Bogusław Krasnowolski

SIERCZA POD OKUPACJĄ HITLEROWSKĄ

Informacje i źródła dotyczące okupacyjnych dziejów Sierczy są nader skąpe. Spośród publikacji na uwagę zasługuje praca S. Gawędy o okupacji niemieckiej w rejonie Wieliczki[1], spośród źródeł – wojenne akta gminy Koźmice Wielkie i ankiety wypełniane przez przedstawicieli gminy i gromad bezpośrednio po wojnie[2]. W niniejszym opracowaniu podjęto próbę poszerzenia tych ustaleń o kolejne relacje świadków historii i ich dzieci.

Zgromadzone materiały niewątpliwie nie dają pełnego obrazu okupacji hitlerowskiej w Sierczy i jej okolicach; wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Z materiałów tych wyłania się jednak wycinkowy obraz najważniejszych zdarzeń: opis pierwszych dni września 1939 r., informacje o tragedii ludności żydowskiej, obraz codziennego życia ludności wiejskiej i różnorodnych form terroru okupanta, wiadomości o ruchu oporu, opis „wyzwolenia” w styczniu 1945 r.

1. Wrzesień 1939 roku i początki rządów niemieckich

Już w dniu 1 września około godziny piątej rano mieszkańców zbudziły odgłosy bombardowania Krakowa; około godziny dziesiątej obserwowano przemarsz Wojska Polskiego, ciągnącego przeciwko najeźdźcy[3]. Krótki, przejmujący opis wkroczenia wojsk niemieckich daje wspomniana ankieta. Sporządzona przez mieszkańców Sierczy, zasługuje na zacytowanie w pełnym brzmieniu: Zaraz w pierwszych dniach września 1939 r. (5-6) przewaliła się nawała niemiecka przez nasz teren, spiesząc dalej na wschód. Ludność w popłochu uciekała, pozostawiając bez opieki swe gospodarstwa, co spowodowało duże straty materialne. Od bomb w tym czasie zginęły cztery osoby. Lotnik niemiecki zniżywszy się ostrzelał z karabinu maszynowego uchodzącą ludność cywilną. W czasie działań wojennych […] powstały tylko nieliczne szkody. Relacja ta, dotycząca samej tylko Sierczy, znajduje potwierdzenie w podobnych, odnoszących się do całości gminy i do sąsiednich gromad. W relacjach świadków powtarzają się opisy ataków niemieckich samolotów na uciekającą ludność cywilną. Wśród przerażonych uciekinierów zdarzały się samobójstwa[4]. Wójt Koźmic Wielkich potwierdza masową ucieczkę ludności porzucającej swe gospodarstwa, które zostały rozkradzione. Dane takie zawiera także tekst ankiety dotyczący Koźmic Wielkich[5]: na terenie gromady […] odbył się przemarsz wojsk niemieckich, który wywołał popłoch mieszkańców, uciekających sami nie wiedząc, w którym kierunku, co spowodowało utratę mienia. Zachodzi pytanie: kto kradł? Szabrownicy? Zapewne nie armia niemiecka, zajęta działaniami bojowymi.

Kirkut. Pomnik upamiętniający Żydów wymordowanych przez hitlerowców; fot. L. Hońdo.

Ucieczki w pierwszych dniach września były tu zjawiskiem masowym; objęły one także ludność Wieliczki. Panikę wzmagały szerzące się wśród uciekinierów pogłoski o mordowaniu przez Niemców wszystkich mężczyzn; domyślano się, że wśród szerzących tego rodzaju wieści byli niemieccy konfidenci[6]. Panika wybuchła już 4 września, gdy lotnictwo niemieckie bombardowało Wieliczkę. Opisany atak niemieckiego lotnika na ludność cywilną – to jeden z licznych dokumentów zbrodniczych działań Wehrmachtu. Rezultatem ataku w samej Wieliczce były 32 ofiary, nie tylko spośród wojska, lecz i ludności cywilnej. Do Wieliczki wojsko niemieckie wkroczyło od strony południowej – a więc przez rejon Sierczy – rankiem 7 września 1939 r.[7]; zaczęła się okupacja, która trwać miała do 21-22 stycznia 1945 r.

Bezpośrednio po wkroczeniu do Rożnowej Niemcy zastrzelili dwóch polskich żołnierzy, usiłujących dogonić swój wycofujący się oddział[8].

W kampanii wrześniowej walczyli też poborowi z Sierczy i okolic; spośród dziś żyjących – był wśród nich obecny mieszkaniec Sierczy Stanisław Zachuta[9]. Jako ochotnik próbował trafić do wojska weteran I wojny światowej, 49-letni już wówczas Ludwik Żyznowski; w ślad za cofającymi się oddziałami dotarł do Kowna[10].

Początki rządów niemieckich[11] – to władza wojskowa sprawowana przez Wehrmacht. Z dniem 8 września gubernatorem obszarów zajmowanych przez Niemców został gen. Gerd von Rundstedt; władzę terenową sprawowali dowódcy armii i korpusów. 12 października 1939 r. utworzone zostało Generalne Gubernatorstwo (dekret Hitlera wszedł w życie po dwóch tygodniach), rodzaj protektoratu Rzeszy, który realizować miał wyłącznie cele okupanta. Już 31 lipca 1940 r. dekret generalnego gubernatora Hansa Franka wykreślił z tytulatury Gubernatorstwa sformułowanie dla okupowanych terenów polskich. Siercza znalazła się w obrębie dystryktu krakowskiego, który objął większą część przedwojennego województwa krakowskiego, sięgając na wschód po granicę z terenami włączonymi do Związku Sowieckiego, zaś na północ – po Miechów. Na najniższych szczeblach władzy – w wiejskich gminach i gromadach – Niemcy często pozostawiali dotychczasowych wójtów i sołtysów, likwidując oczywiście rady gminne i gromadzkie. Nie inaczej było w Sierczy: wójtem gminy w Koźmicach Wielkich był nadal Franciszek Kusina, sołtysem w Sierczy – nadal Władysław Kowal, którego – w związku z chorobą – na polecenie wójta z dniem 20 listopada 1943 r. zastąpił dotychczasowy podsołtys Józef Lembas[12].

2. Holocaust

Dramat ludności żydowskiej w okolicach Sierczy w dobie okupacji hitlerowskiej nie doczekał się dotąd pełnego opracowania i zapewne opracowania takiego się nie doczeka, coraz mniej bowiem pozostało przy życiu świadków historii; niemymi świadkami tragedii pozostaje zabudowa żydowskiego „miasta” na Klaśnie i dawne żydowskie sklepiki Wieliczki. W niniejszym opracowaniu – poza pracą S. Gawędy i cytowana ankietą – uwzględniono relacje kilku ostatnich żyjących jeszcze świadków i ich dzieci. Autor nie czuje się na siłach, by temat ten przedstawić w sposób wyczerpujący i jednoznaczny: wymagałoby to przeprowadzenia setek rozmów z mieszkańcami Sierczy, okolicznych wsi i Wieliczki, weryfikowania sprzeczności, jakie musiałyby się w tego rodzaju relacjach ujawnić Niniejsza charakterystyka musi więc mieć charakter przypadkowy: jest zależna nie tylko od kruchej pamięci ludzkiej, lecz i od możliwości dotarcia do świadków. Odtwarzanie historii sprzed sześćdziesięciu lat przypomina tu odtwarzanie historii z wczesnego średniowiecza: to, że jedne dokumenty zachowały się, a inne przepadły – jest kwestią przypadku, zaś odróżnianie faktów od domysłów pozostaje czynnością wielce niepewną. W obecnym stanie badań, obok ogólnych ustaleń, w sprawach szczegółowych dominują pytania bez jednoznacznej odpowiedzi.

Martyrologia tutejszych Żydów przedstawiała się niewątpliwie podobnie, jak w całej okupowanej Polsce. Miała swe etapy, wyznaczone przez ludobójczą politykę okupanta. Doprowadziła do wymordowania niemal całej ludności żydowskiej.

Znacznym skupiskiem ludności żydowskiej poza Wieliczką (gdzie w roku 1939 mieszkało cztery tysiące Żydów) było Klasno. Z czasem, w wyniku utworzenia getta w krakowskim Podgórzu (marzec 1941 r.) liczba ta wzrosła dwukrotnie: do Wieliczki – i zapewne również na Klasno – przybywali Żydzi uciekający przed gettem[13].

Zapewne – podobnie jak w Krakowie – już od 8 września obowiązywał nakaz oznakowania żydowskich sklepów i lokali gastronomicznych gwiazdą Dawida (większe z nich rychło przejęli niemieccy pośrednicy – Treuhändlerzy), zaś od października opaski z gwiazdą musieli obowiązkowo nosić wszyscy Żydzi[14]. Już 12 września 1939 r., a więc pięć dni po wkroczeniu do Wieliczki i okolicznych wsi, hitlerowscy oprawcy wywlekli wielu Żydów z ich mieszkań, zgromadzili na wielickim Rynku, stąd – dwiema ciężarówkami – przewieźli do Pawlikowic i tam – w przysiółku Taszyce, w lasku niedaleko szkoły – rozstrzelali. Ofiarą tej zbrodni padło 32 mężczyzn spośród bogatszych rodzin żydowskich. Nazajutrz po egzekucji ofiary pochowano na cmentarzu żydowskim w Sierczy[15]. Do przewiezienia ciał z miejsca egzekucji na cmentarz zmuszono miejscowych chłopów[16]; o pogrzebanie swych krewnych prosiła rodzina Armerów z Klasna[17].

