Karolina Gabryłowa: Wiersze

Karolina Gabryłowa, fot. W. Żyznowski

Karolina Gabryłowa (ur. 15 lipca 1946 we wsi Bęczyn, pow. wadowicki)

Jej przygoda z pisaniem rozpoczęła się dzięki inspirującemu nauczycielowi-poloniście, który wciągnął ją w świat szkolnych skeczy, kabaretu, akademii. Po jego śmierci napisała wiersz-podziękowanie, który następnie, podobnie jak kilka późniejszych, został opublikowany w „Źródle”. Jak sama przyznaje te pierwsze wiersze: „pisałam, odłożyłam na bok, zgubił się i tak… Gromadzić je zaczęłam dopiero po śmierci męża w 1990 roku.” Jednym z najważniejszych dla niej samej wierszy jest „Sierpień”, gdyż: „w sierpniu poznałam męża, w sierpniu brałam ślub, w sierpniu przyszedł na świat najstarszy i najmłodszy syn, aż w końcu w sierpniu pochowałam męża”.

Liście

Raz, dwa liście porwał wiatr.
I latały z sobą tak,
Wirowały, tańcowały,
Jakby ludzi udawały.

Jeden z brzozy był, drugi wierzbowy,
Wąski, długi
Każdy raźny chwat.

Najpierw siadły na balkonie,
Potem spłynęły po rynnie.
Jeden na przyczepę siadł,
Ciężarówką jedzie w świat.

Ten brzozowy został sam,
Inne liście bierze w tan.
Tysiąc liści strząsnął krzak,
Ale właśnie ucichł wiatr.

Matce mojej
Gdy wracam pamięcią
w tamten odległy czas,
myślę o Tobie Mamo…
Ach, ile to już lat.

Ty zawsze taka skromna,
taka biedna zawsze,
utrudzona pracą
i swawoleniem naszym.

Ty nocami w bojaźni
ojca czekająca
i nas, jak skrzydłami,
do siebie tuląca.

Jak ciężkie było, mamo,
całe życie twoje,
oby Bóg dał ci za to
niebieskie podwoje.

Ja dziś tobie, mamo,
za serce mi dane
ślę ci podziękowania
za twe łzy wylane.

Dla ciebie hymn napiszę,
najpiękniej jak umiem,
i ten list serdeczny,
choć go nie dostaniesz…

Niech tobie, mamo, świeci
zawsze światłość wieczna,
bo wiem, że u Pana
tam jesteś bezpieczna.

Wieczny odpoczynek

Za miłość co w sercu chowamy
dla tych co odeszli
Znicz im zapalamy
bo ich pamiętamy.

Cmentarze, miasta umarłych
uczcijmy ich modlitwą
chwilą zadumy
kwiatem jakimś małym.

Ten kwiat na mogile
ten znicz zapalony
to tylko cząstka mała
za dług niespłacony.

Tym co zakończyli swe pielgrzymowanie
wieczny odpoczynek
bądź łaskaw dać Panie.

Zakochany kocur

Miau! Miał ci ja koteczkę
co ze mną dzieliła
mleka swą miseczkę.

I myszkę w sadzie gdy upolowała,
to się podzieliła,
takie serce miała.

Bure miała futro, była taka słodka,
gotowa złapać wróbla
dla swojego kotka.

Ale przyszedł marzec,
wszystko się zmieniło,
mleko piła sama, a myszy nie było.

Przyszedł do niej kocur,
wielki i łaciaty,
miał groźne spojrzenie i grubaśne łapy.

Ach te kobiety! Chciałem rzec te kotki,
wszystkie bez wyjątku
to wielkie kokietki.
Teraz sobie marzę, grzejąc się w słoneczku,
o burej koteczce i o ciepłym mleczku.
[marzec 2005]

Przegrani

Wille, pałace, cóż znaczą,
kiedy fundament się chwieje,
po co nam pieniądz, dostatek,
kiedy tracimy nadzieję.

Codziennie na ulicach
ryk samochodów tylu,
wszędzie natrętne reklamy,
lecz nie zagłuszą bólu.

Wiosna kwieciem ozdobi,
zima śniegiem wybieli,
lecz świat szary zostaje,
kiedy nie ma nadziei.

I tak czekamy jeszcze,
na każdym kroku próg,
lecz w całej beznadziei
zostaje jeszcze Bóg.

