Jerzy Lewczyński: „Antologia fotografii polskiej”

„Antologia fotografii polskiej” Jerzego Lewczyńskiego (Bielsko Biała, Lucrum, 1999) to lektura obowiązkowa dla zainteresowanych dobrą fotografią, w szczególności polską. Autor wybrał 232 fotografie z pochodzące z okresu od początku fotografii na ziemiach polskich do lat osiemdziesiątych XX wieku i każdą z nich opatrzył fachowym komentarzem. Jak się zdaje, przyjął takie kryteria wyboru, jak piękno samego obrazu, doniosłość fotografowanego wydarzenia i – jak to w antologiach – szeroka reprezentacja twórców i stylów tworzenia. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czym jest fotografia artystyczna, a nie miał tej książki w ręku, zapewniam, że warto poświęcić jej popołudnie. Duży zbiór fotografii wybranych z tak dużym nakładem pracy oraz komentarzy napisanych każdy specjalnie dla poszczególnego zdjęcia może okazać się bardzo kształcący dla każdego, kto chce sobie wyrobić oko, zarówno oglądającego, jak i robiącego zdjęcia. Do fotografii i komentarzy dołączono notki biograficzne twórców, co antologię czyni zarazem słownikiem biograficznym fotografów polskich. Ponadto pod koniec książki dołączono krótkie charakterystyki epok fotograficznych w Polsce.
Mam skłonność do poglądu, że oglądanie zdjęć i równoległe czytanie komentarzy im dedykowanych radykalnie przyspiesza wyrabianie wrażliwości fotograficznej, powiedziałbym nawet, że w wielu przypadkach w ogóle to umożliwia, zwłaszcza powyżej „wrodzonego” każdemu poziomu. Co prawda zarzuciłbym Lewczyńskiemu to, że niekiedy niejako zbywa dane zdjęcie fachowymi terminami, nie wchodzi w nie zbyt głęboko. Jednak z drugiej strony zakładam, że nie tyle chciał opowiadać osobiście, co prezentować, jak można to robić obiektywnie. Co do tego, że pominął wiele bardzo wybitnych obrazów na rzecz słabszych – nie można mieć wątpliwości, wiadomo, wymóg dla antologii. Więc tylko jedną rzecz zrobiłbym inaczej, gdybym był nim, otóż, nie zamieściłbym aż tylu fotomontaży. Nie jestem ich przeciwnikiem, wręcz przeciwnie, niektóre z nich podziwiam, jak na przykład okładkowy, autorstwa Ryszarda Horowitza, niemniej zastanawiam się, czy fotomontaż jest fotografią. Czy fotomontaż to rzecz narysowana za pomocą światła? Przecież ostatecznie jest on montażem elementów tak narysowanych i ewentualnie innych. Przeciwko fotomontażowi jako fotografii przemawia w moich oczach także pewne naiwne poczucie sprawiedliwości. Robiący obraz może więcej niż tylko zdejmujący go. Nie mówiąc o Barthesowskim tym, „co było” (naprawdę).