Drugie, trzecie życie

Napisany 01/03/2010

Przysłowie niemieckie, którym się przejąłem w wieku nastoletnim, mówi: Wievielen Sprachen du sprichst, sooftmal bist Mensch. „Iloma językami mówisz, tylekroć jesteś człowiekiem”. Widzę w nim sugestię, że ponieważ nasze duchowe bycie toczy się przede wszystkim w języku, jedno bycie może mieć miejsce w języku ojczystym, inne ewentualnie w innych. Pamiętam dobrze z młodości przebłyski bycia innym człowiekiem w niemczyźnie i żałuję, że się nie rozszerzałem bardziej w tym względzie. W młodości przejmowała mnie bardziej możliwość zwielokrotniania języków, obecnie zaś ważniejsza dla mnie jest możliwość bycia równolegle różnymi ludźmi. Można to osiągnąć nie tylko przez nauczenie się języka obcego i bycia w nim.

Można też być jakby więcej niż jednym człowiekiem, żyjąc powtarzalnie, najlepiej w miarę regularnie, w dwóch miejscach na świecie. Chodzi mi o drugie życie, jeśli nie w pełnym zakresie, to jednak w znacznie większym niż bycie turystą na wczasach czy na wycieczce. Dobrze, jeśli miejsca, w których się żyje, różnią się wyglądem, klimatem, zwyczajami ludzi, językiem, możliwościami osobistego wykorzystania, a także odgłosami i zapachami. Żeby żyć drugim życiem, trzeba wchodzić z miejscowymi osobami, najlepiej ciągle tymi samymi, w relacje w miarę naturalne dla nich, nauczyć się w jakimś stopniu funkcjonować na sposób lokalny, mieć sprawy do załatwienia na miejscu, zadania do wykonania, problemy, wzloty, upadki do przeżycia, dotykać lokalnych realiów bez pośredników typu concierge w hotelu.

Po przemieszczeniu się między swoimi miejscami drugi, trzeci, trzydziesty raz miejsce, do którego się przybyło, wypycha z głowy to, czym była wypełniona przed rozpoczęciem podróży. Bardzo szybko nawiązuje się ciągłość z rzeczami, sprawami, odczuciami, które się tu pozostawiło. Rozmowy z tutejszymi znajomymi i przyjaciółmi rozpoczyna się niemalże od punktu, w którym się je tu skończyło. Nawet jeśli było to kilka, kilkanaście miesięcy temu. Wracają problemy i przemyślenia, które się tu miało i do których się nie wracało, będąc gdzie indziej. Bywa, że człowiek okazjonalnie zmienia do pewnego stopnia swoje odruchy, sposób mówienia i myślenia, sposób postrzegania rzeczy i spraw, zwyczaje, a nawet poglądy. Wraca się do obietnic, które się tu kiedyś złożyło, idzie się na obiecane a nieodbyte obiady. Używa się przedmiotów i ubrań przeznaczonych tylko do tego miejsca, czyta się inne książki i gazety. Żyje się życiem równoległym do żywotów, które ma się w innych miejscach.

Chyba najciekawsze w życiu równoległym jest to, że im dłużej się je przeżywa w powtarzających się fragmentach i w ich ramach ewentualnie intensyfikuje, tym bardziej ono się usamodzielnia w psychice, oddzielając się od innych żyć. Wszystkie kawałki owego życia wiążą się w świadomości człowieka w nową całość. Mniej w niej „stałych fragmentów”, znanych z życia podstawowego, tych, które jako najbardziej oswojone szybko zacierają się w pamięci, skądinąd powodując, że ludzie im starsi, tym w swoim odczuciu żyją szybciej. Owa całość alternatywnego życia może nawet wywoływać poczucie, że gdyby się przeżyło tylko ją, to może od biedy wystarczyłaby za jakieś życie. A stąd już niedaleko do tego, by ktoś mógł powiedzieć: żyję więcej niż jednym życiem.

Ludzie, którzy nie szukają żyć równoległych, będą jeździć na wczasy w coraz to inne miejsca, natomiast szukający ich – upatrzą sobie jedno miejsce lub nawet sprawią sobie drugi dom. Marynarze i ci, którzy wykonują zawody wymagające ciągłego przemieszczania się w obrębie tych samych miejsc lub sytuacji, mogliby się wypowiedzieć w sprawie. Pewnie tak samo emigranci – o ile na przykład wracają do ojczyzny w jedno miejsce. Ile żyć przeżywasz, tylekroć jesteś człowiekiem.
Wiesław Żyznowski
Hat Yai, 28 lutego 2010 roku

Zapisany w: Bez kategorii.

38 komentarzy

  1. Napisany przez Ula:

    Chrystus dzielił między tłumy chleb i było wrażenie, że tego chleba przybywa a nie ubywa.
    Pozostawiając część siebie w różnych ważnych miejscach, dzielimy się sobą, a mimo to pozostajemy pełnią tam, gdzie fizycznie się znajdujemy (mogąc się z tą pełnią przemieszczać).
    Fenomen dzielenia się.

