Bolesław Bawolak: Łemkowskie wesele w Świątkowej Wielkiej

Fragment Rozdziału XXII: Powrót ze ślubu

Po zakończeniu ceremonii ślubnej orszak weselny wracał do domu w nastroju wesołości, śpiewając przez całą drogę. Szedł do domu weselnego młodej lub młodego, w zależności od tego, gdzie w przyszłości młodzi mieli mieszkać. Jeżeli młodzi mieli zamieszkać u młodego, wracano do domu młodej i tu odbywało się główne przyjęcie weselne (wesilnyj obid – hostyna). Taki przypadek był najczęściej spotykany; to rodzice młodej urządzali weselną gościnę i ponosili koszty z tym związane. Jeżeli młody przystawał do młodej (prystasz), to wesele rozpoczynało się w domu młodego. Hostyna zawsze kończyła się tam, gdzie młodzi mieli w przyszłości zamieszkiwać.

Po ślubie wesele szło w trochę zmienionym szyku: młodzi na czele orszaku, za nimi starosta, drużbowie z drużkami, swaszki, swatowie, swaszczaki, marszałka i pozostali goście. Ze ślubu państwo młodzi wracali już razem, trzymając się pod rękę lub za rękę (bo już przez całe życie mąż będzie żonę prowadzić).

Nim jednak orszak weselny dotarł do domu weselnego, musiał pokonać kilka przeszkód. Drogę zastawiano tzw. bramami weselnymi, zaporami (po łemkowsku: zastawa, perejma, zahoroda) – nieraz okazałymi. Nazwa brama – szlaban – pochodzi z języka niemieckiego – schlag baum, co oznacza powalone drzewo, przeszkodę przegradzającą drogę w poprzek. Bramy „budowano” przeważnie z dwóch żerdzi wbitych po obu stronach drogi w ziemię oraz trzeciej zawieszonej poziomo na nich, w poprzek, na wysokości około 1 metra. Czasem przeciągano przez drogę zwykły sznur owinięty zielonymi gałązkami (naturalnymi lub sztucznymi) i barwnymi ozdobami, kolorowymi wstążkami, kwiatami, a nawet z napisem życzeń dla młodych. Przez taką bramę przejść można było tylko „za wykupne”. Bywało, że organizatorzy żartobliwe wyprowadzali na środek drogi przed bramę krowę czy kozę.

Bramy po drodze z cerkwi do domu weselnego stawiała wiejska kawalerka – młodzież i inni mieszkańcy wsi, dalsi znajomi, sąsiedzi, ludzie z weselem zupełnie niezwiązani. Na straży bramy stali „wartownicy”, najczęściej przebierańcy, odziani w różne łachmany – jej wykonawcy, pilnie strzegący bramy. Nadchodzącemu orszakowi kłaniali się, błogosławili znakiem krzyża, zadawali pytania, sprawdzali dokumenty, a wszystko to przebiegało w wesołej atmosferze. Nie brakowało tu żartów, śpiewów, dowcipów zależnych od pomysłowości urządzających bramy.

Jeżeli młodzi i drużyna weselna chcieli pokonać tę przeszkodę, musieli się „wykupić” u pilnujących wartowników przy bramie. Przedmiotami wykupu były wódka, a także chleb specjalnie na ten cel wypieczony z lepszej (pszennej) mąki.

Były też na bramach całe przedstawienia, różne widowiska, odgrywano humorystyczne scenki. Zależały one przede wszystkim od pomysłowości „aktorów”. Takie bramy ceniono najwyżej, a i okup ich był wyższy; dwa lub nawet trzy kieliszki wódki otrzymywali ich wykonawcy. Na takiej bramie był Żyd, Dziad, Cygan, była też Cyganka z dzieckiem. Cyganka biła to dziecko, a ono okropnie krzyczało i płakało. Wszyscy inni udawali, że wykonują prace gospodarskie: najczęściej młócono zboże cepami, mielono też ziarno w żarnach na mąkę czy też tłuczono pęcak, jedna czarownica robiła masło w maśniczce, a druga doiła krowę lub kozę, zaś kowale kuli żelazo lub konie, aż się echo rozlegało.