Dziś kogoś gdzieś dotyka,
jutro ja albo ty,
przyjmujemy w pokorze
przez Boga zesłany krzyż.
[grudzień 2004]

Mojemu wychowawcy

Chcę złożyć podziękowania
choć prostymi słowy,
niech to będzie dla Ciebie
wieniec laurowy.

Za trud i poświęcenie
za to, że umiałeś
przekazać nam wiedzę,
którą posiadałeś.

W drużynie szczypiornistek
za twój wkład ogromny,
dziś ściany szkoły zdobią
sportowe dyplomy.

O „Reducie Ordona”
co „sześć armat” miała”,
gdy nam opowiadałeś
to jakbym je widziała.

Za miłość do książek,
którą ty nam dałeś,
i za patriotyzm,
co w nas zakrzewiłeś.

Już od nas odszedłeś,
bardzo żałujemy,
ale twoja praca
będzie dawać plony.

Za twoje zasługi
niech Ci będzie chwała,
by pamięć o Tobie
nigdy nie ustała.
[2000 r.]

Ach, w rządzie być!
Czy pan to, czy chłop
albo prosty kmiotek,
nie lubią gdy ktoś im
wchodzi na nagniotek.

Lecz oto rzucana
jest już rękawica,
i walczą ze sobą
lewica, prawica.

Biją się o władzę:
ten chce to, tamten to,
trzeba by Rejtana
który powie: Veto!

Każdy chce mieć profit,
szarpią łup jak hieny,
tylko co my biedni
z tego mieć będziemy?

Panowie posłowie
czy wy o tym wiecie,
że najtrudniej schudnąć
na poselskiej diecie?

Wszystkim jest tak prawie
jak za króla Sasa
oni jedzą, piją
my ściskamy pasa.
[2010]

Cisza
Cicho i pusto i los mój zły,
w kącie samotność
wyszczerza kły.

Na niebie księżyc wisi zdziwiony,
a ja tu sama
w tym pustym domu.

Kto mnie przytuli, kto mnie wysłucha,
dzień jest pochmurny,
noc taka głucha.

A śpiew słowika oknem się wkrada
i smutne rymy
w sercu układa.

Katyń 1940 – Smoleńsk 2010
10 kwietnia 2010 roku

Po raz kolejny Polska została
okrutnie okaleczona
na tej ziemi.

Ta ziemia to fatum dla Polaków;
to Syberia, Katyń, Ostaszków,
Charków, Starobielsk, Kozielsk i in.

To tam z organizmu
jakim jest Polska
wyrwano najlepszych
członków naszego narodu.

Panie Prezydencie Kaczyński!
walczyłeś o niepodległość Polski,
w Katyniu chciałeś oddać hołd
tym, którzy za tę niepodległość zginęli.

Wykonałeś ostatnią misję.
Pokój Wieczny
niech zawsze będzie z Tobą.

Panie Prezydencie Kaczorowski,
wróciłeś do niepodległej Polski,
a zginąłeś w drodze do Katynia,
gdzie spoczywają Ci pomordowani,
którzy, jak Ty, pragnęli niepodległości.

Panowie senatorowie, posłanki i posłowie,
Cześć Waszej pamięci!
Naród polski poniósł ogromną stratę,
zachwiał się fundament Rzeczypospolitej.

Biskupi, księża, załoga samolotu,
Wasza służba dobiegła końca.
Modlimy się za Was i Wasze rodziny.

Oficerowie, żołnierze
i wszyscy, którzy zginęli
w tej katastrofie –
nigdy Was nie zapomnimy.

Wiosna
Ptaki radośnie śpiewają,
w powietrzu radość się niesie,
wierzba baziami rozkwitła
do gniazda powrócił bociek.

Żonkile ogródki zdobią,
za ręce parki się wodzą.
Ach! Jak ta wiosna czaruje,
że stary młodym się czuje.

Już zapomnijmy o zimie,
niech pękną lodu okowy,
znów nowe urodzi się życie
bo wiosna to czas odnowy.

Może coś odzyskamy
co zimą straciliśmy:
zdrowie, miłość, szacunek
wiosna nam to przywróci.

Dusze się nasze wybielą
wielkanocną spowiedzią,
jak sad na wiosnę bielony
czujesz się czysty, spełniony.