    03/03/2010 @ 23:14
  2. Napisany przez emigrantka:

    Upatrzec sobie zycie w innym kraju w innym miejscu na ziemi to jakby miec dwie dusze.Zawsze czulam sie kosmopolita. Kiedy jestem w Polsce czuje sie Polka,w drugim kraju jestem jego obywatelem.Darem losu jest ,jezeli to drugie panstwo lezy na peryferiachmapy a inaczej jesli w centrum Europy.Lepiej aby bylo innymhistorycznie,kulturowo i mentalnie. Wlasnie ta innosc ma wplyw na nasze zycie i przemiany.Rowniez system wartosci i norm postepowania przyjety w jednej kulturze nie bedzie obowiazywal w innej.Wszystko moze byc wzgledne.
    Emigranci,to juz coraz czesciej nie sa tulacze i wygnancy,ofiary procesow historycznych, lecz musza na nowo okreslac swoja wole ,tozsamosc i stosunek do kraju w innych kategorjach.To bardzo ciekawy proces. Powstaje zycie nowe ,czesto rownolegle ,ktore bardzo usamodzielnia.Za granica najlepiej czuje sie ci,ktorzy potrafia swoje tradycje przeniesc na nowe miejsce, ale wczesniej je modyfikujac. Mozna rowniez odtworzyc polskie zycie gdzie indziej ,ale takie zycie nie wnosi nic nowego,nie uczy.Roznice w mentalnosci ,kulturze, religii,stopnia zamoznosci,zaawansowania cywilizacyjnego- moga w drugim kraju dzielic,utrudniac lub wzbogacac. Dwie mentalnosci moga sie scierac,wiec w kazdym kraju mysli sie i dziala jego sposobem.Pomylka lub zapomnienie mozestworzyc zabawne lub trudne sytuacje.Zarowno biologia jak i srodowisko rzezbia na kazdym z nas swoje krztalty,ktore ulegaja ciaglym ,zmianom,modeluja ,ucza i formuja.Duze znaczenie ma sytuacja materialna dla zdrowia fizycznego i psychicznego.
    Im kraj jest bardziej zamkniety kulturowo,tym wazniejsza jest znajomosc jezyka.Znajomosc jezykow obcych wzbogaca nas, jest;
    ewolucja tozsamosci,potencjalem intelektualnym,wejsciem do srodowiska tego kraju. Wyraza ducha narodu,poszerza nasz swiat wewnetrzny i zewnetrzny.Narzuca nam okreslony sposob postrzegania ,
    rozumienia i odczuwania.Jest jakby sprezony z mentalnoscia danego narodu.Przez nowy jezyk zdobywamy odmienne sposoby opisywania rzeczywistosci i wyrazania emocji, uczymy sie od nowa jeszcze raz.wycisza dawne echa bolesnych przezyc. Kazdego dnia nowe slowa walcza o swoje miejsce.Komunikacja w obcym jezykuwymaga pelnej swiadomosci,ciekawosci i zdolnosci do obserwcji rozmowcy i siebie samego.Martwi nas czesto,ze rozmowca nie wie o co nam chodzi aby nasza wymowa nie byla razaco obca.
    Grozne moze byc zatracenie rownowagi w tych nowosciach,mozna wpasc jakby w „pojazd z przyspieszeniem”,nie okreslajac swojego miejsca w nowym kraju.Patrzymy jakby przez „okno”,spogladamy na granice przekroczenia i nieraz zapieramy sie dotknac rzeczywistosci za „oknem”
    Poczatek zycia na obczysnie to stapanie po bezdrozach obcosci-wkolo straszy.Powoli wyzwalamy sie i jakby unosimy,ale zawsze z oddalenia i samotnie,niezauwazalnie dla innych.
    Odczucie samotnosci i nowego tez mobilizuje niektorych do dzialania i odwagi,wowczas wzrasta poczucie wlasnej wartosci.Wielu z nas odczuwa satysfakcje ze swoich sukcesow, ale wielu rowniez przelyka gorycz z niespelnionych planow i osiagniec.
    Nadal krztaltujemy i zmieniamy punkt widzenia. Jedni zafascynuja sie obcym,”lepszym”,nie zostawiajac miejsca ,niszczac co dawne, pierwsze, najblizsze,to co pierwsze uslyszal zobaczyl,szkosztowal,poczul,zrozumial,wypowiedzial dotknal.Niektorzy zyja szybko i powierzchownie,pedza we wszystkich kierunkach rownoczesnie.Dopiero w warunkach stabilizacji moze nastapic reorganizacja tozsamosci i ukrztaltownie nowej.Do wlasnej oceny sytuacji wymagana jest zawsze jakas perspektywa czasu.
    Lata plyna, zawdzieczamy nowemu krajowi wiele……….Nasza egzystencja ma tez wymiar duchowy,pytamy;- kim jestesmy,nasze mysli przeplataje sie z refleksjami. Ale wkrotce juz rozumie,pojmuje!
    W wiekszosci nasze zycie socjalne w drugim kraju jest ubozsze,wiec pielegnujemy wspomnienia i stare przyjaznie.Im dluzej zyjemy za granica wiecej dostrzegamy tam ogolnoludzkich slabosci i bledow.Mysli przepychaja sie wzajemnie-„ten kraj jest twoja ojczyzna,ktory daje ci chleb”-albo-„czy tylko dobra materialne licza sie w zyciu czlowieka?”-lub- ” a przeciez lojalnosc do innego krajunie stoi na przeszkodzie zlojalnoscia i przywiazaniem do ojczyzny?”
    Mimo duzej sympati do drugiego kraju zamieszkania,czuje sie bardziej Polakiem niz tym drugim. Ojczyzna-moj pierwszykraj-dom,oznacza dla mnie bardzo duzo; moj jezyk,moja rodzine,moje zakatki i ulice,smaki z dzicinstwa,smak polskiego chleba,wakacje na wsi. Poczucie przynaleznosci i jednosci sa niezbedne aby zyc autentycznie.
    Moge smiac sie przez lzy,byz soba,bez poczucia niepewnosci i leku.