Żydzi z Klasna byli rozstrzeliwani przez hitlerowców na pobliskim cmentarzu żydowskim. Lapidarny zapis tragedii zawiera cytowana ankieta dotycząca Sierczy: Masowa likwidacja Żydów przez rozstrzeliwanie na cmentarzu żydowskim leżącym na terenie naszej gromady. Zastrzelenie trzech Żydów w czasie ich ucieczki. Według ankiety dotyczącej gminy – na cmentarzu tym pochowano około 200 rozstrzelanych Żydów. Żydzi – pędzeni całymi rodzinami, wraz z dziećmi, na cmentarz – zdawali sobie sprawę ze swego losu. Głośno rozpaczali i wzywali pomocy. Wśród okolicznych mieszkańców droga prowadząca na cmentarz żydowski („kierków”) nazywana była „Drogą Płaczu”. Ofiary, zmuszane do kopania własnych grobów i zasypywania grobów poprzednich ofiar,[18] były właściwie bez szans na ocalenie. Niemniej, zdarzył się wypadek wyjątkowy, po wojnie tak opisany przez dowódcę dowódca drużyny Armii Krajowej Antoniego Znańskiego ps. „Granit”: W 1942 r. podczas egzekucji na cmentarzu uciekł spod kul Ob. Grosfeld. Na drugi dzień spotykając go, a który od strachu osiwiał za 1 noc, umożliwiłem mu przeprowadzkę przez Dobczyce do Wiśniowej, lokując go pod lasem za Wiśniową u dalekiej krewnej, starszej kobiety Marii Wilk[19].

„Droga Płaczu” wiodąca z Klasna na Kirkut, odcinek końcowy – z widocznym miejscem straceń klaśnieńskich i sierczańskich Żydów (teren nie zadrzewiony); fot. W. Żyznowski.

Krwawa akcja hitlerowska (jedna z kolejnych?) miała miejsce w sierpniu 1943 r. Po uprzednim poleceniu, by Żydzi z okolicznych miasteczek (Dobczyc, Gdowa, Niepołomic) i podkrakowskiego Bieżanowa zgromadzili się do 20 sierpnia w Wieliczce (gdzie – jak zapowiadano – miałaby powstać „żydowska dzielnica mieszkaniowa” czyli getto), po otoczeniu Wieliczki przez policję granatową, SS i Sonderdienst (25 sierpnia) i po pacyfikacji wielickiego szpitala żydowskiego (26 sierpnia), w dniu 27 sierpnia zgromadzono Żydów na pastwisku w Bogucicach (koło dzisiejszej siedziby „Wodrolu”), przy stacji kolejowej w Wieliczce: stąd transporty kolejowe przewiozły pięć tysięcy osób do komór gazowych w Bełżcu, zaś 700 młodych do obozu pracy przymusowej w Stalowej Woli i obozu zagłady w Płaszowie. Pozostali, wywiezieni ciężarówkami do Puszczy Niepołomickiej, zostali rozstrzelani w lasku zwanym Kozie Górki. Akcją tą kierowali gestapowcy Kunde i Heinrich. Był to dramatyczny koniec historii żydowskiej społeczności Klasna i Wieliczki[20]. Dochodzenia prowadzone po wojnie przez Sąd grodzki w Wieliczce wskazywały jako hitlerowskich zbrodniarzy niejakiego Krewera (imię nieustalone) z Saarbrücken oraz Niemca sudeckiego Wilhelma Wagnera. Pierwszemu z nich zarzucono, że w latach 1941 do 1943 w Wieliczce zabił paruset Żydów, drugiemu – taką samą zbrodnię, dodając, że sam strzelał do nich z rewolweru. Ponadto sąd poszukiwał jakiegoś Rosinga (imię nieustalone) z Drezna, który w latach 1941 do 1943 w Wieliczce znęcał się nad ludnością polską oraz rabował mienie mordowanych Żydów[21].

Śmierć ponieśli też Żydzi zamieszkali w Sierczy, poza Klasnem. Jednym z nich był Heśla, zatrzymany przez okupantów w budynku wielickiego magistratu, wyprowadzony na śmierć przez volksdeutscha (?), skazanego potem na śmierć za swe zbrodnie przez poziemny sąd i zabitego[22] (zob. niżej).

Zdarzały się też mordy pojedynczych osób pochodzenia żydowskiego. Według ankiety dotyczącej Janowic[23], we wsi tej dwie Żydówki zastrzelono w dniu 29 VIII 1942 r. Zwłoki wykopane i złożone na cmentarzu żydowskim w Sierczy. Kto dokonał tej zbrodni, której datę tak dokładnie zapamiętano? Czy ofiary ukrywały się tutaj? Jeśli tak, jak doszło do zdemaskowania?

Nieliczni tylko Żydzi zdołali ukryć się u ludności polskiej, w tym u chłopów w Sierczy. Skala tego zjawiska – bohaterskiej pomocy świadczonej Żydom, pomimo grożącej za to kary śmierci[24] – nie została ustalona. W Sierczy – obok wspomnianego czynu Antoniego Znańskiego – zasłużyła sobie na pamięć rodzina Kasprzyków. Czy tylko ona – tego nie wiemy. W domu Magdaleny Kasprzykowej (siostry Piotra Barana, syna Klemensa) przez dwa lub trzy miesiące straszliwego dla wielickich Żydów roku 1942 ukrywały się dzieci Chaima Hersza Gelbanda, który tuż przed wojną wyemigrował do Brazylii: urodzony w 1930 r. Zygmunt i młodsza o rok Amalia, zwana przez swą rodzinę Malwiną, teraz, by nietypowe imię nie zwracało niczyjej uwagi, nazywana Helą[25]. Dzieci trafiły tam staraniem swego wuja Henryka Kemplera, którego ojciec Noach, rolnik, był niegdyś zaprzyjaźniony z rodziną Kasprzyków. Amalia Gelband do dziś wspomina troskę Magdaleny Kasprzykowej: była szczególną osobą, mając tyle maleństw swoich, też się nami opiekowała i karmiła. Nic nam nie brakowało, jadaliśmy identycznie jak cała rodzina. A życie było trudne i drogie […]. Wielką pomoc świadczył żydowskim dzieciom syn Magdaleny, Mieczysław Kasprzyk. W ukrywaniu dzieci pomagała też siostra Magdaleny, Katarzyna Macalikowa; świadczy o tym ówczesna fotografia ukazująca Katarzynę przed własną chałupą, z mniej więcej trzyletnią córeczką Janiną na ręku i dziewczynką o ciemnych włosach: Helą-Malwiną-Amalią. Kasprzykowie nie zawiedli nawet wówczas, gdy było niebezpiecznie tam zostać, gdyż sąsiedzi zaczęli gadać, że tam się ukrywa Żydów. W rezultacie Mieczysław Kasprzyk zaprowadził Zygmunta do rodziny Kawulów w Prusach pod Krakowem, gdzie chłopiec – pracując przy koniach i ukrywając swe żydowskie pochodzenie – szczęśliwie przeżył do końca wojny[26], Amalia natomiast – jako Helena Kowalska – znalazła się u małżeństwa Gembalów w podkrakowskim Pleszowie[27]. Mieczysław Kasprzyk nadal utrzymywał z dziećmi kontakt: nawet po naszym wyjściu z domu jego rodziców wyszukał mój adres i co kilka miesięcy przychodził do mnie i do Zygmunta, aby nam powiedzieć, że wszystko jest w porządku […]. Pomoc rodziny Kasprzyków, a szczególnie Pana Mieczysława, jest nam szalenie cenna. Mieliśmy szczęście spotkać prawdziwych ludzi, narażających swoje życie, wspomina dziś Pani Amalia. Po wojnie, po spotkaniu z Kasprzykami i pobycie w krakowskim Domu Dziecka, Amalia i Zygmunt Gelbandowie, dotarli do ojca w Brazylii.
Bohaterstwo rzadko bywa normą; najczęściej jest wyjątkiem. Zdarzył się wypadek, że ludzie ukrywający Żydówkę, przerażeni terrorem okupanta, wymówili jej mieszkanie; jeszcze tego samego dnia zginęła zastrzelona przez Niemców.

Czy wszyscy mieszkańcy okolic Wieliczki zachowali wobec Żydów przynajmniej postawę primum non nocere? Niewątpliwie zdarzały się rabunki żydowskiego mienia; naoczny świadek wspominał o zjawisku okradania Żydów idących na śmierć i deportację. Czy zdarzały się także mordy, powodowane poczuciem bezkarności i chęcią zysku połączoną z antysemityzmem? Nikt dotąd nie podjął tego tematu, można jednak z wielką dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że pojedyncze mordy miały jednak miejsce. Ze wspomnień mieszkańców wynikałoby, że z rąk Polaków śmierć ponieśli trzej bracia Geminderowie, żydowscy masarze z Klasna; jednego z nich zastrzelić miał granatowy policjant.