Życzę wszystkim wszystkiego
co wiosna dać nam zdoła,
niech się wszyscy kochają
i szanują dookoła.

[kwiecień 2010]

Maj
Maj to miesiąc Maryi.
Śpiewajmy swej Pani.
Ozdobimy Ci Matko
kapliczki przydrożne,
dla Ciebie wyśpiewamy
majówki pobożne.

Maj to I Komunia,
jak białe anioły
chłopcy i dziewczęta
przed ołtarzem stanęli,
pierwszy raz do serduszek
Jezusa przyjęli.

Maj to trawnik
przed domem zielony
i sad zakwitający
kwieciem przystrojony.
To klomb ozdobiony
fiołkami, żonkilami, bukszpanem zielonym.

Maj to zorane pole,
gdzie rolnik zboże zasiewa,
by mu radośniej było
skowronek mu śpiewa,
a wieczorem na stawie
z tysiąca żabich gardeł słychać rechotanie.

[kwiecień 2010]

 

Matka Ziemia

Matko Ziemio, pługami zaorana
by dać chleb człowiekowi
każdej wiosny budzona
po twardym śnie zimowym.

Ty łzami nieszczęśliwych
jak deszczem skropiona
poisz, karmisz, bogacisz
hojna i wspaniała.

Ziemio, matko żołnierzy,
których na swe łono
przyjęłaś z Westerplatte
i Monte Cassino.

Jak Cię, matko, ocalić
przed czasu zarazą,
jak ustrzec i uchronić
przed niszczenia skazą.

To człowiek niewdzięczny
za twe dobrodziejstwa
niszczy, truje, rabuje,
na wylot przewierca.

Nasze życie

Jabłko piękne, rumiane
raduje twe oczy;
jeszcze niedojrzałe
już je robak toczy.

Tak też z życiem bywa,
niby że szczęśliwe
pod pozorem szczęścia
smutek i ból skrywa.

Całe nasze życie
aktorzy i błazny
inne mamy dusze
a inne suknie każdy.

Polskie lato

Gdy tak idziesz
polem, miedzą,
dwa zające w trawie siedzą.

Śpiew skowronka
w górze dzwoni,
dech zapiera ci od woni.

Gdzie nie spojrzysz
trawy ziela,
wszystko duszę rozwesela.

Kosiarz wdzięcznie
kosą dzwoni
mak czerwony się zapłonił.

Kopy siana niecierpliwe
do stodół
by jechać rade.

Zapach zboża,
miodu, siana,
śpiew słowików aż do rana.

Wszystkie te cuda znajdziecie
w naszej polskiej wsi
w Ojczyźnie!

Wigilia 2009

 

Uciszmy zwady,
uciszmy gniew,
czas na Wigilię,
kolędy, śpiew.

Wszystkie spory i kłótnie
zostawmy za drzwiami,
usiądźmy do wieczerzy
z czystymi sercami.

Na stole opłatek,
pierwsza gwiazdka wschodzi,
lśni pięknie choinka,
Jezusek się rodzi.

Przyjdź Królu Niebieski,
pobłogosław ziemię,
chorym i znękanym,
przynieś ukojenie!

Pomóż nam czynić dobro,
daj siłę i moc,
oddal smutek, niezgodę,
w wigilijną noc.

Na komara
Komar, krwiopijca mały
już mnie dosiada, już kłuje
podły rzezimieszek,
co krew moją pije.

Na głupotę
I mądry i głupi
obaj rozum mają
ale nie jednako
obaj nim władają.

Refleksja
Dlaczego kochamy róże
choć mają kolce
a depczemy wrzosy
choć są małe i skromne.

Już nigdy
Na próżno słucham uchem
na próżno szukam wzrokiem,
nie odezwiesz się słowem,
nie zaszeleścisz krokiem.

Obfite plony na polu,
które zasiałeś wiosną
nie ucieszą już Ciebie
nie dla Ciebie już rosną.

Nie odpoczniesz po pracy
w polu pod gołym niebem
nie podzielisz się z nami
przy wspólnym stole chlebem.

Nie będziesz siał ni orał
nie pójdziesz w ple z nami
Ty będziesz zboże kosił
z Boskimi żniwiarzami.