    06/03/2010 @ 00:23
  3. Napisany przez tester:

    test

    06/03/2010 @ 01:01
  4. Napisany przez krakus(ka):

    Tyle tylko, ze rozmnozenie chleba nie jest sztuczka komputerowa, teatralna czy magiczna. Aktorzy, technicy, inzynierowie, magicy w tym sie nie sprawdza. Cud ten wymaga duzo wiekszych umiejetnosci, ktore sa dawane czlowiekowi w darze od Boga: umiejetnosci milosci, wiary, cierpienia i nadzieji. A cuda staja sie nagle, lekko, bez zapowiedzi i wysilku. Bez tych bozych umiejetnosci nie ma jednak zadnej szansy na zadne cuda. Co wcale nie znaczy, ze bez cudow nie mozna zyc i pelzac po Ziemi.

    06/03/2010 @ 17:22
  5. Napisany przez kubuś puchatek:

    Być złym człowiekiem, planować i czynić zło to zapewne też kolejne życie.

    06/03/2010 @ 20:09
  6. Napisany przez Ula:

    Hmm, skąd ten wywód, że „aktorzy, technicy, inżynierowie, magicy” nie są w stanie nabyć „umiejętności miłości, wiary, cierpienia i nadziei”?

    Poniżej wywiad z pisarzem, dramaturgiem, reżyserem, aktorem, Iwanem Wyrypajewem:

    ” – […] Nie wystarczy tylko mówić o zasadach moralnych, ale je rozumieć i stosować – podkreśla [Iwan Wyrypajew, uznany na świecie dramaturg i reżyser rosyjski].
    [W jego najnowszej sztuce „Taniec Delhi’] W grze ludzkim losem można dopatrzyć się braku poczucia stabilności typowego dla Europy Wschodniej.
    – To nie jest problem tylko naszej części kontynentu. Generalnie życie jest mało stabilne. Warunki w Ameryce są lepsze niż w Polsce i Rosji, ale czy to znaczy, że Amerykanie są szczęśliwsi od nas? Nie sądzę. Nie wyobrażam sobie tylko szczęścia. Zawsze towarzyszy mu nieszczęście. Życiu – śmierć.
    Sztukę [„Taniec Delhi”] można odebrać jako przypowieść o kryzysie Europy, która utraciła duchową i religijną tożsamość. Niektórzy nie znają odpowiedzi na podstawowe pytania, czym jest życie, śmierć, miłość. Szukają ich w filozofii Wschodu.
    – Kultura europejska przez ostatnie stulecie zwracała uwagę człowieka ku temu, co poza nami. Tak jakbyśmy nie szukali szczęścia, tylko nieszczęścia. Jedna z moich bohaterek jedzie do Indii. Warto. Tam usłyszy, że trzeba wrócić do domu i szukać w sobie. We własnym sercu.
    Z kryzysem tożsamości łączy się syndrom życia cudzym życiem. Zwykli ludzie marzą o sławie i szczęściu gwiazd. Media stają się zwierciadłem osób publicznych. Te zaś kierują się modą i notowaniami popularności. Zazdrościmy, naśladujemy.
    – Żyć własnym życiem to znaczy być blisko rzeczywistości. Rozumieć ją. Niewielu to potrafi.”

    Wywiad przeprowadził Jacek Cieślak (rp).
    Wczoraj w Teatrze Narodowym w Warszawie odbyła się premiera „Tańca Delhi”.