3. Życie na wsi; terror okupanta

Życie codzienne ludności wiejskiej było niezwykle ciężkie, pełne upokorzeń, nędzy i permanentnego zagrożenia. Cytowane ankiety zawierają bogaty materiał.

Powszechną praktyką okupanta było branie zakładników – po dziesięciu z każdej gromady – których życie traktowano jako gwarancję posłuszeństwa ze strony polskiej ludności; bywali oni zmuszani do wykonywania – pod groźbą utraty życia – poleceń niemieckich władz[28]. Do wyznaczania zakładników – podobnie, jak robotników na roboty przymusowe w Niemczech – okupanci zmuszali lokalne władze[29]. Mieszkańcom Sierczy dobrze znany był los 12 zakładników z Płaszowa, rozstrzelanych w odwecie za śmierć volksdeutscha[30].

Częstym zjawiskiem były łapanki i obławy, kończące się wysyłaniem – czy raczej uprowadzaniem – na przymusowe roboty do Niemiec; z Sierczy wywieziono w ten sposób około 50 osób, zaś z Janowic około 30. Liczba ludzi wysyłanych do pracy w Niemczech (przeważnie do pracy na roli i w zakładach zbrojeniowych) określana była precyzyjnie przez okupantów dla poszczególnych gmin.

Los taki spotkał m. in. Emilię Czyżowską. Została ona wywieziona w lutym 1940 r. do Zuzenhausen w południowo – zachodnich Niemczech. Miała wówczas niespełna 19 lat. Warunki pracy były ciężkie, boleśnie przeżywano rozsanie z rodziną. Patriotycznie wychowana młodzież śpiewała pieśni:

Smutny Polak na obczyźnie
Śle z wiatrami taki głos:
Donieś wietrze mej rodzinie,
Jak mi smutno bez niej żyć,
Jak mi ciężko czas tu płynie,
Długoż jeszcze mam tu być?

Boże Ojcze, Tyś na niebie,
Ty nam nasze męki skróć.
Daj przebłagać choć raz Siebie
I nas do Ojczyzny wróć!
[31]

Niekiedy „dobrowolne” zgadzanie się na roboty w Niemczech wymuszane było przez sytuację rodzinną; Maria Kasprzyk wyjechała w 1942 r. w okolice Norymbergi, by uchronić przed wywózką ojca. Jednym z licznych wywiezionych był Tadeusz Żyznowski (1921-1998), który w latach 1940-1944 pracował w Svedovicach (na terenie Czech); o wywózce zadecydować miał fakt, że jego rodzice – Ludwik i Wiktoria – mieli aż czterech synów[32].

Zdarzały się też wywózki do obozów koncentracyjnych: z Sierczy – według cytowanej ankiety – wywieziono 5 osób, z których jedna została stracona w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

Błog. Matka Klemensa Staszewska OSU. Fotografia w posiadaniu klasztoru urszulanek w Sierczy.

Ruinę materialną mieszkańców – nawet przed okupacją w większości ubogich – powodowały częste kontrybucje (kontyngenty) i rekwizycje, przymusowe dostawy mięsa, zboża, mleka, odbieranie bez wynagrodzenia bydła; wysokość tych świadczeń często przekraczała możliwości produkcyjne[33]. Niekiedy przybierały one formy rabunków, dokonywanych tak w domach, jak na drogach, także wobec ludzi śpieszących do pracy. Do egzekwowania kontyngentów zmuszano – pod surowymi karami – sołtysów[34].

Pod koniec wojny, w obliczu zbliżającej się ofensywy sowieckiej, mieszkańcy byli zmuszani do kopania okopów i zapór przeciwczołgowych, zarówno w najbliższych, jak i w dalszych okolicach[35]; z Sierczy w tego rodzaju pracach uczestniczyć musiało około 70% mieszkańców. Nie oszczędzano tu nawet dzieci (przymus pracy obowiązywał w Generalnym Gubernatorstwie od czternastego roku życia); młodzież zmuszano do pracy w służbie budowlanej (Baudienst)[36].

Istotny wpływ na dramatyczne warunki życiowe miały także: zakaz wolnego handlu oraz niezwykle niskie wynagrodzenia za pracę, wielokrotnie odbiegające od stawek dla pracowników niemieckich. Stale brakowało żywności, podstawowe produkty rozprowadzane były na podstawie bonów żywnościowych[37].

Fatalny wpływ na psychikę mieszkańców miał alkoholizm. Wydaje się, że zjawisko to, powszechne znacznie wcześniej, zostało w warunkach okupacyjnych spotęgowane, przy pełnej akceptacji ze strony okupanta, nie przeciwdziałającego „bimbrowniom”, nielegalnym wszak, lecz niezwykle rozpowszechnionym.

Niszczenie polskiej kultury i narodowego obyczaju, szczególnie silne w dużych ośrodkach miejskich, było wyraźne także na wiejskiej prowincji. W okolicach Sierczy – jak wynika ze wspomnianych ankiet – Niemcy zniszczyli wszystkie biblioteki, zakazali działalności wszelkich organizacji, zamknęli szkoły ponadpodstawowe (wielickie gimnazjum i liceum zlikwidowano już 20 listopada 1939 r.[38]), zaś z powszechnych[39] wyeliminowali naukę historii i geografii. Konfiskowane były radioodbiorniki, a także książki „o treści patriotycznej”[40]. Szczególnie bolesne i upokarzające dla ludności polskiej było zmuszanie do kłaniania się Niemcom i ustępowania im z drogi.

Nawet bardzo dyskretne manifestowanie uczuć narodowych było przez okupanta bezwzględnie ścigane; zakazano śpiewania wielu pieśni religijnych, nie tylko Boże coś Polskę, lecz również Serdeczna Matko[41] (zapewne z uwagi na podobną melodię). Potrzeba wyrażania uczuć patriotycznych była znaczna. Znajdowała ona – w formie legalnej – wyraz w zbiórkach organizowanych przez Polski Czerwony Krzyż na rzecz jeńców w obozach wojennych w Niemczech. Ofiarność ludności dokumentują imienne listy. Zbiórka podsumowana 25 listopada 1943 r. przyniosła na terenie gminy 8.469 zł (w tym 254 zł z Sierczy), zaś kolejna – według danych z 15 marca 1944 r. – aż 11.816 zł (w tym 1.014 zł z Sierczy) oraz dary rzeczowe (m. in. z sierczańskiego klasztoru urszulanek)[42].
Do nielicznych polskich organizacji, które nadal funkcjonowały należała ochotnicza straż pożarna. Miała ona na terenie gminy 6 placówek (w Sierczy jej nie było) z 25 strażakami w każdej. Ilości tej nie wolno było przekraczać, co z naciskiem stwierdzał 1 grudnia 1942 r. Kreishauptmann w piśmie okólnym: doszło do mojej wiadomości, że niektóre straże pożarne są liczebniejsze, niż przepisano zarządzeniem moim; do dbałości o „właściwe” liczby strażaków zmuszeni byli – pod surowymi sankcjami – wójtowie. Praca w straży pożarnej nie zwalniała od wywózek na roboty: od początku wojny do pierwszego kwartału 1943 r. wywieziono z gminy 38 członków straży[43].

Wyrazem trudności codziennego życia był upadek ruchu budowlanego. Jak bezpośrednio po wojnie charakteryzowało sytuację Starostwo: sprawy budowlane na terenie powiatu uległy od września 1939 r. z początku zahamowaniu, następnie zaś usunięto je na drugi plan, a nawet, ze względu na potrzeby okupanta, zostały one zupełnie zabronione pod grozą surowych kar. Potrzeby życia i niejednokrotna konieczność pociągały za sobą postępowania nielegalne […], zaś […] 5 ½- letni okres przerwy […] rujnował wielką liczbę nieruchomości[44].

Odtworzenie pełnej listy strat ludności Sierczy podczas wojny i okupacji – napotyka dziś na trudności. Wśród ofiar odnotować należy Mieczysława Mikułę z Sierczy, który w 1938 r. ukończył wielickie gimnazjum. Inny absolwent tejże szkoły – Michał Cherchel z pobliskiego Sygneczowa (maturzysta z roku 1933), jako porucznik rezerwy we wrześniu 1939 r. dostał się do sowieckiej niewoli; więzień Starobielska, zginął w Katyniu[45].

Działania okupantów rodziły chęć odwetu i nienawiść. Jej odzwierciedleniem w pierwszych latach powojennych była powszechnie przyjęta – stosowana też stale w cytowanych ankietach – ówczesna zasada ortograficzna: słowa Niemiec i Niemcy pisano zawsze małymi literami.