Marzenie
Gdybym tak mogła zrobić
małe hokus-pokus
i poczarować troszkę
spełnić kilka pokus.

W gołębia się przemienić
ze sercem gołębim
złotą rybkę przynieść
co pływa w jezior głębi.

Gdzieś tam do góry wzlecieć
usiąść na obłoku
i złotym deszczem sypnąć
każdemu po trochu.

Niech zbierają ludziska
niech napełnią portfele
niech z nieba ciągle leci
Ten złocisty przelew.

Wysłuchaj mnie Panie

Panną Roztropną
uczyń ze mnie Panie,
bym z oliwą łaski
szła Ci na spotkanie.

Z grzechu każdego
oczyść mnie Panie
zanim włodarzyć przestanę.

Uczyń mnie zawsze
wierną Sobie,
bym wiarą i uczynkami
mogła służyć Tobie.

Daj mi siłę i męstwo,
od złych mnie uchroń mocy
bo nic czynić nie mogę
bez Twej, Panie, pomocy.

Daj serce czyste Panie
jak oceanu głębia,
i wrażliwość i miękkość
jak serce gołębia.

Daj mi wzrok bystry Panie,
i oczy sokoła,
bym mogła dostrzec nieszczęście
i ludzką krzywdę dokoła.

Gdy już to wszystko zdobędę
wtedy wezwij mnie Panie,
abym zbrojna jak rycerz
szła Ci na spotkanie.

Sosna
Sosno piękna, zielona,
prawnuczko wielkiej puszczy
To twój zabójca – człowiek
co twoje piękno niszczy.

Zbudował wielkie kominy
rozpalił huty gorące
a twoje nagie konary
sterczą błagalnie jak ręce.

Krzyczcie sosny i jodły
na alarm bijcie dzwony
gdy zginą nasze drzewa
i my także zginiemy.

O mistrzu Kochanowski,
ty już o tym wiedziałeś
i pięknymi słowy
lipę wychwalałeś.

Letni poranek

Chociaż upływa życie
Chociaż przybywa mi lat
To cieszę się każdym dniem
Tu mam bajkowy świat.

Dom zatopiony w kwiatach
Tu malwa, łubin, tam powój się pnie
Lipa miodem pachnąca
A słonko śmieje się.

Tu własną mam filharmonię
Świerszcze za oknem grają
A kiedy rano wstaję
Śpiewaków całą zgraję.

Czasami żal serce ściska
Wyciśnie z oka łzę
Potem radość powraca
Bo jeszcze nie jest źle.

Emigranci

Tak nam wyrządzili
ci, co władzę mają,
że do emigracji
rodaków zmuszają.

Tu, w rodzinnym kraju
pracy nie znajdują,
marzeniem o lepszym
przyszłość swą budują.

Opuszczają domy
żony i dziewczyny,
i jadą za chlebem
w nieznany im świat.

Najpierw ciężko pracuje
potem się upija,
tak polnischer Arbeiter
tęsknotę zabija.

Po latach stęsknieni
już dość tego mają,
marzą tylko o tym
by lepiej było w kraju.

Wracajcie młode ptaki
do swych rodzinnych gniazd,
wracajcie emigranci
do wiosek i do miast.

Sierpień 1990

O sierpniu smutny sierpniu
choć jesteś w lata krasie,
to mnie w czerń przyodziałeś
i napełniłeś płaczem.

Kiedyś w bieli szczęśliwa
także był sierpień na świecie,
u boku mego miłego
pełna radości i życia.

Nastaną inne sierpnie
i przejdą grudnie i maje,
nie przejdzie moja boleść
co serce co dzień kraje.

Niepewność

Przybyłeś do mnie nieznany,
by zburzyć w sercu mym głębię.
Lecz tego nie wiem, kim jesteś,
czy sępem czy gołębiem.

W tych dłoniach radość znajduję,
twe oczy błyszczą błękitem.
Jak dobrze zasypiać razem
i z tobą budzić się świtem.

Jeśli gołębiem przybywasz,
przynosisz dobre nowiny.
Zostań, bo z tobą raźniej
płyną mi długie godziny.

Ty koisz moją tęsknotę,
kiedy przybywasz kochany.
Gdy sępem jesteś, to odfruń,
nim w sercu zadasz mi rany.