    06/03/2010 @ 20:31
  7. Napisany przez Ula:

    Kubusiu,

    Chyba nawet utrwalane „złe” myśli to też kolejne życie.

    06/03/2010 @ 23:26
  8. Napisany przez tester:

    Krakusce chodzi o realne mnożenie chleba. Wypowiedź Wyrypajewa tego nie dotyczy, nie wspominając o tym, że w ogóle się nie wspina na szczyty.

    07/03/2010 @ 06:42
  9. Napisany przez Ula:

    Zgadzam się z Tobą Testerze, że w tym wywiadzie Iwan Wyrypajew nie wspina się na szczyty.
    Mówi się: Niektórzy dużo mówią, mało robią. A inni „mało” mówią, „dużo” robią.

    Załączona powyżej jego wypowiedź nie miała dotyczyć cudów, o które chodzi Krakusce. Ale są przecież jeszcze inne cuda na świecie niż rozmnażanie chleba i akurat, między innymi, dzieją się też za sprawą artystów.

    07/03/2010 @ 09:23
  10. Napisany przez krakus(ka):

    You can’t fill up a cup that is already full.

    07/03/2010 @ 17:02
  11. Napisany przez Ula:

    Do naczynia od cudów można właśnie dolewać bez końca i nie będzie sie przelewać.

    07/03/2010 @ 19:25
  12. Napisany przez ak:

    tak zupełnie na marginesie – jedna z ciekawszych interpretacji (jestem laikiem, więc dla mnie ciekawszych) cudu rozmnożenia chleba jest taka, że każdy z tłumu obecnych wtedy nad jeziorem miał przy sobie coś do jedzenia, tylko ze względu na to, że każdy miał porcję dla siebie i nie wiedział, czy może wyciągnąć – bo a nuż – osoba obok nie ma nic – i jak tu się podzielić – więc wszyscy siedzieli głodni. Dopiero gest Jezusa – z jednej strony naiwny, z drugiej pewnie wzruszający sprawił, że każdy wyciągnął to, co miał za pazuchą, podzielił się z sąsiadem, przełamał sie chlebem. I tak okazało się, że nikt nie pozostał głodny. Mi podoba sie ta interpretacja bardziej, niż widmowe mnożenie ryb i bochenków, wiecej mówi o ludzkiej mentalności. Bo o cud w niej – chyba najtrudniej.

    Mi z mnogością żyć w jednej osobie bardziej kojarzy sie zjawisko bycia swoistym zlepkiem różnych osób, zapożyczeń, kalek myślowych, pożyczonych poglądów – zjawisko podobno bardziej charakterystyczne dla kobiet, chociaż udawajmy, że nie ja napisałam to ostatnie zdanie:) I nie mówię tylko o genetyce i wychowaniu – to normalne, że przejmujemy od rodziców zwyczaje, poglądy – z czasem przyswajamy je także od przyjaciół, wrogów, pań z telewizji itp.

    A może kobiety – jako bardziej samoświadome (generalizuję) – po prostu częściej sobie zdają z tego sprawę?

    Dla mnie w zjawisku „zwielokrotnionych żyć” – fascynujące jest to, że w te swoje wcielenia, które wydają nam się lepsze, fajniejsze, bardziej pociągające – wchodzimy z lubością, dążymy do powtarzalności sytuacji, w których życia te moga zaistnieć. Natomiast te życia, które nas umniejszają – spychamy, unikamy ich, omijamy sytuacje, w których ona są możliwe do zaistnienia…. Po tym najprościej poznać, jakich siebie (lub wyobrażenie siebie) lubimy, jakich niekoniecznie:)

    08/03/2010 @ 14:57
  13. Napisany przez krakus(ka):

    Z laikami oraz konserwatynymi wierzacymi i wiernymi czytelnikami tej strony pragne podzielic sie slowami wspanialego Polaka:

    “The worst prison would be a closed heart”.

    John Paul II, Madison Square Garden, NY 1979

    10/03/2010 @ 21:58
  14. Napisany przez krakus(ka):

    @ AK
    Ja osobiscie gleboko wierze w istnienie Boga (w znaczeniu wyzszej inteligencji) chociaz z ubolewaniem musze sie przyznac, ze jestem laikiem w poznaniu jego istoty. Jestem laikiem nie z wyboru tylko z koniecznosci. Moj umysl nie potrafi Go ogarnac. Nie potrafi stworzyc dla zadnej religii tego swiata preferencji, bo kazda jest pozytywnym wkladem w rozwoj cywilizacji i czlowieczenstwa na przestrzeni tysiecy lat. Nie mam jednak wrazenia aby to mnie okaleczalo wrecz przeciwnie uwazam ze mnie tylko ubogaca.