Wkrótce po wojnie, w oparciu o dane przedstawiane przez gminy, dokonano przybliżonego rejestru strat ludności cywilnej na terenie całego kraju. Według urzędowej ankiety dotyczącej powiatu krakowskiego – straty ludności polskiej w gminie Koźmice Wielkie określono następująco[46]:

1. Utrata życia – wypadki udokumentowane:
– w wyniku bezpośrednich działań wojennych 19 osób
– zamordowani 3 osoby
– śmierć podczas i wskutek pobytu w więzieniach i obozach 15 osób
– śmierć wskutek ran i ukrywania się 2 osoby
– inne 4 osoby
razem: 43 osoby
Utrata życia – wypadki prawdopodobne: 35 osób

2. Utrata zdrowia i kalectwo
– trwałe kalectwo 7 osób
– ciężkie naruszenie zdrowia (choroby chroniczne) 5 osób
razem: 12 osób

3. Pozbawienie wolności
– więźniowie 150 osób
– wywiezieni na przymusowe roboty ok. 400 osób
razem: ok. 550 osób

W 1944 r., gdy w Sierczy i w Klaśnie nie było już Żydów, władze okupacyjne przekazywały niekiedy żydowskie nieruchomości w dzierżawę Polakom wysiedlonym z dawnych Kresów. Los taki spotkał m. in. rodzinę Tomasza Smagi, który tak pisał o tym do władz po wojnie: W roku 1944 […] zostałem wysiedlony przez Niemców ze swojego gospodarstwa […] w Kamionce Strumiłowej. Od chwili wysiedlenia zamieszkiwałem na terenie Sierczy […], gdzie zostało mi przydzielone gospodarstwo z domem przez Urząd Powiernictwa w Krakowie. Przydzielone gospodarstwo było pożydowskie na nazwisko Flaumenchaft (sic! Zapewne Flaumenschaft lub Flaumenhaft) Hirsch. W podobnej sytuacji znalazła się w Sierczy także rodzina Wacława Połczyńskiego[47].

4. Klasztor urszulanek; terror i życie religijne

Ostojami życia religijnego były nadal wielicka parafia, klasztor Urszulanek w Sierczy oraz klasztor i zakład wychowawczy michalitów w pobliskich Pawlikowicach, skąd jeden z kapłanów we wszystkie niedziele i święta przybywał do urszulańskiej kaplicy jako duszpasterz zakonnic i miejscowej ludności[48].

Uroczystości rocznicowe Armii Krajowej w kościele parafialnym św. Klemensa w Wieliczce (początek lat 90-tych). W środku ze sztandarem Antoni Znański, PS. „Granit”. Fotografia w posiadaniu Emilii Znańskiej z Sierczy.

Represje okupanta wobec Kościoła w Polsce miały też lokalny, „sierczański” wymiar. Za swą misję religijną życie oddali: urszulanka, matka Maria Klemensa Staszewska, oraz dwaj bywający tutaj pawlikowscy michalici, księża Wojciech Nierychlewski i Władysław Błądziński. U kresu XX wieku, w bulli Incarnatione Mysterium papież Jan Paweł II pisał: W ciągu dwóch tysięcy lat od narodzenia Chrystusa zawsze obecne było świadectwo męczenników. Także nasze stulecie, zbliżające się ku końcowi, wydało bardzo wielu męczenników, którzy ponieśli śmierć przede wszystkim jako ofiary nazizmu i komunizmu oraz walk rasowych i plemiennych. 23 marca 1999 r. Stolica Apostolska uroczyście ogłosiła dekret o męczeństwie za wiarę 108 wiernych Kościoła w Polsce, ofiar nazizmu z okresu II wojny światowej; w dniu 13 czerwca 1999 r., podczas mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie, Jan Paweł II ogłosił ich błogosławionymi. Zaleźli się wśród nich matka Maria Klemensa i obaj pawlikowiccy michalici.

Wśród sierczańskich urszulanek szczególne miejsce należy się błog. matce Marii Klemensie Staszewskiej[49]. Urodziła się w Złoczowie w Wielkopolsce 30 lipca 1890 r. Jako urszulanka była nauczycielką. Urszulanki zapamiętały jej nocne modlitwy i czuwania z klasztornej kaplicy w Sierczy, gdzie – jak wspomniano – w latach 1928/9-1930/1 oraz 1934/5-1936/7 sprawowała funkcję prefekty, zajmując się też prowadzeniem Sodalicji Mariańskiej. W sierpniu 1939 r., a więc bezpośrednio przed hitlerowską napaścią na Polskę, została przełożoną klasztoru w Rokicinach Podhalańskich. W 1940 r. zapisywała w swym „Dzienniku”: pracuję od lat nad dobrocią oraz od 20 lat pracuję nad dobrym przyjmowaniem cierpień. W klasztorze ukrywała uchodźców i żydowskie dziewczynki. Śledzona przez gestapo, na krótko przed aresztowaniem zapisała: Spodziewam się ponownej wizyty gestapo, a nawet czegoś dużo gorszego. Bardzo serdecznie dziś modliłam się, łącząc swoje przeżycie trwogi z bólem Jezusa. Oświadczałam po wiele razy gotowość na Wolę Jego Świętą – choćby i życie w męczeństwie zakończyć. Po aresztowaniu i brutalnym przesłuchaniu na gestapo w Zakopanem – została zesłana na śmierć do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tu zmarła na tyfus 27 lipca 1943 r., do ostatniej chwili odmawiając Magnificat.

Ks. Wojciech Nierychlewski[50] urodził się 20 kwietnia 1903 r. w Dąbrowicach koło Łodzi. Jako michalita (od roku 1938) był przełożonym domu w Pawlikowicach oraz prowadził drukarnię i czasopismo „Powściągliwość i Praca”; w okresie przedwojennym często bywał w Sierczy, współorganizując życie religijne związane z urszulańską kaplicą. Aresztowany w październiku 1941 r. w Krakowie, został zrazu osadzony w więzieniu na Montelupich, a później w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Tam zginął w dniu 7 lutego 1942 r., prawdopodobnie utopiony w basenie lub zastrzelony.

Z ośrodkiem michalickim w Pawlikowicach był związany – jako wychowanek, a z czasem wychowawca i przełożony – także ks. Władysław Błądziński (ur. 6 stycznia 1908 r. w Myślatyczach na Podkarpaciu)[51]. Po ukończeniu studiów teologicznych i święceniach kapłańskich (26 czerwca 1938 r. w katedrze przemyskiej) nauczał w szkołach pawlikowickiego Ośrodka: zawodowej i gimnazjum. Pracy tej nie przerwał podczas okupacji, organizując tajne nauczanie w zakresie gimnazjum i liceum dla kleryków. Wskutek denuncjacji i rewizji dokonanej przez gestapo, 25 kwietnia 1944 r. został aresztowany wraz z trzema innymi michalitami z Pawlikowic[52]. Po krótkim pobycie w więzieniu na Montelupich, znalazł się w obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen (Rogoźnica), w komandzie, w skład którego wchodzili głównie katoliccy księża. Tam, prawdopodobnie w dniu 8 września 1944 r., hitlerowski oprawca zepchnął go w przepaść kamieniołomu.

Straszliwe przeżycia okupacyjne nie zawsze prowadziły do świętości; bywało, że łamały charaktery. Przykładem może być wspomniany ks. Bonifacy Woźny, przed wojną światły kapelan sierczańskich urszulanek, podczas okupacji więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego[53], w dobie Polski Ludowej całkowicie oddany władzom komunistycznym.

5. Ruch oporu

Jak wynika ze wspomnień mieszkańców – jedynym działającym w Sierczy ugrupowaniem konspiracyjnym był Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa[54]. Najsilniejszym w okolicy, lokalnym ośrodkiem ruchu oporu były Koźmice Wielkie[55], gdzie prowadzono też tajne nauczanie. Zapewne w lecie 1941 r. – z mniejszych grup konspiracyjnych – powstała tu placówka Związku Walki Zbrojnej (od lutego 1942 r. Armii Krajowej), obejmująca zasięgiem działania całą gminę, wchodząc wraz z placówkami w Wieliczce i w okolicznych gminach (Trąbki, Bieżanów) w skład batalionu „Wilga”; niedobór niższej kadry dowódczej uzupełniały m.in. kursy podchorążych, z których jeden zorganizowano w Koźmicach. Na terenie gminy działała II kompania tegoż batalionu; jej dowódcą był podporucznik rezerwy Antoni Batko „Sęp”, zaś po nim Piotr Mitan „Jurand”[56]. Na polecenie dowódcy plutonu wchodzącego w skład „Wilgi”, Antoni Znański – zapewne w lipcu 1941 r. – założył w Sierczy drużynę ZWZ „Granit”, przyjmując dla siebie tenże pseudonim[57].

