24/01/2010 @ 19:00
  10. Napisany przez Glover:

    @Krakus(ka)
    Jak wynika z mojej poprzedniej wypowiedzi, jeśli wiem o czymś z rzeczy, o których mówimy, to nie może być bezinteresowne. Oczywiście bez wykręcania się, takie wypadki są rzadkie. Zresztą nie jestem odpowiednim przypadkiem do takich porównań. Nie to przeznaczenie, jak na razie.

    24/01/2010 @ 20:18
  11. Napisany przez krakus(ka):

    @ Glover
    “Wiedziec “ a “potrafic” to sa dwie rozne rzeczy. Ludzie czesto duzo wiedza a molo potrafia. Ciagle mi nie podales tej cyfry. Wiem, ze cyfry sa bezduszne i obojetne, ale przez to w sposob najbardziej lakoniczny, prawdziwy i precyzyjny okreslaja rzeczywistosc.

    Natomist przeznaczenie nikogo z nas nie ominie. Czesto nawet znamy nasze przeznaczenie. Jedni z nas chca sie od niego wykrecic i przed nim uciekac a sa tez tacy, ktorzy znajac je potrafia na pytanie:
    “QUO VADIS?”
    odpowiedziec: “Wracam do Rzymu i wiem, ze tam zostane ukrzyzowany”. To sa jednak wypadki rzadkie.

    25/01/2010 @ 05:36
  12. Napisany przez krakus(ka):

    c.d.
    Zapomnialam dopisac. Do Immanuel-a Kant-a chetnie powroce. Nie tylko dlatego, ze laczy nas ten sam dzien urodzin (co prawda, w zupelnie innym stuleciu). Doceniam jego uwielbienie dla pieknych i inteligentnych kobiet (mimo, ze do konca zycia pozostal kawalerem). Zgadzam sie rowniez z Kant-em, co do jego spostrzezenia, ze: “czas i przestrzen nie naleza do swiata materialnego” Te niematerilane formy jednak stoja wyzej niz materia (bo o niej decyduja). A tak wogole to tesknie za filozofowaniem.

    25/01/2010 @ 05:45

Napisz komentarz

*