    Moim zdaniem laicyzm nie jest niczym zlym dopoki nie pozbawia czlowieka swobody mysli oraz swobody serca i nie hamuje jego ciaglej potrzeby poszukiwania. Ludzkosc pozbawiona inteligencji i pozbawiona umiejetnosci milowania nie ma zadnej szansy na przetrwanie duchowe czy nawet fizyczne. Czlowiek bezmyslny i nienawidzacy staje sie bezradnym. Samo bowiem fizyczne rozmnazanie sie nie jest podstawowym warunkiem przetrwania rodzaju ludzkiego. Laicyzm nie powinien ograniczac umiejetnosci postrzegania rzeczywistosci, w ktorej czlowiek nie jawi sie najdoskonalsza istota tego wszechswiata. Zwlaszcza czlowiek o niskiej inteligencji i malym sercu.

    Jezus z Nazaretu posiadal nadzwyczajna zdolnosc otwierania ludzkich serc, budzenia ich wrazliwosci, otwierania oczu slepcom, ukazywania prawdy, prowadzenia z ciemnosci do swiatla i rozwijania wrodzonych ludzkich zdolnosci do milosci, wiary, cierpienia i nadzieji . Wszystkie te umiejetnosci i inne talenty istnieja w kazdym z nas od chwili przyjscia na ten swiat. Cala przeszlosc, przyszlosc oraz wszystkie miejsca i ludzie ktorych spotkalismy oraz tych co spotkamy na naszej drodze zycia istnieja juz w nas. Nie kazdy jednak bedzie umial czy chcial je rozwinac. Wspomniana przeze mnie w blogu „Lucy” (imie nadane w jezyku amharskim „Dinqines” oznaczajace „jestes piekna” bo „jestes wspaniala”) australopithecus afarensis ukazuje nam roznice w pieknie czlowieka i szympansa.

    Jakiekolwiek metody zastosowal w cudzie rozmnozenia chleba Jezus byly piekne i razaco skuteczne. Uczynil zycie czlowieka wspanialszym w kazdym aspekcie.

    10/03/2010 @ 22:24
  15. Napisany przez aa:

    test test

    12/03/2010 @ 14:06
  16. Napisany przez krakus(ka):

    Kazdy obraz jest warty tysiaca slow. Stad ponownie sprobuje (jezeli censor tej strony mi pozwoli) w moim kolejnym komentarzu przeslac link do pieknych obrazow, ktorych prezentacja zajmuje tylko 90 sekund. Aby to samo opisac zajelo by mi tygodnie a moze nawet lata (z mniejszym efektem). Moge powiedziec z czystym sumieniem, ze czegos nie lubie tylko wtedy kiedy cos sama przetestowalam. Nie moge powiedziec, ze nie lubie herbaty jezeli nigdy nie pilam herbaty. Warto oczywiscie testowac bo smak jest kwestia wlasnych preferencji. Nie kazdy lubi to samo. Czasami bywa tez tak, ze ludzie nie maja wolnego wyboru i lubia to co musza lubic i wowczas ich testowanie na nic sie zda. Jednak wydawanie wyrokow, ocenianie czegos lub kogos bez wszechstronnej (albo przynajmniej obustronnej) wiedzy jest niesprawiedliwoscia.
    Ja np. nie lubie miejsc gdzie trwaja wojny, rewolucje ekonomiczne, religijne czy polityczne, gdzie degraduje sie godnosc czlowieka, sprzedaje wartosci, ktore nie powinny byc przedmiotem zadnych transakcji ,wyzyskuje, zniewala, niszczy przyrode, zanieczyszcza powietrze, ziemie, wode etc. Nigdy nie tworze domow w tego typu miejscach. Nie kazdy bowiem “HOUSE” da sie przeksztalcic w “HOME”.

    12/03/2010 @ 21:28
  17. Napisany przez krakus(ka):

    Ciekawostka jest to, ze wszyscy prezentujacy swoj dom w tym bardzo krotkim filmie mieszkaja i pracuja poza jego regionem. Stad wyrazne rozroznienie miedzy slowem “house” & “home” w j. angielskim. Rozroznienie, ktore z nieznanych mi wzgledow nie wystepuje w j. polskim. Michael J. Fox mieszka np. od ponad 30 lat w Los Angeles (USA) rownoczesnie jednak Kanada pozostaje jego domem (w znaczeniu HOME).

    12/03/2010 @ 21:33
  18. Napisany przez krakus(ka):
    12/03/2010 @ 21:42
  19. Napisany przez Ula:

    Chociaż w j. polskim nie ma rozróżnienia między słowem „house” & „home”, zjawisko istnieje i jest coraz powszechniejsze.

    Osobiście, spędziwszy, jak na razie, wciąż jeszcze większą cześć życia w „house”, czuję, że najlepszym, najzdrowszym i najpełniejszym jest jeśli udaje się doprowadzić do sytuacji, w któej „house”=”home”.