Sylwetka dowódcy „Granitu” zasługuje na bliższą charakterystykę[58]. Antoni Znański urodził się 26 września 1911 r. w Wieliczce (na Czubinowie) jako syn Edwarda i Anny z Taborskich; w roku 1925 ukończył siedmioklasową szkołę powszechną w Wieliczce, później zaś Zasadniczą Szkołę Handlową. W domu i w szkole wychowywany był w tradycji patriotycznej i głęboko religijnej. Bezpośrednio przed wybuchem wojny złożył egzamin czeladniczy jako ślusarz, uzyskując świadectwo Izby Rzemieślniczej w Krakowie. Od młodości angażował się w działalność społeczną. W Wieliczce był strażakiem; jako członek Związku Straży Pożarnych, 6 grudnia 1935 r. otrzymał świadectwo wyszkolenia podstawowego. W latach 1932-1933 odbył służbę wojskową w pułku artylerii lekkiej w Krakowie-Łobzowie. Jednocześnie ukończył – w randze kaprala – szkołę podoficerską (z pierwsza lokatą – jak zaznaczył po latach we własnoręcznie spisanych wspomnieniach). Po ćwiczeniach w 1936 r. został awansowany na plutonowego, zaś w 1938 r. – na ogniomistrza. Jako podoficer artylerii został zmobilizowany 15 sierpnia 1939 r.: w szóstym pułku artylerii lekkiej w Krakowie-Łobzowie objął dowództwo czwartej baterii. Swój udział w kampanii wrześniowej 1939 r. tak sam charakteryzował: W dniu 1 września 1939 r. rozpoczęliśmy działania wojenne na zachód od Pszczyny, koło której unieruchomiliśmy trzy czołgi i wzięliśmy do niewoli majora Wehrmachtu. Podczas wycofywania się pod Oświęcimiem unieszkodliwiliśmy cztery czołgi i zestrzelili samolot, mimo że nasze działa nie były dostosowane do działań powietrznych. Pod Oświęcimiem, z jakich przyczyn, nie wiem, zaginęło z naszej baterii czterech oficerów rezerwy i pięciu podchorążaków […]. Po tych niepowodzeniach dołączył do nas działon z kompletną obsługą i porucznikiem będzińskiego pułku rozbitego. Mimo, że z pięciu dział jest trudniej prowadzić ogień, uporaliśmy się z naszym oficerem ogniowym, por. rezerwy O. Panaszkiewiczem, prowadząc dalsze działania wojenne. Oficer z będzińskiego pułku otrzymał zadanie zaopatrzenia baterii w amunicję, żywność dla koni i ludzi, gdyż centralne zaopatrzenie nie działało. Dużym wysiłkiem prowadziliśmy działania powstrzymując nieprzyjaciela. Pod Narolem koło Rawy Ruskiej granat zabił ogniomistrza Bila z siódmej baterii, wieliczanina, i porucznika nieznanego mi nazwiska. Było to 27 września. Antoni Znański, ranny, dostał się do niewoli; został osadzony w obozie jenieckim, w miejcowości, której nazwę zapamietał po latach jako Oschherzlebenpodre […] koło fabryki samolotów Aller. Przebywał tam 18 miesięcy.

Grupa młodzieży z Sierczy na pastwisku „Strywek”, miejscu ćwiczeń oddziałów AK; fotografia z okresu okupacji w posiadaniu Tadeusza Żyznowskiego. Od lewej Marian Żyznowski, Janina Kaczor, Edward i Władysława Biernatowie, Marian Sosin, Zdzisław i Zbigniew Żyznowscy.

W 1941 r., wiosną – napisał po latach – udało mi się zbiec na wagonie pociągu, który przywiózł węgiel z Libiąża. W Libiążu ukryli mnie kolejarze, a przede wszystkim Szypuła, który przyjechał jako maszynista ze składem pociągu po węgiel do Libiąża i dowiózł mnie do Płaszowa. Mieszkając w Sierczy – zaangażował się w prace konspiracyjną (zob. niżej). Ożenił się z Antoniną z Gabrysiów. Bezpośrednio po „wyzwoleniu”, 14 marca 1945 r., został aresztowany przez organa Armii Czerwonej i wraz z innymi Polakami osadzony w koncentracyjnym obozie pracy na Syberii, skąd słał listy do żony i synka Józia (zob. niżej). Zwolniony po blisko trzech latach, pod koniec 1947 r., powrócił do Sierczy. Wchłonęła go tu praca społeczna przy elektryfikacji wsi i budowie dróg i praca zawodowa. Według niedatowanej, własnoręcznie wypełnionej ankiety personalnej, w latach 1953-1970 pracował jako inspektor zaopatrzenia – kierownik magazynu w Krakowskim Przedsiębiorstwie Budowlanym. Mieszkał wówczas w Wieliczce. Zachował dystans do peerelowskiej rzeczywistości, o czym świadczy wspomniana ankieta: w organizacjach politycznych nie udzielał się, w rubryce pobyt w obozach koncentracyjnych wpisał demonstracyjnie: ZSRR – skazaniec. Po śmierci pierwszej żony, w 1966 r. poślubił Emilię z Czyżowskich, wdowę po tragicznie zmarłym Stanisławie Knapiku. W latach osiemdziesiątych, będąc już na emeryturze, zgromadził obfitą dokumentacje swej okupacyjnej działalności. Zmarł w czerwcu 2004 r.

Działalność Antoniego Znańskiego i dowodzonej przezeń drużyny ZWZ-AK „Granit” miała różne aspekty. Dowódca – dysponując jako żołnierz dużym doświadczeniem – prowadził dla swych podkomendnych, jak sam pisał po wojnie, szkolenia obchodzenia się z bronią. Jak wynikałoby ze wspomnień starszych mieszkańców wsi, odbywały się one nocą „Na Strywku” – to jest na pastwiskach koło Sygneczowa.

Prowadząc działania bojowe i dywersyjne – drużyna Znańskiego współdziałała m. in. w latach 1942-1944 z oddziałem AK „Szczerba”, dowodzonym przez kpt Tadeusza Stryszowskiego „Szczerbę”, w rejonie wsi Pochów, Krzywaczka, Świątniki, Rzeszotary i na północ od Myślenic[59]. Ze „Szczerbą” współdziałał Znański ukrywając i przeprowadzając do wojsk radzieckich zestrzelonego przez hitlerowców angielskiego lotnika. W kwietniu 1944 roku – wspomina kpt Stryszowski – mój oddział […] „Szczerba” […] odebrał z terenu Wadowic, przeprowadził przez Skawę (granicę Generalnego Gubernatorstwa) i zamelinował […] na Bugaju, w pustelni św. Heleny lotnika angielskiego strąconego w czasie lotu […] w okolicy Czechowic – Oświęcimia. Po kilku dniach – pod koniec kwietnia 1944 r. – […] patrol naszego Oddziału doprowadził wymienionego lotnika do Krzywaczki, gdzie w mieszkaniu kol. Roga, żołnierza AK – przekazano go w ręce kol. Antoniego Znańskiego ps. „Granit”, który z oddziałem miał go przeprowadzić w kierunku frontu, do wojsk radzieckich, na tereny wyzwolone z okupacji[60]. Przekazując brytyjskiego lotnika „wschodniemu sojusznikowi” Antoni Znański niewątpliwie nie mógł przypuszczać, że za niespełna rok organa Armii Czrwonej aresztują go, i że za swą walkę z hitlerowskim okuopantem „nagrodzony” zostanie przez okupanta sowieckiego niemal trzytelnim pobytem w syberyjskim obozie koncentracyjnym (zob. niżej).

W 1944 r. Antoni Znański i jego oddział ukrywali dwóch Jugosłowian – dezerterów z Wehrmachtu. Jugosłowianie ci następnie poszli do partyzantki[61]. W tymże roku – jak zapisał po wojnie – zorganizował uwolnienie z hitlerowskiego aresztu czterech osób, w tym sześciomiesięcznej dziewczynki […] z matką[62]. Od kwietnia 1944 r. do „wyzwolenia” w styczniu 1945 r., na zmianę ze swym kolegą szkolnym Zygmuntem Michalskim z Rożowej, ukrywali pochodzącą z Wieliczki kobietę, poszukiwaną przez gestapo[63].

W 1944 r. Znański – za posrednictwem Stanisława Czarnoty i Józefa Wójcika – dostarczał broń i żywność do oddziałów AK w Dobczycach[64].

Interesującym a nieznanym przyczynkiem do dziejów wywiadu Armii Krajowej zdaje się być relacja Znańskiego o jego udziale w wykryciu miejsca produkcji hitlerowskiej „superbroni” V-2. W notatkach dotyczących roku 1942, zapisał m. in.: jadąc samochodem fabryki Kabel Kraków po ładunek lignozy w fabryce pustaków koło Dębicy natrafiłem na poligon doświadczalny we wsi Blizna, ok. 2-3 km od Pustkowic [Pustkowa; przyp. aut.] broni V-2, o którym powiadomiłem moje dowództwo nadrzędne. Dla potwierdzenia tej relacji – nie mógł już przedstawić świadków, bowiem ludzie, z którymi odbył ową podróż, w chwili sporządzenia notaki (t.j. w latach ok. 1982-1983) już nie żyli[65].
Żołnierzami Armii Krajowej byli Stanisław Cygan[66] (zamieszkały Siercza 289) i Czesław Czajkowski. 17 marca 1988 r. Stanisław Cygan złożył zeznanie, że w latach 1935-1936 odbywał służbę wojskową w P.A.P. we Lwowie, 28 sierpnia 1939 r. został zmobilizowany, zaś od grudnia 1940 do 1945 r. należał do AK. Oświadczył, że Czesław Czajkowski pseudonim „Czajka”, urodzony 1 marca 1911 r., syn Franciszka i Marii działał w ruchu oporu przez cały czas okupacji aż do aresztowania go przez gestapo w dniu 27 XI 1944, wywieziony do Gross Rosen, skąd już nie wrócił. (…). Był radiotelegrafistą od września 1940 r. do czasu aresztowania przez gestapo 27 listopada 1944 r., działał w obwodzie „Granit” w Sierczy, jak też w obwodzie koźmickim „Wilga”.