Talizman
Za chwilę cię tu nie będzie.
Zobacz, za oknem już dnieje,
Nie odchodź cały ode mnie
Zostaw mi chociaż nadzieję.

Jeszcze jeden dasz mi pocałunek
jeszcze łza zabłyśnie mi w oku
i strach przyczajony na plecach
jak kot, sprężony do skoku.

Nie ma już wiecznej miłości,
przychodzi rozstań godzina
mam twój włos na poduszce
zachowam go jak talizman.

O kochaniu

Ty jesteś moją tęsknotą,
bez ciebie gaśnie mi słońce.
W moich snach tańczę z Tobą
na ukwieconej łące.

Każdy mój tydzień dzielę
na dnie, godziny, minuty,
i czekam na spotkanie
tak razem: ja i ty.

Dni upływają szybko,
każdy walczy o byt.
Ja strzegę mej miłości,
by jej nie ukradł nikt.

Ledwie drzwi zamkniesz,
już tęsknię za tobą:
smutne nachodzą mnie myśli.
Ta jedna tylko pocieszenie daje,
że jeszcze do mnie powrócisz.

„Zdaj włodarstwo swoje, bo więcej włodarzyć nie będziesz…”

Nie wiem co napisać
by głosić Twą chwałę
dla Twojej świętości
wszystko jest za małe.

Zmierzch 2-go kwietnia
i Twego życia kres
świat okryła żałoba
wśród smutku i łez.

Do ostatniej chwili
wszyscy z Tobą trwali
tak Cię ukochali
bo Ci zaufali.

Papieżu dwóch stuleci
Piotrze czasów naszych
Ty tuliłeś do siebie
chorych, starców, dzieci.

Ty nas nauczyłeś
bezbrzeżnej miłości
Tobie zawdzięczamy
smak niepodległości.

Teraz spoczniesz po biegu
Tu Twego życia kres
„Barkę” zostaw na brzegu
nowy rozpoczniesz rejs.

Refleksja
Bezdomnym

Jakaż okrutna musi być kara,
Zostać wyklętym i jako mara
Błądzić bez końca.

Nie mając miejsca by złożyć głowę,
domu, rodziny, bo wszystko owe
już straciliśmy.

Kiedyś byliśmy jak klejnot cenny
dzisiaj jesteśmy jak ramol zbędny
już niepotrzebni.

Gdy niejednego duma rozpiera
zacnych przyjaciół sobie dobiera
też stracić może.


Co po nas zostanie
Kiedyś stąd odejdziemy
nasz tapczan pusty zostanie
miejsce przy stole zwolnimy
i wszystko zostawimy.

Ubrania nasze
i stroje na miarę szyte
stary kapelusz i buty
i ulubioną płytę.

Bo tam gdzie iść będziemy
czeka nas wielki dostatek,
tam zabrać tylko możemy
dobre uczynki i cnotę.

Tam smutki nasze weźmiemy
radości, których nie było
i sprawy wielkie i piękne,
o których nam się nie śniło.

A kiedy już odpoczniemy
po tej naszej tułaczce,
gołąb po nas zagrucha,
stara wierzba zapłacze.

Miedza w polu jak zwykle
gdy lato z nieba spłynie,
będzie strojna głogami,
dziką różą zakwitnie.

Kto się wśród łąk urodził,
wśród lasów i paproci,
choć nieobecny ciałem
duszą tutaj powróci.


„Góralu czy Ci nie żal…”
Ojcze Święty, Papieżu
Rodaku nasz drogi,
Z woli Boga opuściłeś
swego kraju progi.

Dziś na Watykanie
z wielu wywyższony
Siejesz Boże ziarno
zbierasz Jego plony.

Niestrudzony Pielgrzymie
skromny a bogaty
wszyscy lgną do Ciebie
by dotknąć Twej szaty.

Ty uśmierzasz waśnie
zgodę zaprowadzasz
bo pragniesz pokoju
Ty cały świat kochasz.

Ale przyjedź do nas
do gór i do hal,
wspomnij starą piosenkę
„Góralu czy Ci nie żal”.

Niech Ci Bóg pozwoli,
rozjaśni oblicze
Byś odwiedził znowu
swoje Wadowice.

Chatko moja
Chatko moja rodzinna
coś mię wychowała,
co wszystkie swe dziecinne
troski przeżywałam.