    12/03/2010 @ 23:16
  20. Napisany przez emigrantka:

    @AK
    Z zapalem pisze czasami na blogu,pocieszajac sie,ze nie trzeba miec zadnych umiejetnosci(ja) technicznych ,literackich i poprawnej gramatyki.A pozatem to nic nie kosztuje!
    Wielu pisze genialne teksty,poucza i krytykuje.
    Lecz nieraz mozna sie zalamac i dostac mdlosci po krytyce swojego tekstu ,nad ktorym pracowalo sie tak dlugo i w pocie czola(ale to tez potrzebne do rozwoju).
    Stoje przy swoim,ze niekoniecznie musi sie byc”zlepkiem roznych osob” majac dwa zycia.Swoboda duchowa i wslasny charakter pozwala sie rozwijac i isc dalej ,pomimo ze moze to byc bolesnym procesem, ale niekoniecznie z „rozdwojeniem jazni”i kalectwem myslowym.
    Zycie dwoma zyciami zawiera wiele .
    Sa trudnosci i niepowodzenia ,lecz rowniez rozwoj i przemiany.
    Wielu odkrywa ,ze zyskalo nowe i bogatsze zycie ( niemam na mysli czysto materjalnego).
    Trzymajac przeszlosc na sile odgradzamy sie i obawiamy kazdej przemiany.
    Innym przykladem sa losy i tworczosc wielu pisarzy i poetow np:Witold Gomrowicz i Czeslaw Milosz,ktorym emigracja dala silny przyplyw nowych sil i wyzwolenie emocjonalne.
    Witold Gomrowicz napisal w „Testamencie”;-
    ” Wiec ja chcialem byc ,Dominiku,jak owi mlodziency,….gotowi do drogi, i na widok nadjezdzajacego pociagu mowie; musze sie oderwac od miasta rodzinnego, to dla mnie za ciasne, zegnaj,miasto, powroce moze do ciebie,ale tylko, gdy szeroki swiat urodzi mnie po raz drugi.”
    Zawsze moge powiedziec, zyje w dwoch krajach ,mam dwa zycia,lecz zawsze moj kraj bedzie gdzie moje……Tam przynaleze a zyc moge wszedzie.

    13/03/2010 @ 22:31
  21. Napisany przez krakus(ka):

    To co mi sie najbardziej podoba w moim „drugim domu” jest to, ze nikt tutaj niczego nie ocenia powierzchownie. Wyplywa to glownie z faktu iz ludzie, ktorzy zasiedlili te ziemie maja w swoich genach odwage i przedsiebiorczosc ich przodkow, ktorzy w poszukiwaniu lepszego zycia nie bali sie przemierzyc wody oceanow oraz zapuscic sie w glab wielkich nowych, pieknych a nieodkrytych ladow. To oni wprowadzili te nowo-odkryta zimie w dorobek ludzkosci. Nie mozna ich mylic z Europejczykami, ktorzy wygodnie zasiedzieli sie na smieciach swoich poprzednikow. Konserwatystow, ktorzy nie chca nic zmieniac aby nie stracic swojej latwizny. Ludzie zasiedlajacy Ameryke Polnocna swoim wygladem zewnetrznym moga byc myleni z Europejczykami. Ktos kto poznal dusze tych narodow nie bedzie robil takich bledow.

    Kiedy pierwsi portugalscy rybacy przybyli do wybrzezy Newfoundland (Nowo-odkryty-lad) zostawili na olbrzymim kamieniu wygrawerowany napis aby ostrzegal kolejne zalogi statkow rybackich “ CA NAO HA NADA”. Pozniej przybijajace do brzegu tutaj statki zawracaly widzac ten napis. Rybacy przekazywali swoja opinie o nowo znalezionej ziemi mowiac w uproszczeniu: “CA NADA” co tlumaczone z portugalskiego na j. angielski oznacza “THERE’S NOTHING”. Nic dziwnego, ze lad ten byl omijany przez wiele statkow rybackich w owym czasie. Gdyby tylko Portugalczycy umieli ominac ten ostrzegawczy zapis lub sprobowali sprawdzic prawdziwosc tej niepochlebnej opinii i poplynac w glab tego pieknego ladu to wowczas wyjezdzajac prawdopodobnie zostawili by napis “ CA NAO HA NADA MAIS LINDO”, ktory w tlumaczeniu znaczylby : “ THERE’S NOTHING MORE BEAUTIFUL”
    Od czasu kiedy mieszkam w moim „drugim domu” nauczylam sie aby nie oceniac zadnej rzeczy tylko powierzchownie i zawsze zadaje sobie duzo trudu w celu dotarcia do sedna spraw, zrozumienia uwarunkowan, odkrywania tego co jest we wnetrzu. Rowniez nigdy nie zapominam o tym, ze cos moze byc piekne i dobre tylko z pozorow i tylko powierzchownie.