W skład oddziałów ZWZ-AK działających w Sierczy i okolicach wchodzili głównie przedstawiciele miejscowej inteligencji. Poza wyżej wymienionymi – Znańskim, Cyganem i Czajkowskim – byli to m. in.: Julia i Piotr Baranowie (dzieci Sebastiana), Stanisław Kowal (syn sołtysa Władysława), Tadeusz Kuc, inż. Tadeusz Mrożek (syn wspomnianego wyżej Wiktora), jego szwagier Józefek, Adam i Idzi Nodzyńscy, Marian Sosin[67]. Żołnierzami AK byli też: Tadeusz Młynek (jedyny syn Ludwika)[68], Edward Biernat; Wiktoria Sosin przenosiła broń do Proszowic[69].

W rejonie Wieliczki działała tajna radiostacja „Wisła”, dysponująca dwoma nadajnikami. Dla uniknięcia dekonspiracji nadajniki, z których każdy znajdował się pod ochroną sześciu żołnierzy, były stale przenoszone; terenem „wędrówek” jednego z nich – z bazą w Golkowicach – była m. in. Siercza[70]. W michalickim Ośrodku Wychowawczym działała komórka ruchu oporu, powiązana z Armia Krajową: przekazywano informacje, ukrywano oficerów Wojska Polskiego oraz (pod przybranymi nazwiskami) żydowskich chłopców; prowadzono też – do denuncjacji w kwietniu 1944 r. – tajne nauczanie[71], w tamtejszym młynie działała konspiracyjna drukarnia[72]. Z Armią Krajową związany był wójt Koźmic – Fanciszek Perz[73].

Na terenie gminy rozwijał też – od końca lata 1941 r. – działalność konspiracyjny Ruch Ludowy, dysponujący własnymi oddziałami wojskowymi („Chłostra”, później Bataliony Chłopskie)[74].

Cytowane ankiety, wypełniane bezpośrednio po wojnie, niemal nie wspominają o ruchu oporu. Niewątpliwie nie znaczy to o jego braku, lecz raczej o „autocenzurze” autorów; przynależność do Armii Krajowej była przez władze komunistyczne ścigana z niemniejszą gorliwością, niż przez hitlerowców. Niemniej i w tych materiałach doszukać się można echa działań konspiracyjnych: pośrednim dowodem znaczenia miejscowego ruchu oporu jest wysoka kontrybucja (15.000 zł) nałożona przez okupanta na mieszkańców Mietniowa za oporność. W tejże wsi Józef Klejdys z Chorągwicy, zabrany z bronią w ręku, zginął bez śladu[75].

6. Kolaboracja

Czy w Sierczy i okolicach znane było zjawisko kolaboracji? Trudno dziś odpowiedzieć na to pytanie, aczkolwiek rządy hitlerowskie w całym Generalnym Gubernatorstwie związane były z siecią konfidentów. W cytowanych, oficjalnych ankietach, rubryka dotycząca działalności volksdeutschów albo pozostawała niewypełniona, albo stwierdzano, że takowych nie było[76]; tak też problem podsumował wójt, stwierdzając, iż na terenie gminy Koźmice Wielkie nie zauważono działalności volksdeutschów. Z tymi urzędowymi danymi kłócą się wspomnienia świadków, którzy stwierdzają, że volsdeutsche i donosiciele jednak byli. Ankieta dotycząca Raciborska wspomina o kolaboracji policji „granatowej”: kilku uchylających się od wyjazdu do Niemiec doprowadziła polska policja. Inaczej niż w późniejszych ankietach problem kolaboracji ukazano podczas pierwszego po wyparciu hitlerowców publicznego zgromadzenia mieszkańców gminy w dniu 4 lutego 1945 r., gdy przedstawiono zebranym, jaki stan panował przez czas okupacji niemieckiej oraz ludzi, którzy wysługiwali się Niemcom. Jacy to byli ludzie i ilu ich było – protokół milczy[77].

Wyroki wydane przez sądy podziemnego państwa na kolaborantów wymierzali żołnierze Armii Krajowej. Szerokim echem musiało się odbić zastrzelenie volksdeutscha (?), który uczestniczył w egzekucjach Żydów sierczańskich; stało się to rankiem w wielickim parku im. Mickiewicza. Kobiecie z Rożnowej, która utrzymywała bliskie kontakty z Niemcami, zagrożono ogoleniem głowy, a w następnej kolejności – śmiercią[78].

7. „Wyzwolenie”

Wzniesienia po południowej stronie Wieliczki – wraz ze wzgórzem sierczańskim – jawiły się zapewne w planach niemieckich strategów wojskowych jako dogodna linia obronna przed ofensywą sowiecką. Przebieg działań wojennych w tym rejonie[79] – wraz z bilansem strat i zniszczeń (stosunkowo skromnym) – rejestrują cytowane ankiety. Przygotowania do obrony zaczęły się w połowie 1944 r. Od 4 maja 1944 r. wojsko niemieckie stacjonowało w szkole w Koźmicach Wielkich, niszcząc całe jej wyposażenie. Już w grudniu 1944 r. pojawiali się żołnierze niemieccy, wycofujący się przed wojskami sowieckimi; byli przerażeni, spanikowani, oczekiwali w każdej chwili natarcia; kwaterowali w chłopskich gospodarstwach, zasypiali ma leżących na śniegu snopach słomy[80], modlili się[81].

W lipcu 1944 r. przez cały miesiąc stał w Sierczy oddział żołnierzy niemieckich, którzy usuwali ludzi z mieszkań i stodół, zmuszając […] do bezpłatnego dostarczania jarzyn, owoców i ziemniaków. W pierwszej połowie stycznia [1945] zaczynały przeciągać przez naszą wieś oddziały cofającej się armii niemieckiej. Kierowały się na zachód szosą Wieliczka-Myślenice. Obrona wojsk niemieckich koncentrowała się tu w linii Grabówki-Siercza-Pawlikowice-Koźmice Wielkie-Raciborsko. W rejonie tym były kopane okopy i wznoszone zapory przeciwczołgowe; w Mietniowie oprócz rowów strzeleckich budowano bunkry[82]. Do wykonywania tych prac zmuszani byli – jak wspomniano – mieszkańcy, w tym także chłopcy w wieku 14-15 lat, którym Niemcy ofiarowywali wódkę i papierosy[83]. Polowe fortyfikacje niszczyły zasiewy i sady (w Pawlikowicach zniszczenia pól określono na 50%), dla umacniania wykopów wycinano drzewo z okolicznych lasów (m. in. wycięto prawie 15 ha lasu w Koźmicach Małych i 2 ha w Raciborsku) i zagajników.

Walki – poprzedzone przez bombardowania – trwały zasadniczo trzy dni: od 20 stycznia do nocy z 21 na 22 stycznia, aczkolwiek do Wieliczki wojska sowieckie wkroczyły już rankiem 21 stycznia. Wojska sowieckie zajmujące miasto i okoliczne wsie nacierały z dwóch kierunków: od Krakowa (po potyczce w Rząsce) i z przeciwnej strony, od Jasła. Stosunkowo słaby opór wojsk niemieckich skoncentrował się na południowym skraju Sierczy i w Rożnowej[84], wykorzystując walory wzgórza sierczańskiego. Stąd – zlokalizowana na łące Czyżowskich artyleria niemiecka – prowadziła ostrzeliwanie zbliżających się od Krakowa wojsk sowieckich. Niemcy rychło wycofali się w stronę Kalwarii, przez Grabówki i Czyżówki[85]. W okresie walk – w niektórych domach kwaterowali żołnierze niemieccy, potem rosyjscy[86].
Starcia przyniosły obu stronom pewne straty. W prowizorycznych mogiłach w Raciborsku spoczęło 31 żołnierzy sowieckich, w Jankówce – dwóch, w Sierczy grób poległych Rosjan znajdował się w ogrodzie Anieli Kursa. Ewidencja przeprowadzona dopiero w roku 1950 ujęła też groby żołnierzy niemieckich; ich nazwisk nie ustalono, co skomentował wójt Koźmic Wielkich Jan Wąsik: tabliczki ewidencyjne [żołnierzy niemieckich] zabrane zostały od razu przez żołnierzy radzieckich. W Wieliczce w trzech zbiorowych mogiłach pochowano 174 żołnierzy (poległych zakopano w lejach powstałych w czasie bombardowania). Na terenie gminy Koźmice Wielkie wymieniono 11 mogił: trzy w Grajowie, po dwie w Koźmicach Małych, Raciborsku i Chorągwicy, po jednej w Jankówce i Koźmicach Wielkich; spoczęło w nich 88 żołnierzy Wehrmachtu[87]. Czy wszyscy zginęli w wyniku działań wojennych? Czy zdarzały się tu wypadki zabijania niemieckich jeńców przez żołnierzy radzieckich? Dopiero dzisiaj istnieje szansa odpowiedzi na to pytanie.
Zniszczenia wojenne miały ograniczony zasięg. W Sierczy wskutek działań wojennych zostały poważnie uszkodzone […] Chalakówka, gdzie prawie każdy dom był rozrzucony, a na ogrodach powyrywane doły i leje od bomb, oraz Brzeziny, gdzie również uszkodzonych zostało kilka domów; w wyniku bombardowania zginęły we wsi dwie osoby, zaś cztery zostały ranne. W Raciborsku od pocisków armatnich zniszczono sporo drzew, uszkodzono częściowo budynek szkoły (…), spaliły się 4 domy i 2 stodoły. Trzy bomby spadły w Mietniowie, nie czyniąc większych szkód. W Koźmicach Wielkich (zapewne i w innych wsiach) wycofujące się wojska niemieckie paliło, niszczyło mienie mieszkańców. Dwa domy spłonęły w Jankówce. Bezpośrednio po zdobyciu Sierczy – żołnierze sowieccy podpalili i zniszczyli stodołę podworską w zespole klasztornym urszulanek, wraz ze znajdującym się tu sprzętem rolniczym[88]. Skalę zniszczeń odzwierciedlają wnioski w sprawie reperacji szkód wojennych: z Sierczy złożyło je – od końca września do końca października 1945 r. – 71 rodzin na łączną sumę 393.156 zł[89].

