Holokaust w fotografiach, Interpretacje dowodów, Janina Struk, Prószyński i S-ka, W-wa 2007.

Na Holokaust w fotografiach Janiny Struk chciałbym zwrócić uwagę z nieco przewrotnego, a może nawet niestosownego – w tym przypadku – powodu. Albowiem nie dla samej wagi przedmiotu przedstawionego w omawianych fotografiach, tylko dla roli, jaką fotografia może odegrać w ogóle. Gdyby nie było zdjęć Holokaustu, chyba nikt by nie uwierzył, czym on był. Albo co najmniej wiara ta słabłaby z upływem czasu, aż zamieniłaby się w legendę, mit. To taka ludzka przypadłość w ogóle i niestety wydaje się, że dla jej uzmysłowienia temat Holokaustu jest wyjątkowo odpowiedni ze względu na niewyobrażalność.
Autorka dość konsekwentnie trzyma się przedmiotu, rzecz ujmuje w konwencji pracy naukowej. W ostatnich rozdziałach moralizuje nieco i to jest słabsza część książki. Sporo ilustruje, jednak nie tak obficie, jakby można się tego spodziewać po książce aspirującej do pozycji monografii fotografii Holokaustu (być może z powodu praw autorskich). Pisząc o Zagładzie w fotografii, autorka zakreśla ramy samej fotografii jako dziedziny, zwłaszcza użytkowej: od jej najbardziej perfidnych zastosowań po najszlachetniejsze. Wydaje się, że silną stroną książki jest bibliografia, szczególnie pozycje ściśle przedmiotowe. Autorka pisze o tym, jak fotografia wpływa na pamięć, w tym wypadku – jak wiadomo – na jedną z najważniejszych pamięci ludzkości: pamięć o Zagładzie. Omawia przedmiotowo zdjęcia, które zamieszcza. Inaczej nie można, przedstawiają one bowiem rzeczy, które gdyby się nie zdarzyły naprawdę, nikt chyba nie mógłby ich sobie wyobrazić. Tym samym ich skomentowanie czy zinterpretowanie wydaje się z istoty niemożliwe. Niemożliwe wydaje się nadanie im sensu, bo być może to one same są niewysłowionym sensem.
Jednym z takich zdjęć jest obraz zamieszczony na stronie 105 książki Janiny Struk, jego podpis jest następujący: „Niemiecki policjant dobija żydowskie kobiety po masowej egzekucji Żydów z getta w Mizoczu, 14 października 1942”. (Zdjęcie to jest dostępne na stronie Holocaust Memorial Museum, Archival Collections, Photo Archives, Online Catalog, pod hasłem Mizocz, http://www.ushmm.org/uia-cgi/uia_doc/query/1?uf=uia_mPslJB).
Susan Sontag wspomina w „O fotografii” jak zdjęcie z obozu w Dachau zmieniło ją na zawsze, zmieniło jej los. Było to zaraz po wojnie i fotografia z Mizocza, o której mowa powyżej, nie była jeszcze znana.
Publicznie dostępne są jeszcze trzy inne zdjęcia z Mizocza. Jedno z nich pokazuje żydowskie kobiety i dziewczęta, kiedy jeszcze żyją. Stoją nago w pojedynczym rządku w kolejce, ciasno, niemal tuląc się jedna do pleców drugiej. Niektóre kobiety mają dzieci na ręku, co najmniej jedna – właśnie dołączająca do kolejki – jest ciężarna. Przesuwają się na skraj niewidocznego tu urwiska, gdzie zostaną rozstrzelane. Większość z nich patrzy do przodu ponad ramionami stojących wcześniej. Blisko obok nich stoją bokiem dwaj wyglądający na ukraińskich policjantów mężczyźni ( http://www.ushmm.org/uia-cgi/uia_doc/query/4?uf=uia_zWTUTb).
W Mizoczu zginęło wtedy tak mniej niż 1700 osób i nastąpiło to po buncie w getcie, który został szybko zdławiony. Natomiast w Babim Jarze zginęło w ten sposób tylko od 29 września do 3 października 1941 roku ponad 30 tysięcy ludzi, a cała liczba wymordowanych tam sięga ponad 70 tysięcy, jeżeli nie więcej. („Na miejscu w grupach 10 osobowych podchodzili do wąwozu i zostawali zabici strzałami z broni automatycznej”, http://pl.wikipedia.org/wiki/Babi_Jar). Nie ma publicznie dostępnych fotografii z samych egzekucji w Babim Jarze.
Być może zdjęcia z Mizocza i inne takie obrazy są najważniejsze z wszystkich fotografii, jakie zostały i zostaną zrobione. Najważniejsze z wielu powodów. Z perspektywy historii fotografii dlatego, że same te zdjęcia są właśnie dosłownie nieskończenie mało ważne na tle tego, co przedstawiają. I być może także dlatego, że bez nich historie kilku dziedzin byłyby inne. Historie fotografii, fotografii Holokaustu, Holokaustu.
(WŻ)