Poznajcie Ryszarda

niepokojMiał około 19 lat, kiedy wybuchła wojna. Był wysokim, szczupłym chłopcem o delikatnych rysach i nienagannych manierach. Pochodził z dobrej, postępowej, żydowskiej rodziny, należącej do elity przedwojennego Krakowa. Jego ojciec był wziętym adwokatem i recenzentem muzycznym, matka – w późniejszym okresie sparaliżowana – znaną działaczką społeczną. Niewątpliwie był obdarzony pierwiastkiem geniuszu; to, czego się tknął – niepodzielnie okazywało się sukcesem: przekłady wierszy były nad wyraz dojrzałe, interpretacje utworów na fortepian – wciągające, rysunki, akwarele, ilustracje do gazet – fascynująco adekwatne i w graficznym skrócie skupiające esencję przekazu.
Ale w 2010 roku był jedynie, znaleziony na strychu w pewnym domu w Wieliczce, zeszyt z rysunkami, podpisany imieniem i nazwiskiem Ryszarda Apte, i brak jakichkolwiek dodatkowych informacji. Dopiero w toku dziennikarskiego śledztwa reporterom „Gazety Wyborczej” Marcinowi Kowalskiemu i Piotrowi Głuchowskiemu udało się nawet nie tyle uzupełnić białe plamy, co właściwie zrekonstruować – czasem z beletrystyczną fantazją, a czasem z psychologicznym prawdopodobieństwem i historyczną dokładnością życiorys młodego geniusza na tle atmosfery przedwojennego Krakowa, wojennej zawieruchy we Lwowie i Wieliczce, aż po przygnębiający obraz obozu w Stalowej Woli. Uzupełnieniem reporterskiej narracji są rysunki Aptego – podobno unikalne znalezisko – plastyczny zapis niepokojów młodego artysty, który już przeczuwa, że zostanie ofiarą Holokaustu.
Można uznać, że trudne z natury – ale w tym przypadku jeszcze trudniejsze – bo historyczne – śledztwo dziennikarskie zostało zwieńczone sukcesem: rozwiązaniem zagadki życia i śmierci młodego, a zapowiadającego się na wybitnego, człowieka.

Publikacja składa się z faksymilowej reprodukcji zeszytu Ryszarda Apte oraz książki „Apte. Niedokończona powieść”.
(ak)

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski: „Apte. Niedokończona opowieść”, Kraków 2010.