Targowanie prowadził starosta z pomocą drużbów. Musiał być do tego zawczasu przygotowany i mieć ze sobą wódkę. Przeważnie budowniczowie bram dostawali po kieliszku, chyba że było to coś szczególnego – wówczas po dwa. Po udanych targach i przekupieniu strażników gorzałką bramę usuwano, a orszak weselny ruszał dalej. Przed bramą najczęściej wypijano zdrowie młodych.

Budowanie bram na drodze przejścia wesela to zwyczaj, który w Świątkowej na dobre zagościł dopiero w latach trzydziestych XX wieku. Szczególnie dużo bram urządzano, kiedy młoda przenosiła się do innej wsi. Liczebność bram świadczyła też o prestiżu wesela: im więcej bram, tym poważniejsze wesele. Ich wielość wróżyła także pomyślność w przyszłości dla młodych.

Nie stawiano bram przed ślubem, bo do ślubu młodzi musieli zdążyć na określoną godzinę, a gdyby po drodze było kilka bram, mogliby się spóźnić, a tego żaden jegomość nie tolerował. Powrót po ślubie już nie był czasowo określony.

 

Dawniej wesele udawało się do miejscowej karczmy, bo, jak powiadano, „żadnej karczmy wesele nie mogło ominąć”, bo nie będą młodzi mieć szczęścia w przyszłym pożyciu małżeńskim. Tak było i w Świątkowej do czasów I wojny światowej, dopóki Żydzi nie wyprowadzili się ze wsi. Wraz z ich odejściem upadły karczmy we wsi, a zwyczaj ten zaniknął.

Pod karczmą orszak śpiewał przyśpiewkę numer 1. Na to wezwanie wybiegał Żyd, oczywiście radosny, bo cieszył się z tak licznych gości. Żyd najczęściej wynosił wódkę i przed karczmą częstował weselnych, zapraszając do środka. Cały orszak weselny wchodził do karczmy, gdzie pito gorzałkę, piwo, śpiewano różne wesołe przyśpiewki, zabawiano się. Posilano się chlebem – kołaczem przyniesionym z domu weselnego. Tutaj też czekała muzyka, a zatem były i tańce. Każdy mężczyzna tańczył przynajmniej raz. Nie dotyczyło to młodych, którzy nie brali udziału w tańcach w karczmie.

Przyjęcie w karczmie miało zapewnić udział w weselu całej wspólnoty wiejskiej, a szczególnie tych, których nie proszono do domu weselnego w gości. Zabawa w karczmie trwała dwie lub trzy godziny. Za gościnę w karczmie płacili młody lub jego rodzina. Z karczmy drużyna udawała się do domu weselnego. Po I wojnie światowej, gdy już karczm we wsi nie było, orszak weselny wracał prosto do domu na ogólne przyjęcie weselne. Drogę urozmaicano sobie niemal nieustającymi śpiewami. Gdy orszak zbliżał się do domu weselnego, zaczynano śpiewać przyśpiewki zawiadamiające rodziców młodej o ślubie ich córki.

Przyśpiewki śpiewane po drodze:

 

 Wychod Żyde wychod

Z tom krywom borodom

Treba prywytaty

Mładoho z mołodom.

Wychodź, Żydzie, wychodź

Z tą krzywą brodą,

Trzeba przywitać

Młodego z młodą.

 

 Już jem sia ożenył

Już jem sia odminył

Już jem pariboctwo

Na żenu zaminył.

Już się ożeniłem,

Już się odmieniłem,

Już kawalerkę

Na żonę zamieniłem.

 

 Już jem sia ożenył

Już budu swoju mał

Już ja was diłczata

Ne budu lubuwał.

Już się ożeniłem,

Już będę swoją miał,

Już ja was, dziewczęta,

Nie będę kochał.

[…]