    14/03/2010 @ 18:57
  22. Napisany przez krakus(ka):

    Z tymi ktorzy nie mieli czasu lub nie chcieli zadac sobie trudu aby sprawdzic kim sa ludzie nazywajacy Kanade swoim domem (we wczesniej przeslanym 90 sekundowym filmie) pragne podzielic sie kilkoma wybranymi informacjami.
    Jak wczesniej wspomnialam mieszkaja oni bardzo czesto poza jej regionem, pracuja i robia wielkie kariery zawodowe w USA. Wielu z nich urodzilo sie poza Kanada.
    KIM CATTRALL urodzila sie w Anglii . Majac 3 miesiace wyemigrowala wraz z rodzicami do Kanady. Jako 11 letnia dziewczynka wraca do Londynu aby tam opiekowac sie swoja chora babcia. W tym samym czasie konczy London Academy of Music and Dramatic Art. Wraca do Kanady w wieku 16 lat gdzie kontynuje nauke w lokalnej szkole sredniej. Po czym wyjezdza do USA aby studiowac w American Academy of Dramatic Arts. Przez ostatnie 30 lat Kim wiekszosc czasu spedza pracujac w Stanach chociaz tylko Kanade nazywa swoim domem.
    STEVE NASH urodzil sie w Johannesburgu, w Afryce Poludniowej. Gdy miał 18 miesiecy emigruje do Kanady. Jego rodzice przeprowadzili sie do Regina, Saskatchewan, gdy zdali sobie sprawe, ze panujacy w RPA apartheid moze miec negatywy wplyw na dzieci. W Kanadzie Steve wraz jego bratem Martinem rozwija swoje zamilowanie do sportu. Steve Nash od 1996 roku mieszka w Phoenix,Arizona (USA) reprezentujac druzyne NBA Phoenix – Sun. Kanada pozostaje jego domem (w znaczeniu HOME).

    14/03/2010 @ 19:19
  23. Napisany przez Ula:

    Zniszczenie jakiegoś złudzenia nie prowadzi do żadnej prawdy, lecz powiększa naszą niewiedzę, rozszerza „pustą przestrzeń”, w jakiej żyjemy. [Nietzsche]

    Jak cała rzesza ludzi, zwłaszcza kobiet, nie potrafię uwolnić się od złudzeń. W końcu, raz na czas, siadam gdzieś na gołej ziemi i piję wino z butelki śmiejąc się z siebie poczciwie, żeby nie słyszeć pysznego szeptania pustki.
    Podoba mi się za to dojrzewanie tych „zniszczonych złudzeń”.
    I to, że nigdy nie brały się z propagandy czy reklamy, nawet najlepiej spreparowanej.

    20/03/2010 @ 23:04
  24. Napisany przez krakus(ka):

    „Success is the ability to go from one failure to another with no loss of
    enthusiasm”
    Winston Churchill

    21/03/2010 @ 17:24
  25. Napisany przez Ula:

    Entuzjazm to druga noga, bez której jest się kaleką. Stając na niej można sobie pozwolić na rozmowy o pustce bez udowadniania, że jest się ciągle rozentuzjazmowanym.

    21/03/2010 @ 21:32
  26. Napisany przez krakus(ka):

    Entuzjazmu nie musi sie udowadniac bo kazdy widzi (za wyjatkiem slepcow i tych zaklamanych). Niektore osoby potrafia udawac rozentuzjazmowanie a inne w sposob naturalny i szczery pozostaja w takim stanie. To jest jednak zasluga umyslu a nie samych nog. Paradoksalnie to wlasnie nasza sfera niematerialna decyduje o tej materialanej. Na dwoch nogach pelnych zycia, entuzjazmu,poczucia grawitacji, balansu mozna sie utrzymac bez upadkow. Przy wiekszym wysilku mozna stac nawet na jednej takiej nodze. Tej samej szansy jednak nie maja dwie nogi np.drewniane, pozbawione umyslu, ducha energii, grawitacji lub poczucia rownowagi i swojej odpowiedzialnosci za upadki. Takie dwie bardzo szybko upadna jezeli nie sa odpowiednio podparte lub podtrzymywane.

    23/03/2010 @ 19:06
  27. Napisany przez Ula:

    Może kiedyś uda się nam spotkać między wierszami, zamiast krzyczeć do siebie z oddali.
    Jeśli nie, nadal będziemy…
    „Jedno o niebie, drugie o chlebie.”

    Pasjonuje mnie w pustce to, że potrafi ją, na jakąś chwilę, wypełnić jedno słowo, zaś od potoku słów może nadąć się jak balon.

    23/03/2010 @ 23:12
  28. Napisany przez krakus(ka):

    Mnie chodzi caly czas o zdobywanie “chleba i nieba” rownoczesnie. Zdobywanie chleba bez zdobywania nieba (lub odwrotnie) jest prozaicznie proste. Stad nasza trudnosc spotkania sie miedzy wierszami.