Niniejszy fragment pochodzi z książki Józefa Piotrowicza i Bogusława Krasnowolskiego: Siercza. Dach Wieliczki, Siercza 2005.


[1] S. Gawęda, Okupacja niemiecka i ruch oporu w rejonie Wieliczki (1939-1945), w: Wieliczka, s. 249-281.

[2] Ankieta dotycząca przebiegu działań wojennych oraz okupacji niemieckiej. Gmina Koźmice Wielkie, Archiwum Państwowe (dalej: AP) Kraków, sygn. UWII391. Ankietę dotyczącą całej gminy opracował wójt Franciszek Perz, dołączając analogiczne ankiety dotyczące poszczególnych gromad; ankietę dla Sierczy opracowali – wyjątkowo obszernie – tutejsi mieszkańcy: Piotr (?) Baran, Stanisław (?) Cholewa, Andrzej (?) Skiba i Stanisław Pietras.

[3] Relacja Pań Władysławy Biernat i Wiktorii Sosin.

[4] Relacja Pani Emilii Znańskiej.

[5] Opr. Franciszek Plewa.

[6] Relacja Pana Władysława Gabrysia.

[7] AP Kraków, StPKr 23, s. 727 nn (ankieta dotyczy przebiegu działań wojennych oraz okupacji niemieckiej na terenie powiatu Krakowskiego); S. Gawęda, Okupacja, s. 249-250.

[8] Relacja Pana Stanisława Jędrzejczyka z Rożnowej.

[9] Relacja Pana Stanisława Zachuty.

[10] Ludwik Żyznowski (1890-1987), syn Adama i Marii z Wojewodów, pochodził z Brzezia; w 1920 r. poślubił Wiktorię z domu Sosin z Sierczy. Był absolwentem szkoły ogrodniczej, potem ogrodnikiem; pracował w ogrodach dworskich w podkrakowskich wsiach – Sierczy, Śledzejowicach, Igołomii i Batowicach, w Niebylcu koło Rzeszowa oraz zakładzie ogrodniczym w Wieliczce. Mieszkając w Sierczy – od 1937 r. do lat siedemdziesiątych – prowadził własne gospodarctwo ogrodnicze. Informacja Pana Wiesława Żyznowskiego.

[11] Charakterystyka w oparciu o: A. Chwalba, Kraków w latach 1939-1945, w: Dzieje Krakowa, red. J. Bieniarzówna, J. Małecki, t. 5, Kraków 2002, s. 20, 24-27.

[12] AP Kraków, sygn. GmKoW 11-17.

[13] S. Gawęda, Okupacja, s. 257.

[14] Por. A. Chwalba, Kraków w latach 1939-1945, s. 98; S. Gawęda, Okupacja, s. 251.

[15] Ankieta dotycząca Pawlikowic informuje: W 1939 r. we wrześniu na terenie wsi zostało zastrzelonych 32 Żydów przywiezionych z Wieliczki. Zob. także: AP Kraków, sygn. StPKr 138, s. 33 (pismo wójta Koźmic Wielkich Franciszka Perza do Starostwa Powiatowego z 1 X 1945 z krótkim opisem tragedii; S. Gawęda, Okupacja, s. 250, w oparciu o: AP Kraków, Miasto Wieliczka, sygn. 24, sprawozdanie Michała Zellnera. Przekazy te w pełni potwierdzają i uzupełniają o szczegóły (mówiące o spędzeniu Żydów na rynku i dwóch ciężarówkach) relacja świadka wydarzeń, Pana Mariana Żyznowskiego, przedstawiona autorowi 15 września 2004 r.

[16] Relacja Pani Wiktorii Sosin.

[17] Relacja Pana Stanisława Michalika

[18] Relacja Pani Emilii Znańskiej.

[19] Dokument w posiadaniu Pani Emilii Znańskiej.

[20] S. Gawęda, Okupacja, s. 257-258; ustalenia te potwierdza relacja świadka wydarzeń, Mariana Żyznowskiego.

[21] AP Kraków, sygn. StPKr 31, s. 19.

[22] Informacja Pana Stanisława Jędrzejczyka z Rożnowej.

[23] Opr. sołtys Woźniak oraz Jan Pabian i Wojciech Kaczor.

[24] O zakazie udzielania pomocy Żydom wspomina ankieta dotycząca Grabówek, autorstwa Klemensa Sosina (mieszkańca Sierczy), Pietrasa i Jana Mistata.

[25] Relacja Pani Amalii Gelband (Baranek) z Brazylii; zob. aneks 2.

[26] Relację Pani Amalii Gelband uzupełniają tu informacje Pana Mieczysława Kasprzyka.

[27] Jak wyżej.

[28] Zjawisko to akcentują niemal wszystkie ankiety. Wójt Koźmic Wielkich pisał: […] wykonywanie zasady zbiorowej odpowiedzialności przez wyznaczanie zakładników (po 10 osób na gromadę), którzy pod odpowiedzialnością kary śmierci zmuszani byli do wykonywania żądań władz niemieckich. Podobnie zjawisko to przedstawiają ankiety dotyczące Sierczy (przez cały czas trwania okupacji wybieranie 10 osób na zakładników), Grabówek (zarządzenia władz okupacyjnych doprowadzały do niebywałego terroru w całej gminie. Było to powoływanie zakładników odpowiedzialnych za najmniejszy opór przeciwko terrorowi, łapanki na roboty przymusowe urządzane przez niemiecki „Sonderdienst” […], zarządzenia w sprawie kontrybucji i kary przewidziane za opór), Janowic, Mietniowa, Raciborska (utrzymywano stale zakładników, którzy jednocześnie byli gońcami do dyspozycji sołtysa), Sygneczowa (10 zakładników, którym terrorystycznie, pod odpowiedzialnością kary śmierci, polecono wykonywać niemieckie zarządzenia, a którzy mieli brać udział w łapankach na roboty).

[29] Dokumentem tej praktyki jest zachowane pismo, wysłane 16 stycznia 1940 r. przez Kreishauptmanna w Miechowie do gmin na terenie powiatu: Bis zum 21 I 1940 sind mir jeder Gemeinde (Dorf, Stadt) 20 angesehene Bürger zu melden. Diese sind allen Bevölkerungskreisem zu entnehmen. Unter ihnen müssemn sich Pfarer, Lehrer, Geossgrundbesitzer, Bauern, Gewerbetreibende und, soweit vorhanden, Arbeiter befinden AP Kraków, sygn. GmWaW 85.

[30] Relacja Pań Władysławy Biernat i Wiktorii Sosin.

[31] Relacja Pani Emilii Znańskiej (z domu Czyżewskiej).

[32] Informacja Pani Władysławy Biernat, siostry Tadeusza Żyznowskiego.

[33] Por. m.in. ankieta wójta Koźmic Wielkich: Nakładanie na ludność kontrybucji zbożowych i mięsnych. Terroryzowanie i zmuszanie do oddawania ich nie biorąc pod uwagę możliwości. Rewizje po drogach i domach i zabieranie artykułów żywnościowych. Ankieta dotycząca Mietniowa: Terroryzowano i zmuszano do oddawania kontyngentów, nie biorąc pod uwagę możliwości. Ankieta dot. Grabówek: Charakterystyczną cechą działalności okupanta na tym terenie było wywożenie jak największej liczby ludności zdolnej do pracy do Niemiec oraz do jak największych granic posunięty terror w zakresie kontyngentów.

[34] I tak np. w październiku 1943 r. do sołtysów wysłano polecenie: Na podstawie telefonu Posterunku Policji w Wieliczce proszę o sporządzenie listy imiennej tych, co nie odstawili 100% kontyngentu zboża, z zaznaczeniem, który z nich jest oporny. Do 5 dni należy [dostarczyć] te listy pod odpowiedzialnością osobistą AP Kraków, GmKoW 25, s. 209.

[35] W ankiecie dotyczącej Mietniowa mowa jest o kopaniu przez tamtejszą ludność rowów strzeleckich pod Bochnią.

[36] Por. ankieta dotycząca Pawlikowic.

[37] Np. z Rożnowej po marmoladę udawano się – z bonami – do sklepu w Pawlikowcach; informacja Pana Stanisława Jędrzejczyka z Rożnowej.

[38] S. Gawęda, Okupacja, s. 252.