W tobie pierwsze swe kroki
uczyłam się stawiać,
i święte słowo – Mama
uczyłam wymawiać.

Wiosną sad ukwiecony
miedze całe w głogach,
i miłość moją wielką
witałam w twych progach.

Dzisiaj mam dom wysoki
lecz zgoła nie taki:
nie radosny, przytulny
jak ściany mej chatki.

Tu wiele trosk i smutków
przeżyć już musiałam
i mego kochanego
męża pożegnałam.

To mej smutnej przyszłości
pierwsze są zadatki
i coraz bardziej tęsknię
do mej małej chatki.

Tęsknota

Już liście poczerwieniały
Stały się lasów ozdobą,
I ptak tak wdzięcznie nie śpiewa
I mnie tak tęskno za Tobą.

Już wrzosy liliowe kwitną
Do słonka na wrzosowiskach,
Kałuże skrzą się jaskrawo
I mnie tak tęskno za Tobą.

Po niebie dzikie gęsi
Ciągną z gęganiem żałosnym,
Że zostać tu nie mogą
I mnie tak tęskno za Tobą.

Już pluchy jesienne i słoty
I mgły się ścielą nad wodą,
I dzionki coraz krótsze,
I mnie tak tęskno za Tobą.

Synkowi memu
Miotam się w półśnie roztargniona,
Tak boli rana niezagojona,
I widzę tylko wciąż w ciemności
Te straszne oczy samotności.

Nie chce mnie znużyć miękka pościel,
Nie rozweselą mili goście,
Wiec koję oczy małym synem,
Równym oddechu jego rytmem.

Śnij mały synku piękne sny,
Niech ojciec twój się przyśni ci.
Kiedyś przypomnisz sobie lata
Gdy się uczyłeś mówić – Tata.

Już ranek. Świta. Wstawać czas,
Do swoich zajęć każde z nas.
Synek do szkoły idzie, ja
Za gospodarstwo mam się brać.

I gdzie nie spojrzysz, czego nie tkniesz,
To cicho, pusto i samotnie.
Znów ty powracasz w myślach do mnie.
W sercu rozpalasz iskrę wspomnień.

Uszczelka
Dlaczego żaden inżynier,
Uczony ani lekarz,
Nie wynalazł uszczelki
na życie, które ucieka?

Przygnębieni walczymy
O byt w nierównej walce.
Potrzeba nam uszczelki,
Bo czas cieknie przez palce.

I gdyby taką znaleźć,
I życie zakorkować,
I zatrzymać momenty dobre,
Jak w sejfie przechować.

Many, many…

[Money, money…]

Dolar barczysty, silny,
Ważny wielce.
Obok złotówka stała
W ubogiej sukience.

I tak na rynku
Obok siebie stali.
Na nią nikt nie spojrzał,
Nim się zachwycali.

Co sprawiło, złotówko,
Żeś taka uboga?
Przecież kiedyś byłaś
Cenna wszystkim, droga.

Partner zza oceanu
Tak się rozpanoszył,
Że twoje grosiki
W niwecz już obrócił.

A ty, marko, Niemko
Z rodu Habsburskiego
Po coś tu przybyła
Do kraju naszego?

Dość my już zaznali
Od Niemców przykrości,
Ale markę Polak
Zawsze chętnie pieści.

Oj, ty, złotóweczko,
Świecidełko lube,
Już oni coś knują
Wszyscy na twą zgubę.

Ale ja cię zawsze
Kochałam gorąco.
Daj mi Panie Boże
Złotych jak najwięcej.

Deszcz majowy
Spochmurniało, pociemniało,
Deszcz majowy spadł.
Na pola, łąki i sady
Po kropelce: kap!
Pod za małym parasolem
Kochankowie młodzi.
Przytuleni, zamyśleni,
Ich deszcz nie obchodzi.

Wyszło słonko, zapachniało,
Ciepły powiał wiatr.
A z gałązki na gałązkę
Mokry skacze ptak.

Jesienna miłość
Piętrzą się złote chryzantemy,
Babie lato się snuje,
Słońce na drzewa kładzie
Kolorowe diademy.
Jarzębina w czerwone
Zdobi się korale,
Dąb czerwienią, lipa złotem
Stroją się wspaniale.
Gołąb do swej gołąbki
Grucha siedząc na rynnie,
A nić babiego lata
Ponad dachami płynie.