    24/03/2010 @ 17:09
  29. Napisany przez Ula:

    Niestety „trudność spotkania między wierszami” wynika z jeszcze bardziej prozaicznego powodu: sposobu Patrzenia i Widzenia oraz tego, że się wyjatkowo lubimy.

    PS. Kiedy ukaże Pani światu efekty swego zdobywania „chleba i nieba”? Ponoć dobiero wtedy ma ono faktyczne znaczenie.

    25/03/2010 @ 17:59
  30. Napisany przez krakus(ka):

    Kazdy swiat, ktory sie nie rozmija ze mna w czasie i przestrzeni zna doskonale rezultaty mojego zdobywania “chleba”. Wszystkie inne swiaty, ktorych ja nie znam i one mnie nie znaja sa mi obojetne. Tak byc musi.

    Natomiast wieczne “niebo” nie posiada zadnych limitacji czasowo-przestrzennych. Niebo wie duzo wiecej niz ja sama, a zatem nie prosi ani nie pozostawia mi nic do “ukazywania”. Jak do tej pory niebo mi wyjatkowo sprzyja. To ma dla mnie faktyczne znaczenie.

    26/03/2010 @ 15:20
  31. Napisany przez Ula:

    Ale przecież chodziło Pani o „zdobywanie „chleba i nieba” równocześnie”.

    Wydawałoby się, że w zdobywaniu chodzi właśnie o „wszystkie inne światy, których nie znamy i które nas nie znają”. Czy zdobywca jest na nie obojętny?

    28/03/2010 @ 00:31
  32. Napisany przez krakus(ka):

    Nie majac wiedzy, wyobrazni, umiejetnosci czy przychylnosci nieba mozna zbiegac wszystkie dna oceanow i wszystkie pustynie za jednym klejnotem o cudu urodzie. Jednak tylko po to aby zostaly po nas slady na piasku i kregi na wodzie. Rozminiecie sie w czasie lub przestrzeni z innymi swiatami uniemozliwia ich poznawanie lub zdobywanie. Nie jest to kwestia wyborow tylko koniecznosci.

    Za to niebo jest jedyna konkretna rzecza jaka czlowiek posiada i warto je zdobywac.

    28/03/2010 @ 14:43
  33. Napisany przez Ula:

    Ale przy tak interpretowanym „rozminięciu się w czasie lub przestrzeni z innymi światami” chyba Pani trochę przesadziła we wcześniejszej wypowiedzi, że „każdy świat, który się nie rozmija z Panią w czasie i przestrzeni zna doskonale rezultaty Pani zdobywania “chleba””. Zna je przecież garstka osób w porównaniu z rzeszą znającą dokonania uznanych ludzi, żyjących z nami w tym samym czasie i przestrzeni. Stąd nadal jeszcze ogromne pole do popisu, pod warunkiem, że zrezygnuje Pani ze wspomnianej obojętności.

    PS. Na czym według Pani polega zdobywanie czegoś, co się już posiada?

    29/03/2010 @ 16:43
  34. Napisany przez krakus (ka):

    Zmiana jest prawem zycia. Za to wzrost jest tylko opcja.

    Mozna cos posiadac i tracic. Jezeli sie tylko traci a nic nie zdobywa to w koncu sie straci. Czy nie jest tak?

    Pani Ulu czy posiada Pani cos (cokolwiek) bez koniecznosci zdobywania? Jezeli tak to co?

    30/03/2010 @ 13:59
  35. Napisany przez Ula:

    Paradoksalnie najwięcej zyskałam i zdobyłam poprzez dzielenie się (czyli niby „tracenie”) .

    Wzrost? Robię swoje, proszę Pani! To jest mój wzrost, nie tracę werwy. Jestem nadal potrzebna, oczekiwana, wyglądana, kochana, tęskniona, myślana. To duża rzecz.

    30/03/2010 @ 23:22
  36. Napisany przez Glover:

    Dzielenie się materią to tracenie w danej chwili – zresztą często, by zyskać potem. Dzielenie się duchem, to zyskiwanie od razu, a także potem,

    31/03/2010 @ 10:54
  37. Napisany przez krakus(ka):

    Byc tylko “potrzebna, wygladana, kochana, teskniona, myslana” – to o wiele za malo.

    Trzeba kogos wygladac, kochac, tesknic, myslec. Oto jest zycie i wg. mojej interpretacji zdobywanie. Nic, a jakze dosyc.

    31/03/2010 @ 15:32
  38. Napisany przez Ula:

    Dla każdego, kto jest oswojony z wzajemnością, kto nie musi jej wydzierać i zasługuje na nią, bycie „potrzebną, wyglądaną, kochaną, tęsknioną, myślaną” to nie TYLKO, ale JEDNO z „potrzebą wyglądaniem, kochaniem, tęsknieniem i myśleniem”. Trzeba to po prostu czuć.

    31/03/2010 @ 19:23

Napisz komentarz

*