[39] Na terenie gminy w r. 1943 działało dwanaście szkół powszechnych, zatrudniających w sumie 31 nauczycieli AP Kraków, GmKoW 24, s. 21.

[40] Ankieta dotycząca Grabówek.

[41] Ankieta dotycząca Podstolic.

[42] AP Kraków, GmKoW 24, s. 93 nn.

[43] Tamże, 25, s. 33, 183.

[44] Tamże, 36, s. 3, pismo z 18 IV 1945 r.

[45] J. Duda, Wychowankowie Gimnazjum i Liceum im. Jana Matejki w Wieliczce polegli w latach II wojny światowej, Wieliczka 2003, s. 18, 21.

[46] Wykaz strat osobowych podczas II wojny światowej (powiat krakowski, gmina Koźmice Wielkie), opr. 13 października 1945 r. AP Kraków, sygn. StPKr 23, s. 267.

[47] AP Kraków, sygn. OUL 312, s. 11, 61.

[48] J. Piwowarczyk, dz. cyt., s. 97.

[49] T. Kaczmarczyk, Obraz świadectw 108 błogosławionych męczenników, „Ateneum Kapłańskie”, lipiec-sierpień 2000, zesz. 1 (548); Z. Rzeszut OSU, Siostry Urszulanki w Sierczy od 1922 r. – działalność apostolsko-dydaktyczna błogosławionej Matki Klemensy Staszewskiej (1890-1943), referat na sesji „Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej w Sierczy – 80 lat działalności”, streszczenie w: J. Duda, 80 lat pracy wychowawczej sióstr Urszulanek w Sierczy, „Biuletyn Informacyjny Miasta i Gminy Wieliczka”, nr 5, grudzień 2002, dodatek, s. I-II.

[50] 108 Błogosławionych Męczenników II wojny światowej, „Ateneum Kapłańskie”, nr 1 (548), lipiec-sierpień 2000.

[51] Zob. tamże; J. Piwowarczyk, dz. cyt., s. 113-114.

[52] Fakt ten odnotowała – nie bez nieścisłości – ankieta dotycząca Pawilikowic: W 1943 r. aresztowali okupanci czterech księży w Zakładzie Wychowawczym, wywieźli ich do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, jeden z nich został rozstrzelany. W relacji tej zapewne pomieszano różne fakty, dotyczące obu zamordowanych michalitów.

[53] Fakt ten odnotowała ankieta z Sierczy: Kapelan z klasztoru Sióstr Urszulanek aresztowany i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Niemczech.

[54] Relacja Pana Władysława Gabrysia.

[55] Relacja Pana Władysława Gabrysia. Według Romana Kaczora działał tu oddział AK „Nitka”, którego dowódcą był spoczywający na cmentarzu w Wieliczce por. Józef Stalmach (1889-1963).

[56] S. Gawęda, Okupacja, s. 260-262. Według oświadczenia kpt. Tadeusza Stryszowskiego „Szczerby” (dowódcy ZWZ w Kalwarii, potem batalionu 12 pp AK i oddziału partyzanckiego „Szczerba”) złożonego 15 grudnia 1983 r., dowódcą batalionu ZWZ-AK „Wilga” był Karol Mitan; oświadczenie w posiadaniu Pani Emilii Znańskiej.

[57] Niedatowana relacja Antoniego Znańskiego, spisana zapewne w okresie 1982-1983: W Wieliczce podczas okupacji od końca 1939 r. do 1945 r. przebywało […] aż 7 formacji policji, żandarmerii, gestapo i innych. Z uwagi na duże nasilenie jednostek okupanta, ruch oporu w samym centrum Wieliczki był bardzo utrudniony. Natomiast na obrzeżach Wieliczki był intensywny, ponieważ działało kilka oddziałów dających się we znaki okupantowi. Na polecenie dowódcy plutonu wchodzącego w skład batalionu pseud. „Wilga”, otrzymałem rozkaz stworzenia oddziału w Sierczy, którego byłem dowódcą od roku 1940 do 1945 w randze ogniomistrza PAL pseud. „Granit”. Relacje tą potwierdza oświadczenie Władysława Orła pseud. „Jasnota” z 28 grudnia 1983 r. (zamieszkałego wówczas w Bielsku-Białej): od listopada 1941 aż do wyzwolenia t.j. stycznia 1945 r. – będąc dowódcą plutonu AK wchodzącego w skład batalionu „Wilga”, podlegającemu obwodowi ZWZ-AK Kraków-Powiat – znałem dobrze i spotykałem się często prywatnie i służbowo z ob. Znańskim Antonim, pełniącym funkcję dowódcy drużyny Siercza, wchodzącej w skład plutonu, którego byłem dowódcą. Orzeł potwierdza, że Znański miał pseudonim „Granit”. Datę – lipiec 1941 r. – jako początek działalności Antoniego Znańskiego w ruchu oporu podaje zaświadczenie wystawione przez Zarząd Wojewódzki ZBoWiD w Krakowie 9 czerwca 1981 r. (wszystkie powołane dokumenty w posiadaniu Pani Emilii Znańskiej).

[58] Biogram opracowano w oparciu o informacje i dokumenty w posiadaniu Pani Emilii Znańskiej.

[59] Cytowane oświadczenia kpt. Tadeusza Stryszowskiego „Szczerby”.

[60] Tamże.

[61] Powojenna relacja Znańskiego, potwierdzona przez Władysława Orła „Jasnotę”. Jak wynika z innego, niesygnowanego dokumentu – jeden z uciekinierów z Wehrmachtu nazywał się Alojz Zapotnik.

[62] Potwierdzeniem jest oświadczenie Joanny Chachalskiej z 1 sierpnia 1982 r.: 2 sierpnia 1944 r. godz. 20.30 z więzienia wielickiego zostałam oswobodzona wraz z dzieckiem ośmiomiesięcznym oraz siostrą i ob. Micherdzińskim przez grupę bojową AK pod dowództwem ob. Wołka Władysława oddz. „Potok” i ob. Znańskiego Antoniego dowódcy oddz. „Granit”.

[63] Według jej własnej relacji, potwierdzonej przez Michalskiego, była ona nękana przez brata-zdrajcę, funkcjonariusza gestapo, za stwierdzenie, że Hitler wojnę ma już przegraną (relacje w posiadaniu Pani Emilii Znańskiej).

[64] Potwierdzeniem tej informacji jest zeznanie Jacentego Batki-Dobrusia z 28 grudnia 1982 r. (zamieszkałego wówczas w Nowej Hucie), działającego w AK na terenie Lipnik – Wiśniowa: W czerwcu oraz lipcu 1944 r. od […] Znańskiego Antoniego ps. „Granit” otrzymałem kilka razy przesyłki żywności oraz amunicji i broni, które przekazywałem do naszych oddziałów kwaterujących na terenie Łysina – Kamiennik. Z chwilą spalenia Lipnika kontakty nasze skończyły się.

[65] Charakterystyczną zbieżność z tą relacją zawierają wspomnienia Władysława Płatka z Pawlikowic, odnoszące się do jego pobytu w obozie pracy w Pustkowie na przełomie lat 1940/1941; zob. niżej, przypis 306.

[66] Relacja żony Karoliny Cygan.

[67] Informacja Pana Władysława Gabrysia.

[68] Informacja rodziny, Państwa Orłowskich z Sierczy.

[69] Informacja Pani Wiktorii Sosin.

[70] S. Gawęda, Okupacja, s. 274.

[71] J. Piwowarczyk, dz. cyt., s. 95-98.

[72] Według Pana Romana Kaczora.

[73] Informacja Pana Ludwika Jani z Sygneczowa.

[74] S. Gawęda, Okupacja, s. 269.

[75] Por. ankiety dotyczące gminy Kożmice Wielkie i Mietniowa.

[76] Por. ankieta z Grabówek: Na terenie gromady […] nie dopuszczono się zdrady narodowej poprzez podpisanie listy narodowości niemieckiej.

[77] AP Kraków, GmKoW 26, s. 81.

[78] Informacja Pana Stanisława Jędrzejczyka z Rożnowej.

[79] Por. ogólna charakterystyka: K. Guzikowski, Działania wojenne w rejonie Wieliczki w styczniu 1945 r., „Panorama Powiatu Wielickiego”, styczeń 2002, s. 27.

[80] Relacja Pani Emilii Znańskiej; żołnierze kwaterujący w zagrodzie Czyżowskich omal nie otworzyli ognia do własnych ludzi, w panice biorąc ich za nieprzyjaciół.

[81] Relacja Pana Jana Gąski.

[82] Ankieta dotycząca przebiegu działań wojennych oraz okupacji niemieckiej. Gmina Koźmice Wielkie, AP Kraków, sygn. UWII391.

[83] Informacja Pana Stanisława Jędrzejczyka z Rożnowej.

[84] S. Gawęda, Okupacja , s. 250, 278-279.

[85] Relacja Pana Mariana Żyznowskiego.

[86] Relacja Pań Władysławy Biernat i Wiktorii Sosin.

[87] AP Kraków, sygn. StPKr 53, s. 13, 35, 55.

[88] Relacje Panów Mariana Żyznowskiego i Romana Kaczora. Oficjalne ankiety przypisują spalenie stodoły Niemcom.

[89] AP Kraków, sygn. StPKr 21, s. 21-23.