Staruszek i staruszka
Na ławeczce parkowej
Marzą o swej miłości,
Tej jesienno-zimowej.

Taki mały erotyk
Jackowi K. poświęcam
Najpierw spojrzenie przelotne,
Potem zatrzymasz wzrok,
Z początku idziesz powoli,
Nagle przyspieszasz krok.

Szarmanckim wabisz spojrzeniem,
Torsem Apolla wspaniałym,
I oto jest przed tobą,
Jest celem twojej strzały.

Ujmiesz jej miękkie dłonie
I słodkie słówko rzucisz
Ach, jesteś muzykalny,
Wiec piosnkę jej zanucisz.

Już stawiasz w tyralierę
Słowa, gesty i czyny,
I wyruszasz na podbój
Serca młodej dziewczyny.

Stój! Zaczekaj rycerzu,
Oto moja uwaga,
Serce to szklana góra,
Z której czasem się spada.

Lecz nie cofaj się przed nią,
Wezwij amorów pułki,
I orężem zdobywaj
Serce swej kochanki.

Gdy już twierdza zdobyta,
Bierz swój łup kochany
Lecz nie zasmucaj serca,
Nie zakuwaj w kajdany.

I rumak też już gotów,
Przywołuje rycerza.
Gdy twierdza warta grzechu
To i nie żal oręża.

***
W podzięce
Całuję Twoje dłonie,
Mocne i wielkie jak bochny chleba,+
I oczy twoje smutne,
Co mają kolor nieba.

Czeka każdego dnia
Na twoje powroty,
A w okno mi zagląda
Promień słoneczny złoty.

Choć me serce rozdarte,
Podzielone na dwoje,
Ty me smutki uleczysz
Mocą miłości swojej.

Całuję twoje dłonie,
Całuję twoje usta.
Niech miłość wielka wypełni
Życia naszego pustkę.

Wróć miły
Oddam ci wiosnę,
Oddam lato złote,
Oddam ci wszystkie
Jesienie i zimy.
Ale wróć miły!

Oddam ci słonko,
Oddam księżyc srebrny
I gwiazdy,
Co go kołem otoczyły.
Ale wróć miły!

Dam ci dzban malin
Czerwonych i świeżych.
Popatrz, jak latoś
Pięknie obrodziły.
Ale wróć miły!

Dam bukiet kwiatów,
Konwalii bielutkich,
Będą ci dzwonki
Maleńkie dzwoniły.
Ale wróć miły!

Zatańcz ze mną
Znów jesteś, idziemy razem,
Znowu będziemy się śmiać,
Lecz smutek natrętny jak błazen
I tylko w oku wciąż łza.

Weźmiemy się znowu za ręce
I tango zatańczysz ze mną,
Znów czuję Twe usta gorące,
Lecz czemu wokół tak ciemno.

Pamiętasz tamto wesele,
Gdy walca kazałeś grać
I wirowaliśmy sami,
Nikt, tylko ty i ja.

A dzisiaj już nie zatańczysz
I nie przytulisz mnie,
Z portretu na mnie patrzysz,
Lecz nie odezwiesz się.

O starości
Pod lasem na końcu wioski
krzywa chata stała,
a w niej krzywa staruszka
w izbie się krzątała.

Obie przez wiek skrzywione
i obie szczerbate,
chata drągiem podparta
babcia kijem sękatym.

W sadzie krzywa grusza
w ogródku pokrzywa,
a pod ścianą chaty
stoi ława krzywa.

A przecież staruszka
kiedyś hoża była,
a chata, co dziś krzywa
kiedyś nowa była.

Tylko kot przyjaciel
u nóg babci siada,
i do swojej pani
kocim głosem gada.

Ruletka
Postanowiłam zagrać w ruletkę.
Kręci się złota tarcza,
Lecą numery i bile,
6.08.1990
Lecz nieszczęśliwe dla mnie.
Próbuję, dalej obstawiam
na coraz wyższą stawkę
28.01.1992
Ale wpadłam w pułapkę.
16.02.1990
Trochę słoneczko świeci,
Ale już nie na długo,
Zaraz tonie w zamieci.
13.03.1992
Próbuję się odegrać
Monetą jakąś małą
2.09.1993
Lecz niestety i teraz tracę fortunę całą.